Hej!
Gorąco zapraszam do odwiedzenia mojego nowego bloga, którego znajdziecie tutaj -> lifesaverfanfiction.blogspot.com Znowu będzie o jednym z członków One Direction, ale o którym, przekonacie się jak wejdziecie na bloga. Myślę, że powinno być ciekawiej i w trochę lepszym stylu, niż ten fanfic, w końcu minęło prawie dwa i pół roku, odkąd zaczęłam tego bloga. Nie twierdzę, że będzie jakoś świetny, ale może wam się spodoba c;
Jeszcze raz zapraszam lifesaverfanfiction.blogspot.com x
Pozdrawiam, miłego dnia <3
niedziela, 8 marca 2015
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Ogłoszenie
Zawieszam bloga. Przestaję pisać to fanfiction.
Dlaczego? Przede wszystkim ogranicza mnie to, że bohaterka jest polką a chłopcy istnieją tu jako zespół. Pomysł, że tata dostaje prace, cała rodzina przenosi sił do Londynu, a bohaterka poznaje One Direction jest zbyt banalny. Zaniedbywałam trochę to opowiadanie i to tez mi się nie podoba.
Uwaga, dla zainteresowanych (mam nadzieje, ze jeszcze ktoś taki tu jest), chciałabym kiedyś napisać nowe fanfiction, które umieściłabym na tym blogu. Bardzo lubię pisać i chciałabym się w tym zakresie rozwijać, wiec jak tylko wymyślę coś, co wyda mi się wystarczająco dobre, znowu zacznę pisać. Mam już jakieś niewielkie pomysły, myślę, ze wykorzystałabym tez kilka rzeczy, które miały być tym opowiadaniu, ale niestety do nich nie doszłam. Jeśli znowu będę pisać, podejdę do tego rzetelniej i postaram się znacznie częściej dodawać rozdziały, przede wszystkim zacznę je dodawać jak będę mieć już kilka gotowych. Nie obiecuje, że coś napisane przeze mnie jeszcze tu się pojawi, ale naprawdę mam szczere chęci żeby tak było :)
Tyle miałam tu napisać, ale jakoś mi wypadło z głowy. To chyba tyle :)
OGROMNIE DZIĘKUJĘ TYM, CO BYLI TU ZE MNĘ PRZEZ TE 10 ROZDZIAŁÓW, ALBO CHOCIAŻ PRZY JEDNYM Z NICH <3 DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 4,5 tys. WYŚWIETLEŃ! ZA KAŻDY KOMENTARZ, BO TO NAPRAWDĘ PRZYSPARZAŁO MI WIELE RADOŚCI I DODAWAŁO OCHOTY DO PISANIA :') BARDZO TO DOCENIAM I PRZEPRASZAM ŻE ZAWIODŁAM.
Mam nadzieje do kiedyś :*
Dlaczego? Przede wszystkim ogranicza mnie to, że bohaterka jest polką a chłopcy istnieją tu jako zespół. Pomysł, że tata dostaje prace, cała rodzina przenosi sił do Londynu, a bohaterka poznaje One Direction jest zbyt banalny. Zaniedbywałam trochę to opowiadanie i to tez mi się nie podoba.
Uwaga, dla zainteresowanych (mam nadzieje, ze jeszcze ktoś taki tu jest), chciałabym kiedyś napisać nowe fanfiction, które umieściłabym na tym blogu. Bardzo lubię pisać i chciałabym się w tym zakresie rozwijać, wiec jak tylko wymyślę coś, co wyda mi się wystarczająco dobre, znowu zacznę pisać. Mam już jakieś niewielkie pomysły, myślę, ze wykorzystałabym tez kilka rzeczy, które miały być tym opowiadaniu, ale niestety do nich nie doszłam. Jeśli znowu będę pisać, podejdę do tego rzetelniej i postaram się znacznie częściej dodawać rozdziały, przede wszystkim zacznę je dodawać jak będę mieć już kilka gotowych. Nie obiecuje, że coś napisane przeze mnie jeszcze tu się pojawi, ale naprawdę mam szczere chęci żeby tak było :)
Tyle miałam tu napisać, ale jakoś mi wypadło z głowy. To chyba tyle :)
OGROMNIE DZIĘKUJĘ TYM, CO BYLI TU ZE MNĘ PRZEZ TE 10 ROZDZIAŁÓW, ALBO CHOCIAŻ PRZY JEDNYM Z NICH <3 DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 4,5 tys. WYŚWIETLEŃ! ZA KAŻDY KOMENTARZ, BO TO NAPRAWDĘ PRZYSPARZAŁO MI WIELE RADOŚCI I DODAWAŁO OCHOTY DO PISANIA :') BARDZO TO DOCENIAM I PRZEPRASZAM ŻE ZAWIODŁAM.
Mam nadzieje do kiedyś :*
niedziela, 2 marca 2014
Rozdział 10
Po krotkim prysznicu, jaki zaoferowal mi Harry, pomalowalam sie i wyszlam z lazienki. Od razu uslyszalam smiechy dochodzace z salonu, do ktorego tez sie skierowalam. Chlopcy byli juz na miejscu i swietnie sie bawili. Wygladalo na to, ze Jess padla ofiara ich laskotek i turlala sie po ziemi, blagajac o litosc. Na szczescie dla dziewczyny, gdy mnie zobaczyli, rzucili sie przywitac i spwdzic czy wsystko ze mna w porzadku. Kazali mi sie polozyc w najwiekszym fotelu i ponownie przylozyc oklad do stluczonego policzka. Po chwilii zaczelo sie wypytywanie: co sie stalo, o co Sean sie wkurzyl, co zrobilam ze mi przywalil i tak dalej. Jesss niezle zjechala mnie za to, ze nie odpuscilam sobie przy nim uwagi na temat jego zachowania. Po chlopakach bylo widac, ze wkurzyli sie na Seana, a rownoczesnie moze troche sie o mnie bali. Zayn nawet wykazal wielka ochote do skopania mu tylka, ale jak to powiedzial, z milosci do mnie i dlatego, ze go tak bardzo o to prosze, na razie sie powstrzyma. Louis przez caly czas malo co sie do mnie odzywal. Wlasciwie od tego felernego powrotu z imprezy u Zayna trzymal mnie na dystans. Och zawsze potrafie wszystko zepsuc, czemu ja sobie robilam wtedy nadzieje, ze jeden z najslawiejszych ludzi na swiecie moze mnie pocalowac. Dobrze sie dogadywalismy, ale swoja naiwnoscia musialam to zniszcyc...
Dlugo nie moglam zasnac, myslalam o Lou, czy kiedykolwwiek uda mi sie jeszcze chociaz zdobyc jego przyjazn. Po policzkach skapywaly mi pojedyncze lzy. Na prawde bardzo zalezalo mi na tym chlopaku. Wydawalo mi sie, ze mnie lubil, wiec moze jeszcze jest jakas szansa na uratowanie tego co bylo. Otarlam mokre policzki i z nadzieja na lepsze jutro zasnelam.
* * *
Obudzil mnie dzwiek budzika, jednak bylam zbyt zaspana by wstawac. Siegnelam po telefon, wylaczylam budzik i rzucilam go na fotel niedaleko lozka. Probowalam jeszcze na chwile zasnac, ale juz nie moglam. Mimo to i tak nie chcialo mi sie jeszcze wstawac. Lezalam tak dosyc dlugo, az wreszcie znowu zachcialo mi sie troche spac.
- Magda! Wstawaj! - z dolu dobieglo wolanie mojej mamy. Ach ci rodzice, zawsze wybieraja najgorsze momenty.
- Jeszcze piec minut! Prosze...
- Juz pozno! Wstawaj!
Nie odpowiedzialam mamie, ale postanowilam jeszcze chwilke polezec. Jednak po chwili uslyszalam ciche pukanie do drzwi. Udawlam, ze tego nie slysze i jeszcze bardziej zagrzebalam sie pod koldra. Ktos podszedl i sprobowal zdjac ze mnie koldre, ale bylam nieugieta.
- Ej Meg, spiochu wstawaj - wyjrzalam spod koldry, bo cos mi sie nie zgadzalo, ten glos nie nalezal do moich rodzicow.
- Zayn! Co ty tu robisz tak wczesnie?
- A moze bys sie przywitala? - zaczal sie smiac z powodu mojej reakcji.
- Hej Zayn - przytuilam chlopaka - czemu juz nie spisz?
- Mi tez milo cie widziec. Jest juz dwunasta, zdazylem sie wyspac i postanowilem sprawdzic co u ciebie slychac.
- Jak widzisz nic ciekawego, odkad ostatni raz sie widzielismy, prawie caly czas spedzilam w lozku. A teraz pozwol, ze jeszcze na piec minut sie poloze.
- O nie, nie ma mowy, znowu zasniesz, a nie po to tu przyjechalem, zeby ogladac jak spisz - mowiac to porwal moja koldre i rzucil ja w drugi kat pokoju. Pozniej zawrocil i z dzikim okrzykiem rzucil sie na mnie i zaczal mnie laskotac.
- Nie Zayn, tylko nie to!
- A bedziesz grzeczna i wstaniesz?
- Skoro musze...
- Wiesz zawsze moge sprobowac cie jeszcze bardziej rozbudzic.
- Nie wysilaj sie, zaraz wstane.
- Dobra moge ci troche pomoc. Co bedziesz chciala ubrac i gdzie to jest?
- Otworz te szafe obok drzwi i mozesz mi wybrac jakas bluzke czy cos...
- Moze byc to? - wyciagnal jasno rozowy sweterek z wydluzonym tylem.
- Jasne - usmiechnelam sie, bo byl to akurat jeden z moich ulubionych - to wez jeszcze te czarne rurki z dolnej polki. Siegnelam do komody, ktora stala obok lozka i wzielam bielizne, a Zayn podal mi ubranie.
- Potrzebujesz jeszcze czegos czy reszte wszystko masz w lazience?
- Chyba to wszystko - usmiechnelam sie i chcialam wstac, ale chlopak uprzedzil mnie, lapiac mnie i przerzucajac przez swoje ramie.
- Aaaa Zayn co ty wyprawiasz?!
- No jak to co? Zanosze cie do lazienki, zebys nie musiala chodzic.
- Bez przesady, chyba nie mam jeszcze takich staryh kosci, zebym ne mogola chodzic o wlasnych silach - zasmialam sie.
- Dobra czyli gdzie masz lazienke?
- Drugie drzwi po prawej.
Gdy dotarlismy, Zayn postawil mnie wreszcie na srodku pomieszczenia.
- Pomoc ci cos jeszcze czy moge isc?
- Mozesz isc, dzieki, postaram sie zebrac jak najszybciej.
- A Magda jeszcze jedno, co bedziesz chciala na sniadanie? To jakos to zalatwie z twoja mama.
- Mam ochote na jajecznice, jesli nie ma jajek to moze byc mleko z chrupkami.
- Da sie zrobic - usmiechnal sie do mnie szeroko i poszedl na dol.
Zayn zaserwowal mi przepyszna jajecznice, ktora nawet podobno zrobil prawie sam, z niewielka pomoca mojej mamy. Pozniej zaproponowal mi wypad do kina na jakas komedie. Powiedzial, ze wydaje mu sie, ze Niallowi spodobala sie Jess, wiec zaproslismy rownez ich. Poniewaz Harry nic specjalnego nie mial do roboty, to tez do nas dolaczyl. Za to Liam pojechal na weekend do swojej rodziny, a Lou powiedzial, ze ma cos waznego do zalatwienia.
Zajelismy miejsca w przedostatnim rzedzie. Siedzialam kolo Harrego i Zayna, a obok niego Jess z Niallem. Zayn wybral swietny film, wszscy mielismy ubaw po pachy. Po kinie wybralismy sie na pizze, bo chlopaki narzekali, ze sa juz glodni.
- To co dziewczyny, chcecie mala czy srednia pizze na dwie?
- Mysle, ze mala nam spokojnie wystarczy.
- Okej, my chyba wezmiemy dwie duze na trzech, co? Ja juz naprawde jestem strasznie glodny.
- No tak - uderzylam sie dlonia w czolo - Zayn o ktorej ty ostatnio cos jadles? Przepraszam powinnam ci zrobic cos do jedenia na droge, calkiem zapomnialam.
- Spoko Meg, nic sie nie stalo, przeciez zaraz cos zjem. Tylko szybko wybierajcie.
Wybralysmy z Jess jakas pizze z salami, a chlopaki z kurczakiem i czyms tam jeszcze. Po chwili podeszla do nas kelnerka i zlozylismy zamowienie. Przez chwile wszyscy lapczywie jedli, wcale sie nie odzywajac. Dopero, gdy zaspokoilismy pierwszy glod, odezwala sie Jess.
- Jak tam chlopaki wam idzie w pracy?
- Calkiem dobrze, ale wyczerpujaco - usmiechnal sie do niej Niall.
- A jest szansa, ze bede mogla kiedys pojsc na wasz koncert? Bardzo lubie wasze piosenki.
- Jasne, jeszcze jakies trzy tygodnie koncertujemy w Anglii i okolicach, wiec moze sie uda, a pozniej jedziemy bardziej wglab Europy - odpowiedzial Harry.
- Co?! Na jak dlugo?
- No tak jakos na miesiac, troszke ponad.
- I nie bedziecie w tym czasie wracac do Londynu?
- W polowie bedziemy miec 4 dni przerwy, ale pewnie wtedy wszyscy beda chcieli jechac do rodzicow.
- Ymmm szoda.
- Ej Meg, nie smuc sie, przeciez mamy jeszcze trzy tygodnie, a pozniej znowu do was na chwile wrocimy - Zayn poczochral mnie na pcieszenie po wlosach.
- No wlasnie, Magda co sie bedzesz teraz przejmowac. Macie jeszczcze te trzy tygodnie. Trzeba korzystac poki mozna! - Jess jak zwykle optymistycznie podeszla do sprawy.
- Jess, mamy trzy tygodne, nie macie. Mysle ze wszyscy chetnie spedza z toba troche wiecej czasu.
- Ooo jak milo - dziewczyna poslala Niallowi dziekczynny usmiech.
- Dobra to chyba sie zbieramy, co? Zebyscie mialy jeszcze jutro troche sily, zeby sie sptkac.
- Okej, mozemy isc. Ile mam wam oddac?
- O nie ma mowy Meg, ty nic nie placisz. Masz to jeszcze zalegle za dzien kobiet.
- Z reszta Jessy tak samo, uznajmy ze to bylo na dzien kobiet, zgoda? - odezwal sie Niall.
- Hahaha jasne, ale wiecie, ze dzien kobiet byl prawie dwa tygodnie temu?
- Zawsze bylem slaby w zapamietywaniu dat, nie win nas za to - poprosil Harry.
- Okej, okej, wazne, ze sobie przypomnieliscie - uspokoila go Jess.
Zayn zaplacil rachunek i wyszlsmy z restauracji. Jess pojechala z Niallem, a Zayn wzial mnie i Harrego. Podrzucil najpierw jego, a pozniej podjechal pod moj dom.
- Dzieki Zayn, swietnie sie bawilam. Tak w ogole to dlatego byles dzisiaj taki mily i mnie we wszystkim wyreczales, ze chciales mi zrobic spozniony dzien kobiet?
- No tak, rozgryzlas mnie - puscil mi oko.
Przytulilam sie do niego mocno.
- Och Zayn, jakie to szczescie miec takiego przyjaciela jak ty, naprawde bardzo ci dziekuje.
- Cala przyjemnosc po mojej stronie. Dla ciebie wszystko Meg - Powiedzal dalej mnie do siebie tulac.
- Dobranoc Zayn - pozegnalam sie i cmoknelam go jeszcze w polczek.
- Slodkich snow spiochu - wysiadlam z jego auta, zatrzasnelam za soba drzwi i skierowalam sie w strone domu.
Dlugo nie moglam zasnac, myslalam o Lou, czy kiedykolwwiek uda mi sie jeszcze chociaz zdobyc jego przyjazn. Po policzkach skapywaly mi pojedyncze lzy. Na prawde bardzo zalezalo mi na tym chlopaku. Wydawalo mi sie, ze mnie lubil, wiec moze jeszcze jest jakas szansa na uratowanie tego co bylo. Otarlam mokre policzki i z nadzieja na lepsze jutro zasnelam.
* * *
Obudzil mnie dzwiek budzika, jednak bylam zbyt zaspana by wstawac. Siegnelam po telefon, wylaczylam budzik i rzucilam go na fotel niedaleko lozka. Probowalam jeszcze na chwile zasnac, ale juz nie moglam. Mimo to i tak nie chcialo mi sie jeszcze wstawac. Lezalam tak dosyc dlugo, az wreszcie znowu zachcialo mi sie troche spac.
- Magda! Wstawaj! - z dolu dobieglo wolanie mojej mamy. Ach ci rodzice, zawsze wybieraja najgorsze momenty.
- Jeszcze piec minut! Prosze...
- Juz pozno! Wstawaj!
Nie odpowiedzialam mamie, ale postanowilam jeszcze chwilke polezec. Jednak po chwili uslyszalam ciche pukanie do drzwi. Udawlam, ze tego nie slysze i jeszcze bardziej zagrzebalam sie pod koldra. Ktos podszedl i sprobowal zdjac ze mnie koldre, ale bylam nieugieta.
- Ej Meg, spiochu wstawaj - wyjrzalam spod koldry, bo cos mi sie nie zgadzalo, ten glos nie nalezal do moich rodzicow.
- Zayn! Co ty tu robisz tak wczesnie?
- A moze bys sie przywitala? - zaczal sie smiac z powodu mojej reakcji.
- Hej Zayn - przytuilam chlopaka - czemu juz nie spisz?
- Mi tez milo cie widziec. Jest juz dwunasta, zdazylem sie wyspac i postanowilem sprawdzic co u ciebie slychac.
- Jak widzisz nic ciekawego, odkad ostatni raz sie widzielismy, prawie caly czas spedzilam w lozku. A teraz pozwol, ze jeszcze na piec minut sie poloze.
- O nie, nie ma mowy, znowu zasniesz, a nie po to tu przyjechalem, zeby ogladac jak spisz - mowiac to porwal moja koldre i rzucil ja w drugi kat pokoju. Pozniej zawrocil i z dzikim okrzykiem rzucil sie na mnie i zaczal mnie laskotac.
- Nie Zayn, tylko nie to!
- A bedziesz grzeczna i wstaniesz?
- Skoro musze...
- Wiesz zawsze moge sprobowac cie jeszcze bardziej rozbudzic.
- Nie wysilaj sie, zaraz wstane.
- Dobra moge ci troche pomoc. Co bedziesz chciala ubrac i gdzie to jest?
- Otworz te szafe obok drzwi i mozesz mi wybrac jakas bluzke czy cos...
- Moze byc to? - wyciagnal jasno rozowy sweterek z wydluzonym tylem.
- Jasne - usmiechnelam sie, bo byl to akurat jeden z moich ulubionych - to wez jeszcze te czarne rurki z dolnej polki. Siegnelam do komody, ktora stala obok lozka i wzielam bielizne, a Zayn podal mi ubranie.
- Potrzebujesz jeszcze czegos czy reszte wszystko masz w lazience?
- Chyba to wszystko - usmiechnelam sie i chcialam wstac, ale chlopak uprzedzil mnie, lapiac mnie i przerzucajac przez swoje ramie.
- Aaaa Zayn co ty wyprawiasz?!
- No jak to co? Zanosze cie do lazienki, zebys nie musiala chodzic.
- Bez przesady, chyba nie mam jeszcze takich staryh kosci, zebym ne mogola chodzic o wlasnych silach - zasmialam sie.
- Dobra czyli gdzie masz lazienke?
- Drugie drzwi po prawej.
Gdy dotarlismy, Zayn postawil mnie wreszcie na srodku pomieszczenia.
- Pomoc ci cos jeszcze czy moge isc?
- Mozesz isc, dzieki, postaram sie zebrac jak najszybciej.
- A Magda jeszcze jedno, co bedziesz chciala na sniadanie? To jakos to zalatwie z twoja mama.
- Mam ochote na jajecznice, jesli nie ma jajek to moze byc mleko z chrupkami.
- Da sie zrobic - usmiechnal sie do mnie szeroko i poszedl na dol.
Zayn zaserwowal mi przepyszna jajecznice, ktora nawet podobno zrobil prawie sam, z niewielka pomoca mojej mamy. Pozniej zaproponowal mi wypad do kina na jakas komedie. Powiedzial, ze wydaje mu sie, ze Niallowi spodobala sie Jess, wiec zaproslismy rownez ich. Poniewaz Harry nic specjalnego nie mial do roboty, to tez do nas dolaczyl. Za to Liam pojechal na weekend do swojej rodziny, a Lou powiedzial, ze ma cos waznego do zalatwienia.
Zajelismy miejsca w przedostatnim rzedzie. Siedzialam kolo Harrego i Zayna, a obok niego Jess z Niallem. Zayn wybral swietny film, wszscy mielismy ubaw po pachy. Po kinie wybralismy sie na pizze, bo chlopaki narzekali, ze sa juz glodni.
- To co dziewczyny, chcecie mala czy srednia pizze na dwie?
- Mysle, ze mala nam spokojnie wystarczy.
- Okej, my chyba wezmiemy dwie duze na trzech, co? Ja juz naprawde jestem strasznie glodny.
- No tak - uderzylam sie dlonia w czolo - Zayn o ktorej ty ostatnio cos jadles? Przepraszam powinnam ci zrobic cos do jedenia na droge, calkiem zapomnialam.
- Spoko Meg, nic sie nie stalo, przeciez zaraz cos zjem. Tylko szybko wybierajcie.
Wybralysmy z Jess jakas pizze z salami, a chlopaki z kurczakiem i czyms tam jeszcze. Po chwili podeszla do nas kelnerka i zlozylismy zamowienie. Przez chwile wszyscy lapczywie jedli, wcale sie nie odzywajac. Dopero, gdy zaspokoilismy pierwszy glod, odezwala sie Jess.
- Jak tam chlopaki wam idzie w pracy?
- Calkiem dobrze, ale wyczerpujaco - usmiechnal sie do niej Niall.
- A jest szansa, ze bede mogla kiedys pojsc na wasz koncert? Bardzo lubie wasze piosenki.
- Jasne, jeszcze jakies trzy tygodnie koncertujemy w Anglii i okolicach, wiec moze sie uda, a pozniej jedziemy bardziej wglab Europy - odpowiedzial Harry.
- Co?! Na jak dlugo?
- No tak jakos na miesiac, troszke ponad.
- I nie bedziecie w tym czasie wracac do Londynu?
- W polowie bedziemy miec 4 dni przerwy, ale pewnie wtedy wszyscy beda chcieli jechac do rodzicow.
- Ymmm szoda.
- Ej Meg, nie smuc sie, przeciez mamy jeszcze trzy tygodnie, a pozniej znowu do was na chwile wrocimy - Zayn poczochral mnie na pcieszenie po wlosach.
- No wlasnie, Magda co sie bedzesz teraz przejmowac. Macie jeszczcze te trzy tygodnie. Trzeba korzystac poki mozna! - Jess jak zwykle optymistycznie podeszla do sprawy.
- Jess, mamy trzy tygodne, nie macie. Mysle ze wszyscy chetnie spedza z toba troche wiecej czasu.
- Ooo jak milo - dziewczyna poslala Niallowi dziekczynny usmiech.
- Dobra to chyba sie zbieramy, co? Zebyscie mialy jeszcze jutro troche sily, zeby sie sptkac.
- Okej, mozemy isc. Ile mam wam oddac?
- O nie ma mowy Meg, ty nic nie placisz. Masz to jeszcze zalegle za dzien kobiet.
- Z reszta Jessy tak samo, uznajmy ze to bylo na dzien kobiet, zgoda? - odezwal sie Niall.
- Hahaha jasne, ale wiecie, ze dzien kobiet byl prawie dwa tygodnie temu?
- Zawsze bylem slaby w zapamietywaniu dat, nie win nas za to - poprosil Harry.
- Okej, okej, wazne, ze sobie przypomnieliscie - uspokoila go Jess.
Zayn zaplacil rachunek i wyszlsmy z restauracji. Jess pojechala z Niallem, a Zayn wzial mnie i Harrego. Podrzucil najpierw jego, a pozniej podjechal pod moj dom.
- Dzieki Zayn, swietnie sie bawilam. Tak w ogole to dlatego byles dzisiaj taki mily i mnie we wszystkim wyreczales, ze chciales mi zrobic spozniony dzien kobiet?
- No tak, rozgryzlas mnie - puscil mi oko.
Przytulilam sie do niego mocno.
- Och Zayn, jakie to szczescie miec takiego przyjaciela jak ty, naprawde bardzo ci dziekuje.
- Cala przyjemnosc po mojej stronie. Dla ciebie wszystko Meg - Powiedzal dalej mnie do siebie tulac.
- Dobranoc Zayn - pozegnalam sie i cmoknelam go jeszcze w polczek.
- Slodkich snow spiochu - wysiadlam z jego auta, zatrzasnelam za soba drzwi i skierowalam sie w strone domu.
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział 9
Po raz kolejny spojrzałam nerowo na zegarek, by sprawdzić, która jest godzina. Niestety od ostatniego razu mienęły zaledwie dwie minuty. Trwała właśnie moja ostatnia piątkowa lekcja, a czas wlókł się niemilosiernie. Od razu po szkole miałam spotkać się z chłopakami. Nie widzieliśmy się już prawie tydzień, bo wszyscy mieliśmy ostatnio dużo do roboty. Cale szczęście, że przynajmniej w piątki mam troche luźniejsze przedmioty. Jednak to nie zmienialo faktu że miałam już dość na ten tydzień. Historyczka naprawde wyjątkowo dzisiaj zanudzała... Kolejne zerknięcie na zegarek - jeszcze piec minut do konca. Uff juz tylko chwila. Popatrzylam z zmysleniem w okno, po czym znowu niecierpliwie zaczelam sie wiercic na krzesle.
- Magdaleno Blank źle się czujesz? - pani Hills spytała surowym głosem.
- Nie, wszystko w porządku.
- Czy mogłabyś w takim razie skupić się na lekcji?! A nie robić jakieś dziwne miny i wiercić się na krześle! Jak można wykazywać tak lekceważącą postawę w stosunku do mnie?! - o tych słowach na moje policzki z pewnością wkradł się rumieniec wstydu i złości. Jednak gdy nauczycielka otworzyła usta, by jeszcze coś dodać, zadzwonił zbawczy dzwonek.
- Przepraszam panią bardzo, pani Hills - powiedziałam cicho i wybiegłam z klasy.
Szłam przez korytarz bardzo szybkim krokiem, myśląc już tylko o tym żeby wreszcie znaleźć się poza szkołą. Szybko otworzyłam ciężkie drzwi mojej szkoły. Przez mój pośpiech i nieuwagę nage uderzyłam w coś twardego. Zdezorientowana chciałam iść dalej, myśląc że po prostu uderzyłam w jakiś słup, ale później zorientowałam się, że mam mokrą plamę na sweterku. No tak, kto by stwiał słup zaraz przy drzwiach. Odwróciłam się i zobaczyłam rozgniewanego, przystojnego, umięśnionego chłopaka z nieprzyjaznym wyrazem twarzy. Rozpoznałam w nim jednego z popularnej bandy chłopaków, którzy rządzili w Westminster Secondary School. Jess niedawno mnie ostrzegała, że lepiej z nimi nie zadzierać.
- O kurcze - wyrwało mi się. - Przepraszam, to było niechcący.
- Pożałujesz tego mała! - tym to mnie wkurzył. Tylko na niego wpadlam, a cała cawartość kubka, który trzymał w ręce, wylała się na mnie. Poza tym że zmarnował na napój kilka funtów.
- Co?! To ja mam cały sweter w twojej kawie! Normalny chłopak by mnie przeprosił, a nie kurcze mimo moich przeprosin dalej sie na mnie wydzierał! Przecież to nie tylko moja wina, ty też mogłeś bardziej uważać! - jak zwykle nie potrafiłam pohamować swojego wybuchowego charakteru.
Chłopak zbliżył się i nachylił nade mną.
- Wiesz co? Już miałem zamiar ci odpuścić, myślałem, że może zrobie wyjątek dla takiej ładnej dziewczyny. Ale nie, musisz sie awanturować. Nie wiesz, że ze mną się nie zadziera? - wyszeptał mi prosto do ucha. Brr aż mną wstrząsneło od jego bliskości i tonu głosu, jakim do mnie mówił.
- Oh, sory, ale nie czuję się jakoś gorsza od ciebie. - powiedziałam sarkastycznym tonem. - I nie zamierzam cię traktować lepiej niż w tkiej sytuacji powinnam.
- Masz przechlapane dziewczyno. Dzisiaj sobie ciebie odpuszcze, bo jesteś cała brudna - powiedział z obrzydzeniem - ale na pewno wkrótce się tobą zajmę.
Nie wytrzymałam i podniosłam rękę by zadać mu cios w twarz, jednak bez problemu sobie ze mną poradził, jedną ręką blokując moją, a drugą uderzył mnie w twarz. Odskoczyłam z bólu i postanowiłam spróbować uciec. Znowu jednak mnie złapał. Stojąc do niego tyłem, kopnęłam go w krocze. Nie wiedziałam czy podziała to na długo, ale miałam wystarczająco dużo czasu, by wyrwać się i zacząć uciekać. Chwilę po przekroczeniu szkolnej bramy, znowu na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę, to był Harry. Zaskoczony mocno mnie przytulił, a później odsunął od siebie o kilkanaście centymetrów.
- O rany, Meg co się stało?! Wyglądasz jak wielkie nieszczęście. Co się stało? - patrzyłam naniego tylko przestraszonym wzrokiem i zaczęłam płakać. On mnie znowu mocno przytulił i gładził po plecach - Ej nie płacz. Magda, już wszystko dobrze, zawiozę cię do domu.
- Nie.
- Co nie? - spytał wyraźnie zatroskany.
- Nie mogę w takim stanie wrócić do domu - wychlipiałam.
- Musisz się przecież przebrać, zrobić jakiś zimny okład na tego siniaka na twoim policzku...
- O Harry - powiedziała Jess, szybkim krokiem zbliżając się w naszą stronę, mimo, że wcześniej mówiłam jej że spotykam się z chłopakami zaraz po szkole, była trochę zaskoczona i na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. - Kurcze Meg, to twoja sprawka z Seanem? Kuśtykał przez chwilę z bólu, a teraz opowiada reszcie swojej paczki o tobie... Kurcze przywalił ci. Kurcze, Magda co ja ci mówiłam, że z nimi się nie zadziera. Jejku i to jeszcze z przywódcą tej całej bandy? O co właściwie chodziło?
- Hej... mieszkasz daleko stąd?
- Nie, całkiem blisko.
- Rozumiem, że dobrze się znacie z Magdą, tak? Czy mogłabyś w takim razie pożyczyć jej jakąś bluzkę czy coś i dać lód na okład? Tak w ogóle to jestem Harry.
- Tak, przeież wiem, Jessy - podali sobie ręce. - Okej, chodźcie, wezmę coś z mojego domu, tylko wolałabym, żebyście nie wchodzili do środka.
- Dzięki Jess, naprawdę nie chce iść w takim stanie do mojego domu.. Tylko czemu nie będziemy mogli wejść?
- Ymmm wolałabym teraz o tym nie gadać... To chcecie iść?
- Jasne, wisiadajcie do samochodu, będzie szybciej.
W bardzo krótkim czasie dojechaliśmy na miejsce. Jessy miała mały, ale ładny dom. Pobiegła szybko do środka, a nam kazała czekać w aucie. W międzyczasie Harry zadzwonił do Liama i powiedział mu o zmianie planów, żebyśmy się sotkali wszyscy u niego (wcześniej upewnił się, że i tak mam ochotę na towarzystwo reszty). Po chwili przyszła Jess i dała mi koszulkę, bluzę i lód, który od razu przyłożyłam sobie do policzka.
- Jeśli chcesz to przyniosłam ci jeszcze korektor do zamalowania tego siniaka...
- Wielkie dzięki Jess - uśmiechnęłam się szeroko do dziewczyny, ale poczułam ból po lewej stronie twarzy.
- Nie ma za co - posłała mi współczujácy uśmiech. - To jak? Macie jakieś plany co teraz zrobić?
- Tak, zabieram ją na chwilę do siebie - powiedział Harry.
- Hmm okej, ale Meg musisz mi później opowiedzieć co takiego właściwie się stało.
- Chyba że... pojedziesz z nami? - Harry spojrzał na mnie pytająco i odpowiedziałam mu kiwnięciem głowy.
- Hmm nie wiem czy to dobry pomysł, ale umrę ze strachu i z ciekawości jak dłużej będę musiała czekać na wyjaśnienia Magdy... Na pewno to nie będzie problem?
- Oczywiście, że nie, wsiadaj - powedział Harry z pięknym uśmiechem na twarzy. - A ty się przebierz Meg, bo jeszcze dodatkowo się przeziębisz.
- Okej... Tylko Harry, możesz się obrócić?
- Jeśli bardzo tego chcesz to ewentualni mogę - powiedział, ale i tak bez mojego zapewnienia odwrócił się i patrzył przez okno.
- Auć - jęknęłam, nie mając przyłożonego lodu już dłuższą chwilę. Wciągnęłam jeszcze bluzę i byłam gotowa
- Coś się stało Meg?
- Nie, możemy już jechać - Harry z powrotem obrócił się przodem do kierownicy, współczująco się przy tym do mnie uśmiechając i ruszyliśmy.
________________________________________________
Mam nadzieje, ze sie podobalo ;* Obiecuje ze kolejny rozdzial bedzie w przyszly weekend, tylko prawdopodobnie w niedziele, bo w sobote nie dam rady. Ale obiecuje, ze sie zepne i stawie cos za tydzien :)
Baaaaardzo dziekuje za 3000 wyswietlen <3 Kocham Was za to, ze jeszcze tu zagladacie <3
Milego weekendu Miśki <3
- Magdaleno Blank źle się czujesz? - pani Hills spytała surowym głosem.
- Nie, wszystko w porządku.
- Czy mogłabyś w takim razie skupić się na lekcji?! A nie robić jakieś dziwne miny i wiercić się na krześle! Jak można wykazywać tak lekceważącą postawę w stosunku do mnie?! - o tych słowach na moje policzki z pewnością wkradł się rumieniec wstydu i złości. Jednak gdy nauczycielka otworzyła usta, by jeszcze coś dodać, zadzwonił zbawczy dzwonek.
- Przepraszam panią bardzo, pani Hills - powiedziałam cicho i wybiegłam z klasy.
Szłam przez korytarz bardzo szybkim krokiem, myśląc już tylko o tym żeby wreszcie znaleźć się poza szkołą. Szybko otworzyłam ciężkie drzwi mojej szkoły. Przez mój pośpiech i nieuwagę nage uderzyłam w coś twardego. Zdezorientowana chciałam iść dalej, myśląc że po prostu uderzyłam w jakiś słup, ale później zorientowałam się, że mam mokrą plamę na sweterku. No tak, kto by stwiał słup zaraz przy drzwiach. Odwróciłam się i zobaczyłam rozgniewanego, przystojnego, umięśnionego chłopaka z nieprzyjaznym wyrazem twarzy. Rozpoznałam w nim jednego z popularnej bandy chłopaków, którzy rządzili w Westminster Secondary School. Jess niedawno mnie ostrzegała, że lepiej z nimi nie zadzierać.
- O kurcze - wyrwało mi się. - Przepraszam, to było niechcący.
- Pożałujesz tego mała! - tym to mnie wkurzył. Tylko na niego wpadlam, a cała cawartość kubka, który trzymał w ręce, wylała się na mnie. Poza tym że zmarnował na napój kilka funtów.
- Co?! To ja mam cały sweter w twojej kawie! Normalny chłopak by mnie przeprosił, a nie kurcze mimo moich przeprosin dalej sie na mnie wydzierał! Przecież to nie tylko moja wina, ty też mogłeś bardziej uważać! - jak zwykle nie potrafiłam pohamować swojego wybuchowego charakteru.
Chłopak zbliżył się i nachylił nade mną.
- Wiesz co? Już miałem zamiar ci odpuścić, myślałem, że może zrobie wyjątek dla takiej ładnej dziewczyny. Ale nie, musisz sie awanturować. Nie wiesz, że ze mną się nie zadziera? - wyszeptał mi prosto do ucha. Brr aż mną wstrząsneło od jego bliskości i tonu głosu, jakim do mnie mówił.
- Oh, sory, ale nie czuję się jakoś gorsza od ciebie. - powiedziałam sarkastycznym tonem. - I nie zamierzam cię traktować lepiej niż w tkiej sytuacji powinnam.
- Masz przechlapane dziewczyno. Dzisiaj sobie ciebie odpuszcze, bo jesteś cała brudna - powiedział z obrzydzeniem - ale na pewno wkrótce się tobą zajmę.
Nie wytrzymałam i podniosłam rękę by zadać mu cios w twarz, jednak bez problemu sobie ze mną poradził, jedną ręką blokując moją, a drugą uderzył mnie w twarz. Odskoczyłam z bólu i postanowiłam spróbować uciec. Znowu jednak mnie złapał. Stojąc do niego tyłem, kopnęłam go w krocze. Nie wiedziałam czy podziała to na długo, ale miałam wystarczająco dużo czasu, by wyrwać się i zacząć uciekać. Chwilę po przekroczeniu szkolnej bramy, znowu na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę, to był Harry. Zaskoczony mocno mnie przytulił, a później odsunął od siebie o kilkanaście centymetrów.
- O rany, Meg co się stało?! Wyglądasz jak wielkie nieszczęście. Co się stało? - patrzyłam naniego tylko przestraszonym wzrokiem i zaczęłam płakać. On mnie znowu mocno przytulił i gładził po plecach - Ej nie płacz. Magda, już wszystko dobrze, zawiozę cię do domu.
- Nie.
- Co nie? - spytał wyraźnie zatroskany.
- Nie mogę w takim stanie wrócić do domu - wychlipiałam.
- Musisz się przecież przebrać, zrobić jakiś zimny okład na tego siniaka na twoim policzku...
- O Harry - powiedziała Jess, szybkim krokiem zbliżając się w naszą stronę, mimo, że wcześniej mówiłam jej że spotykam się z chłopakami zaraz po szkole, była trochę zaskoczona i na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. - Kurcze Meg, to twoja sprawka z Seanem? Kuśtykał przez chwilę z bólu, a teraz opowiada reszcie swojej paczki o tobie... Kurcze przywalił ci. Kurcze, Magda co ja ci mówiłam, że z nimi się nie zadziera. Jejku i to jeszcze z przywódcą tej całej bandy? O co właściwie chodziło?
- Hej... mieszkasz daleko stąd?
- Nie, całkiem blisko.
- Rozumiem, że dobrze się znacie z Magdą, tak? Czy mogłabyś w takim razie pożyczyć jej jakąś bluzkę czy coś i dać lód na okład? Tak w ogóle to jestem Harry.
- Tak, przeież wiem, Jessy - podali sobie ręce. - Okej, chodźcie, wezmę coś z mojego domu, tylko wolałabym, żebyście nie wchodzili do środka.
- Dzięki Jess, naprawdę nie chce iść w takim stanie do mojego domu.. Tylko czemu nie będziemy mogli wejść?
- Ymmm wolałabym teraz o tym nie gadać... To chcecie iść?
- Jasne, wisiadajcie do samochodu, będzie szybciej.
W bardzo krótkim czasie dojechaliśmy na miejsce. Jessy miała mały, ale ładny dom. Pobiegła szybko do środka, a nam kazała czekać w aucie. W międzyczasie Harry zadzwonił do Liama i powiedział mu o zmianie planów, żebyśmy się sotkali wszyscy u niego (wcześniej upewnił się, że i tak mam ochotę na towarzystwo reszty). Po chwili przyszła Jess i dała mi koszulkę, bluzę i lód, który od razu przyłożyłam sobie do policzka.
- Jeśli chcesz to przyniosłam ci jeszcze korektor do zamalowania tego siniaka...
- Wielkie dzięki Jess - uśmiechnęłam się szeroko do dziewczyny, ale poczułam ból po lewej stronie twarzy.
- Nie ma za co - posłała mi współczujácy uśmiech. - To jak? Macie jakieś plany co teraz zrobić?
- Tak, zabieram ją na chwilę do siebie - powiedział Harry.
- Hmm okej, ale Meg musisz mi później opowiedzieć co takiego właściwie się stało.
- Chyba że... pojedziesz z nami? - Harry spojrzał na mnie pytająco i odpowiedziałam mu kiwnięciem głowy.
- Hmm nie wiem czy to dobry pomysł, ale umrę ze strachu i z ciekawości jak dłużej będę musiała czekać na wyjaśnienia Magdy... Na pewno to nie będzie problem?
- Oczywiście, że nie, wsiadaj - powedział Harry z pięknym uśmiechem na twarzy. - A ty się przebierz Meg, bo jeszcze dodatkowo się przeziębisz.
- Okej... Tylko Harry, możesz się obrócić?
- Jeśli bardzo tego chcesz to ewentualni mogę - powiedział, ale i tak bez mojego zapewnienia odwrócił się i patrzył przez okno.
- Auć - jęknęłam, nie mając przyłożonego lodu już dłuższą chwilę. Wciągnęłam jeszcze bluzę i byłam gotowa
- Coś się stało Meg?
- Nie, możemy już jechać - Harry z powrotem obrócił się przodem do kierownicy, współczująco się przy tym do mnie uśmiechając i ruszyliśmy.
________________________________________________
Mam nadzieje, ze sie podobalo ;* Obiecuje ze kolejny rozdzial bedzie w przyszly weekend, tylko prawdopodobnie w niedziele, bo w sobote nie dam rady. Ale obiecuje, ze sie zepne i stawie cos za tydzien :)
Baaaaardzo dziekuje za 3000 wyswietlen <3 Kocham Was za to, ze jeszcze tu zagladacie <3
Milego weekendu Miśki <3
piątek, 3 stycznia 2014
Liebster Award
Zostałam nominowana do Liebster Award przez tłumaczki Psychotic ;3 DZIĘKUJĘ KOCHANE ♥
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Moje odpowiedzi na pytania:
1. Ile masz lat?
15
2. Jak często piszesz na blogu?
Niestety bardzo rzadko, brak czasu, czasem brak weny albo lenistwo i takie sprawy... (ale naprawdę mam szczere chęci, żeby się poprawić)
3. O kim najbardziej lubisz czytać fanfiction?
Hmm najwięcej fanfiction jest o Harrym, te wszystkie bardziej znane i w ogóle, więc chyba o Harrym
4. Ile fanfiction czytasz?
Około ośmiu...
5. Prowadzisz bloga sam/a?
Tak
6. Co skłoniło cię do założenia tego bloga?
Miałam mnóstwo pomysłów na opowiadanie i trochę zaczynało mnie to męczyć... Lubię pisać, więc stwierdziłam, że postaram się napisać opowiadanie i chciałam, żeby ktoś mógł to ocenić. Prowadzenie takiego bloga, każde wyświetlenie, zwłaszcza komentarz sprawia ogromną przyjemność.
7. Czy prowadzisz też jakieś inne blogi?
Nie
8. Twoje ulubione OTP (One True Pairing, czyli kogo szipujesz).
Zerrie ♥
9. Jaka jest twoja ulubiona książka?
Myślę, że Pretty Little Liars
10. Czy masz swój ulubiony blog? Jeśli tak, podlinkuj.
http://onedirection-lovestory.blog.pl/ niestety autorka bardzo dawno nic nie pisała :/
http://i-will-come-back.blogspot.com/ - fanfiction pisane przez Boy Directinonera, Grześka
http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/ - nowe tłumaczenie, jest cudowne <3
http://monsters-inside-him.blogspot.com/ - też tłumaczenie
No cóż trudno mi wybrać jeden ;)
11. Jaki jest najlepszy film, który obejrzałeś/aś w 2013 roku
Now is good ♥ i oczywiście This is us ♥
Moje pytania:
1. Ile masz lat?
2. Dlaczego wybrałaś/eś właśnie takiego bohatera opowiadania?
3. Czy ktoś z twoich znajomych (w realu) wie, że piszesz bloga?
4. Jaka jest twoja ulubiona książka?
5. Co inspiruje Cię do prowadzenia bloga?
6. Czego boisz się najbardziej?
7. Jakie jest twoje największe marzenie?
8. Masz jakiś dobry sposób na poprawę humoru?
9. Co daje Ci pisanie bloga?
10. Kto jest twoim ulubionym aktorem?
11. Podaj przynajmniej trzy rzeczy, które koniecznie musisz zrobić przed śmiercią.
Blogi, które nominuję:
- http://i-will-come-back.blogspot.com/
- http://monsters-inside-him.blogspot.com/
- http://missed-call-fanfic.blogspot.com/
- http://just-believe-in-us.blogspot.com/
- http://darkness-fanfic.blogspot.com/
- http://brokenheartxxxxx.blogspot.co.uk/?m=1
- http://blue-wave-california.blogspot.com/
- http://one-direction-w-innym-swietle.blogspot.com/
- http://flawless-heart.blogspot.com/
- http://change-jbff.blogspot.com/?m=1
- http://because-you-make-me-strong.blogspot.com/
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Moje odpowiedzi na pytania:
1. Ile masz lat?
15
2. Jak często piszesz na blogu?
Niestety bardzo rzadko, brak czasu, czasem brak weny albo lenistwo i takie sprawy... (ale naprawdę mam szczere chęci, żeby się poprawić)
3. O kim najbardziej lubisz czytać fanfiction?
Hmm najwięcej fanfiction jest o Harrym, te wszystkie bardziej znane i w ogóle, więc chyba o Harrym
4. Ile fanfiction czytasz?
Około ośmiu...
5. Prowadzisz bloga sam/a?
Tak
6. Co skłoniło cię do założenia tego bloga?
Miałam mnóstwo pomysłów na opowiadanie i trochę zaczynało mnie to męczyć... Lubię pisać, więc stwierdziłam, że postaram się napisać opowiadanie i chciałam, żeby ktoś mógł to ocenić. Prowadzenie takiego bloga, każde wyświetlenie, zwłaszcza komentarz sprawia ogromną przyjemność.
7. Czy prowadzisz też jakieś inne blogi?
Nie
8. Twoje ulubione OTP (One True Pairing, czyli kogo szipujesz).
Zerrie ♥
9. Jaka jest twoja ulubiona książka?
Myślę, że Pretty Little Liars
10. Czy masz swój ulubiony blog? Jeśli tak, podlinkuj.
http://onedirection-lovestory.blog.pl/ niestety autorka bardzo dawno nic nie pisała :/
http://i-will-come-back.blogspot.com/ - fanfiction pisane przez Boy Directinonera, Grześka
http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/ - nowe tłumaczenie, jest cudowne <3
http://monsters-inside-him.blogspot.com/ - też tłumaczenie
No cóż trudno mi wybrać jeden ;)
11. Jaki jest najlepszy film, który obejrzałeś/aś w 2013 roku
Now is good ♥ i oczywiście This is us ♥
Moje pytania:
1. Ile masz lat?
2. Dlaczego wybrałaś/eś właśnie takiego bohatera opowiadania?
3. Czy ktoś z twoich znajomych (w realu) wie, że piszesz bloga?
4. Jaka jest twoja ulubiona książka?
5. Co inspiruje Cię do prowadzenia bloga?
6. Czego boisz się najbardziej?
7. Jakie jest twoje największe marzenie?
8. Masz jakiś dobry sposób na poprawę humoru?
9. Co daje Ci pisanie bloga?
10. Kto jest twoim ulubionym aktorem?
11. Podaj przynajmniej trzy rzeczy, które koniecznie musisz zrobić przed śmiercią.
Blogi, które nominuję:
- http://i-will-come-back.blogspot.com/
- http://monsters-inside-him.blogspot.com/
- http://missed-call-fanfic.blogspot.com/
- http://just-believe-in-us.blogspot.com/
- http://darkness-fanfic.blogspot.com/
- http://brokenheartxxxxx.blogspot.co.uk/?m=1
- http://blue-wave-california.blogspot.com/
- http://one-direction-w-innym-swietle.blogspot.com/
- http://flawless-heart.blogspot.com/
- http://change-jbff.blogspot.com/?m=1
- http://because-you-make-me-strong.blogspot.com/
środa, 1 stycznia 2014
Rozdział 8
Pierwszy raz od przeprowadzki zaprosilam do siebie kolezanke. Jessy zaoferowala mi pomoc w nauce do testu z historii, ktory musze napisac w poniedzialek. Jess jest bardzo sympatyczna, drobna brunetka, ma niezwykle przyjazny, nieco dzieciecy wyraz twarzy. Z tego co do tej pory zauwazylam, wydawala sie byc wielka optymistka, zawsze byla taka radosna.
Byla siedemnasta, o tej porze w sobote moj mozg zaczyna powoli wysiadac. Na szczescie, po wczesniejszej przerwie na obiad, konczylysmy juz powtarzac druga partie materialu. Ostatnia czesc zostawilysmy sobie na jutro. Jess mieszka blisko, jakies petnascie minut ode mnie, wiec powiedziala, ze nie bedzie problemu, zeby jeszcze raz sie spotkac... Nagle ktos wparowal do mojego pokoju.
- Czesc Meg, idziemy? - spytal Zayn. Calkiem zapomnialam, ze umowilam sie z nim o tej porze.
- Hej Zayn, moglbys zejsc na dol poczekac jakies dziesiec minut? My juz konczymy, a mama na pewno da ci cos dobrego do jedzenia... A tak w ogole - zwrocilam sie do Jess - to jest Zayn, Zayn to jest Jessy.
- Milo mi cie poznac - usmiechnal sie Zayn.
- Mnie rowniez - juz od jakiegos czasu Jessy byla zawstydzona, a teraz dodatkowo na jej policzkach pojawily sie rumience. - Wlasciwie to jak to sie stalo, ze Zayn z One Direction wlasnie stoi sobie u Ciebie w pokoju?
- A to przez mojego tate sie tutaj wepchal - zasmialam sie i tracilam chlopaka w bok.
- No wiesz co Meg?! Nie mow, ze nie cieszysz sie, ze tu przyszedlem.
- Jasne Malik, a teraz zmykaj na dol, bo musimy skonczyc sie uczyc - Zayn udal obrazonego, ale spelnil moja prosbe.
Po pietnastu minutach zeszlysmy na dol. Opowiedzialam jej jeszcze jak to sie stalo, ze trafilismy do Londynu i zaprzyjaznilam sie z chlopakami. Umowilysmy sie jeszcze na nauke nastepnego dnia. Myslalam, ze moze tym razem to ja do niej wpadne, ale Jess troche sie zmieszla i powiedziala, ze wolalaby zeby to ona znow przyszla do mnie.
* * *
Dojechlismy na miejsce. Tym razem umowilismy sie na kregle. Po wejsciu do duzej sali, od razu zobaczylam reszte chlopakow, ktorzy radosnie zareagowali na nasz widok. Przytulilam sie do Nialla i Liama i dopiero wtedy zauwazylam Harryego, ktory stal wczesniej za nimi. Krew zaczela mi szybciej pulsowac w zylach, a policzki staly sie bardzo gorace i na pewno przy tym bylam bardzo czerwona. Nie mialam pojecia jak powinnam sie w stosunku do niego zachowac, co powiedziec.
- Hej Harry, milo cie widziec - zaczelam, niepewnie sie usmiechajac.
- Hej Magda. Chcialem cie bardzo przeprosic za moje zachowanie, za to, ze cie unikalem. Mam nadzieje, ze nie bylas przeze mnie bardzo smutna. Wiedz, ze nie chodzilo mi tu o Ciebie - w tym momencie popatrzyl w strone Louisa. - Ty niczym nie zawinilas. Na tyle, na ile cie poznalem wydajesz sie byc bardzo fajna i sympatyczna osoba. Mam nadzieje, ze mi wybaczysz i dostane szanse, zeby poznac cie troche lepiej - Harry spuscil glowe w dol, widac bylo, ze jego przeprosiny sa szczere.
- Dziekuje, milo to slyszec. Nic takiego sie nie stalo Harry, jasne, ze ci wybaczam.
Chlopak podniosl glowe. Na poczatku chyba nie wierzyl, ze tak szybko i bez problemu mu wybaczylam, ale gdy upewnil sie, ze nie zartuje, za jego ustach zaczal malowac sie coraz wiekszy usmiech, a w policzkach powstaly piekne doleczki. Harry szeroko, ale troche niepewnie otwrzyl swoje rece. Wahajac sie chwilke, rzucilam mu sie w ramiona. Tulilismy sie tak dobre dwie minuty, az w oczach nazbieralo mi sie troche lez, ktore na szczescie nie wyciekly na zewnatrz.
- Ej ty placzesz?! No co ty! Przeciez juz chyba wszystko dobrze, prawda?
- Tak, po prostu bardzo sie ciesze, ze juz miedzy nami w porzadku. Poza tym nie placze, tylko troche mi oczy nawilgly.
Harry z dalszym usmiechem poglaskal mnie po plecach i powiedzial zebym poszla przebrac buty. Poniewaz Louis byl troche dalej zrezygnowalam juz z oficjalnego powitania z nim. Przebralam buty i zaczelismy gre. Wszystkim szlo swietnie, nawet ja dosyc sobie radzilam, nie wypadalam tak zle na tle reszty. Najbardziej podobalo mi sie, kiedy przychodzila kolej Nialla. Kiedy udalo mu sie zbic wszystkie kregle, krzyczal z radosci i odstawial na srodku dzikie tance, co pozniej udzielilo sie Harryemu. Gdy objal proowadzenie, zdjal koszulke i skaczac krecil nia nad glowa, jakby byl kowbojem. Ostatecznie wygral Zayn i w podskokach rzycil sie na Liama, po czym dolaczyl do Hazzy. Po chwili juz wszyscy byli bez koszulek. Bawilismy sie jak male dzieci. Obsluga co jakis czas rzucala w naszym kierunku zdegustowane spojrzenia, chociaz byli tez tacy, ktorzy ledwo powstrzymywali sie od smiechu patrzac na nasze wyglupy, ale na szczescie nie kazali nam sie wynosic. Smialam sie jak nigdy. Do tego wszystkiego co jakis czas Lou dolaczal swoje zarty. Po kilku z nich myslalam ze Niall juz nie wytrzyma, on tam umieral ze smiechu. To niesamowite jak oni sa ze soba zzyci. Nigdy nie mialam takich przyjaciol jakimi oni sa dla siebie. Dopiero gdy sa w piatke widac to tak wyraznie, bez jednego z nch to nie byloby to samo. Az milo sie robi od samego patrzenia na nich, na ich wielka przyjazn. Dalej nie moge uwierzyc, jak to mozliwe, ze tak wielkie gwiazdy moga byc zwyklymi ludzmi, pelnymi zycia, ze slawa ich nie zaslepila i dalej sa tylko, i wylacznie soba...
To byl wspanialy dzien, pelen radosci i smiechu. Mysle, ze wreszcie zaczelam sie troche wpasowywac w grono chlopakow, czulam sie dzisiaj z nimi calkowicie swobodnie i mam nadzieje, ze tak juz pozostanie.
__________________________________________
Troche ktotki ale jest:) Chyba jednak sprobuje takiego systemu, ze krotsze rozdzialy, a troche czesciej. Zobaczymy jak mi to bedzie wychodzic. Jesli bede miec akurat duzo pomyslow to rozdzialy beda dluzsze, jak troche mniej, to troche krotsze...
Jezeli to przeczytales to prosze zostaw slad w komentarzu <3
Moze byc nawet komentarz typu "Przeczytalam", przynajmniej bede wiedziec, ze ktokolwiek czyta ;*
Wiedz, ze bardzo wiele to dla mnie znaczy :*
Zycze mnostwo szczescia i spelnienia marzen w nowym roku! ♥
Byla siedemnasta, o tej porze w sobote moj mozg zaczyna powoli wysiadac. Na szczescie, po wczesniejszej przerwie na obiad, konczylysmy juz powtarzac druga partie materialu. Ostatnia czesc zostawilysmy sobie na jutro. Jess mieszka blisko, jakies petnascie minut ode mnie, wiec powiedziala, ze nie bedzie problemu, zeby jeszcze raz sie spotkac... Nagle ktos wparowal do mojego pokoju.
- Czesc Meg, idziemy? - spytal Zayn. Calkiem zapomnialam, ze umowilam sie z nim o tej porze.
- Hej Zayn, moglbys zejsc na dol poczekac jakies dziesiec minut? My juz konczymy, a mama na pewno da ci cos dobrego do jedzenia... A tak w ogole - zwrocilam sie do Jess - to jest Zayn, Zayn to jest Jessy.
- Milo mi cie poznac - usmiechnal sie Zayn.
- Mnie rowniez - juz od jakiegos czasu Jessy byla zawstydzona, a teraz dodatkowo na jej policzkach pojawily sie rumience. - Wlasciwie to jak to sie stalo, ze Zayn z One Direction wlasnie stoi sobie u Ciebie w pokoju?
- A to przez mojego tate sie tutaj wepchal - zasmialam sie i tracilam chlopaka w bok.
- No wiesz co Meg?! Nie mow, ze nie cieszysz sie, ze tu przyszedlem.
- Jasne Malik, a teraz zmykaj na dol, bo musimy skonczyc sie uczyc - Zayn udal obrazonego, ale spelnil moja prosbe.
Po pietnastu minutach zeszlysmy na dol. Opowiedzialam jej jeszcze jak to sie stalo, ze trafilismy do Londynu i zaprzyjaznilam sie z chlopakami. Umowilysmy sie jeszcze na nauke nastepnego dnia. Myslalam, ze moze tym razem to ja do niej wpadne, ale Jess troche sie zmieszla i powiedziala, ze wolalaby zeby to ona znow przyszla do mnie.
* * *
Dojechlismy na miejsce. Tym razem umowilismy sie na kregle. Po wejsciu do duzej sali, od razu zobaczylam reszte chlopakow, ktorzy radosnie zareagowali na nasz widok. Przytulilam sie do Nialla i Liama i dopiero wtedy zauwazylam Harryego, ktory stal wczesniej za nimi. Krew zaczela mi szybciej pulsowac w zylach, a policzki staly sie bardzo gorace i na pewno przy tym bylam bardzo czerwona. Nie mialam pojecia jak powinnam sie w stosunku do niego zachowac, co powiedziec.
- Hej Harry, milo cie widziec - zaczelam, niepewnie sie usmiechajac.
- Hej Magda. Chcialem cie bardzo przeprosic za moje zachowanie, za to, ze cie unikalem. Mam nadzieje, ze nie bylas przeze mnie bardzo smutna. Wiedz, ze nie chodzilo mi tu o Ciebie - w tym momencie popatrzyl w strone Louisa. - Ty niczym nie zawinilas. Na tyle, na ile cie poznalem wydajesz sie byc bardzo fajna i sympatyczna osoba. Mam nadzieje, ze mi wybaczysz i dostane szanse, zeby poznac cie troche lepiej - Harry spuscil glowe w dol, widac bylo, ze jego przeprosiny sa szczere.
- Dziekuje, milo to slyszec. Nic takiego sie nie stalo Harry, jasne, ze ci wybaczam.
Chlopak podniosl glowe. Na poczatku chyba nie wierzyl, ze tak szybko i bez problemu mu wybaczylam, ale gdy upewnil sie, ze nie zartuje, za jego ustach zaczal malowac sie coraz wiekszy usmiech, a w policzkach powstaly piekne doleczki. Harry szeroko, ale troche niepewnie otwrzyl swoje rece. Wahajac sie chwilke, rzucilam mu sie w ramiona. Tulilismy sie tak dobre dwie minuty, az w oczach nazbieralo mi sie troche lez, ktore na szczescie nie wyciekly na zewnatrz.
- Ej ty placzesz?! No co ty! Przeciez juz chyba wszystko dobrze, prawda?
- Tak, po prostu bardzo sie ciesze, ze juz miedzy nami w porzadku. Poza tym nie placze, tylko troche mi oczy nawilgly.
Harry z dalszym usmiechem poglaskal mnie po plecach i powiedzial zebym poszla przebrac buty. Poniewaz Louis byl troche dalej zrezygnowalam juz z oficjalnego powitania z nim. Przebralam buty i zaczelismy gre. Wszystkim szlo swietnie, nawet ja dosyc sobie radzilam, nie wypadalam tak zle na tle reszty. Najbardziej podobalo mi sie, kiedy przychodzila kolej Nialla. Kiedy udalo mu sie zbic wszystkie kregle, krzyczal z radosci i odstawial na srodku dzikie tance, co pozniej udzielilo sie Harryemu. Gdy objal proowadzenie, zdjal koszulke i skaczac krecil nia nad glowa, jakby byl kowbojem. Ostatecznie wygral Zayn i w podskokach rzycil sie na Liama, po czym dolaczyl do Hazzy. Po chwili juz wszyscy byli bez koszulek. Bawilismy sie jak male dzieci. Obsluga co jakis czas rzucala w naszym kierunku zdegustowane spojrzenia, chociaz byli tez tacy, ktorzy ledwo powstrzymywali sie od smiechu patrzac na nasze wyglupy, ale na szczescie nie kazali nam sie wynosic. Smialam sie jak nigdy. Do tego wszystkiego co jakis czas Lou dolaczal swoje zarty. Po kilku z nich myslalam ze Niall juz nie wytrzyma, on tam umieral ze smiechu. To niesamowite jak oni sa ze soba zzyci. Nigdy nie mialam takich przyjaciol jakimi oni sa dla siebie. Dopiero gdy sa w piatke widac to tak wyraznie, bez jednego z nch to nie byloby to samo. Az milo sie robi od samego patrzenia na nich, na ich wielka przyjazn. Dalej nie moge uwierzyc, jak to mozliwe, ze tak wielkie gwiazdy moga byc zwyklymi ludzmi, pelnymi zycia, ze slawa ich nie zaslepila i dalej sa tylko, i wylacznie soba...
To byl wspanialy dzien, pelen radosci i smiechu. Mysle, ze wreszcie zaczelam sie troche wpasowywac w grono chlopakow, czulam sie dzisiaj z nimi calkowicie swobodnie i mam nadzieje, ze tak juz pozostanie.
__________________________________________
Troche ktotki ale jest:) Chyba jednak sprobuje takiego systemu, ze krotsze rozdzialy, a troche czesciej. Zobaczymy jak mi to bedzie wychodzic. Jesli bede miec akurat duzo pomyslow to rozdzialy beda dluzsze, jak troche mniej, to troche krotsze...
Jezeli to przeczytales to prosze zostaw slad w komentarzu <3
Moze byc nawet komentarz typu "Przeczytalam", przynajmniej bede wiedziec, ze ktokolwiek czyta ;*
Wiedz, ze bardzo wiele to dla mnie znaczy :*
Zycze mnostwo szczescia i spelnienia marzen w nowym roku! ♥
sobota, 12 października 2013
Rozdział 7
Po kościele wróciłam zmęczona do domu. Położyłam się na łóżku i włączyłam laptopa. Postanowiłam sprawdzić swoje konta na poczcie , twitterze i facebooku. Dawno tego nie robiłam, ponad tydzień. Na poczcie, jak zwykle roiło się aż od powiadomień z facebooka i twittera, poza tym nic. Szybko usunęłam wiadomości i zalogowałam się na facebooka. To też powinno pójść szybko. Już miałam wychodzić, ale moją uwagę przykuło jedno zdjęcie. Wiedziałam ze tak będzie... okłamał mnie... Jejku ile ta dziewczyna miała na sobie tapety, jej wyraz twarzy nie by zbyt inteligentny. Czyli teraz Sebastian zniżył się do takiego poziomu... No cóż, wolał ją ode mnie. Kurcze to dalej bolało. Czyli według niego musiałam być od niej gorsza... Moje poczucie własnej wartości znowu znacznie spadło... Przez dość długi czas tępo wpatrywałam się w to zdjęcie i w gardle powstała mi wielka gula, a po policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie wiem, jak długo tak siedziałam... oderwałam się dopiero na dźwięk telefonu. Nie odebrałam od razu, ale po chwili komórka zadzwoniła ponownie. Zamknęłam laptopa i niechętnie spojrzałam na ekran aparatu. Dzwonił Zayn.
- Hej Magda!
- Cześć Zayn.
- Miałaś zadzwonić. Coś się stało?
- Nie, nic... nieważne... wszystko okej.
- Na pewno? To czemu nie dzwoniłaś? Może doszłaś do wniosku, ze jednak nie chcesz się z nami zadawać...?
- Zayn przecież wiesz, ze nie... Przepraszam, ze nie zadzwoniłam...
- Nie martw się mala! Głowa do góry! Powiedz mi teraz co się stało, słyszę w twoim glosie, ze nie jest dobrze...
- Jestem po prostu trochę zmęczona...
- Mnie nie oszukasz!
- Eh....
- Jak nie chcesz to nie musisz mówić...
- To nic takiego, po prostu zobaczyłam zdjęcie Sebka z jakąś wytapetowana dziewczyną, całowali się... Trochę zabolało...
- Meg nie martw się wszystko będzie okej. Ten dupek nie jest Ciebie wart. Nie myśl już o nim.
- Staram się. W sumie to przy was nawet mi to wychodzi. Umiecie mnie skutecznie rozweselić.
- To w takim razie koniecznie musimy się jutro spotkać. Jak tylko będziemy mogli, będziemy wypełniać ci każdą wolną chwile.
- Nie musicie.
- Ale chcemy.
- Mów za siebie Zayn.
- Reszta tez na pewno chce! Wszyscy bardzo cie polubiliśmy, jesteś świetną dziewczyną.
- Chyba nie, a Harry?
- Harry nie wie co traci, ale się przekona.
- Zobaczymy... No dobra to umawiamy się na jutro? O której macie czas?
- Jutro całe popołudnie mamy wolne, możemy się spotkać kiedy chcesz.
- Okej to może kolo szóstej albo siódmej?
- To szósta trzydzieści w moim domu. Powiem chłopakom. Któryś z nich przyjedzie po ciebie kolo szóstej, może być?
- Jasne, ale nie chce wam sprawiać kłopotu.
- Nie martw się, któryś na pewno chętnie przyjedzie.
- Okej tylko przypadkiem nikogo nie zmuszaj, jak coś to daj znać, podaj mi adres i sama jakoś dojadę. Musze brać się za naukę, dobranoc.
- No paa, pozdrów Emily.
-Pozdrowie.
* * *
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przekraczając próg pokoju, jeszcze raz spojrzałam w duże lustro. Szybko poprawiłam włosy, upewniając się, że są na właściwym miejscu i zbiegłam po schodach. Otworzyłam drzwi i powitałam uśmiechniętego gościa:
- Hej Lou!
- Cześć, gotowa?
- Tak... Czekaj jeszcze chwilkę - wychyliłam głowę z przedsionka - Mamo ja idę!
- Okej tylko wróć przed północą.
- Dobra, to pa - pomachałam jej ręką. Szybko wsunęłam buty na stopy i ubrałam płaszczyk, w czym pomógł mi trochę Louis.
- Magda gdzie masz czapkę?
- Nie przepadam za noszeniem czapki...
- Jest zimno, musisz coś włożyć na głowę.
- No dobrze... Lou masz na sobie skarpetki?
- Ymmm no nie mam...
- Okej to poczekaj - poszłam po moja czapkę i poprosiłam tatę o parę skarpetek dla Louis'a. Zadowolona wróciłam, rzucając mu je.
- Ymm... dzięki... - zadowolonemu dotąd chłopakowi mina nieco zrzedła - muszę? - wyszeptał.
- Lou nie marudź, wkładaj skarpetki, ale to już!
Chłopak posłusznie wykonał moje polecenie i wreszcie mogliśmy wyjść. Otworzył mi drzwi swojego czarnego samochodu i pomógł mi wejść. Zaciągnęłam się zapachem skóry, którą obite było wnętrze auta, mieszającej się z zapachem Louis'a. Obserwowałam jak chłopak przechodził na druga stronę auta. Jego ruchy były bardzo płynne. Od razu było widać, ze nie odczuwa takiego dyskomfortu jak ja, ze się potknie i ktoś go wyśmieje... Przegadaliśmy właściwie całą drogę. Louis co jakiś czas wplatał w rozmowę żarty, a ja zwykle wybuchałam śmiechem, karcąc się w myślach, ze nie umiem ładnie się śmiać. Wreszcie troszeczkę spóźnieni dotarliśmy do wielkiego domu Zayn'a.
* * *
- Magda na pewno nie pijesz? - spytał Louis.
- Nie, nie jestem jeszcze pełnoletnia, poza tym nie mam za bardzo ochoty...
- No i bardzo dobrze. Tommo do czego ty ją namawiasz?! - poparł mnie Liam.
- Okej, przecież jej nie zmuszam, tylko się spytałem... To co robimy? Zayn i Niall już się nieźle upili i chyba śpią w kuchni.
- Lou może przenieśmy ich na łóżka, bo inaczej rano wszystko będzie ich bolało - chłopcy zanieśli Zayn'a do jego pokoju, a Niall'a położyli na sofie w salonie.
- Jejku jak on słodko śpi. Od razu widać, że tu mu lepiej niż na twardej podłodze w kuchni - powiedziałam patrząc na blondyna. - Hmmm jest już jedenasta, chyba powoli muszę zbierać się do domu.
- Okej odwiozę Cię.
- Dzięki Lou. Oni sobie tu sami poradzą? Liam zostajesz tu czy jedziesz do domu?
- Nie martw się, poradzą sobie. Możemy najwyżej zrobić Niall'owi coś do jedzenia, żeby nie umarł z głodu jak się obudzi. Chociaż... w sumie to chyba zostanę, bo później nie będzie miał kto Niall'a podrzucić do domu.
- A umiesz robić kanapki?
- Magda daj spokój, przecież tyle to ja potrafię.
- Okej to dobrze. W takim razie my już chyba spadamy - spojrzałam na Louis'a, a on przytaknął mi potwierdzająco głowa. - To pa Liam - uśmiechnęłam się do chłopaka, a on mnie mocno przytulił.
- Dobranoc.
- Do jutra - Lou również pożegnał się z Liam'em.
* * *
- To co, kiedy następnym razem się spotykamy?
- Jutro raczej nie mogę - skrzywiłam się.
- My tez raczej nie, myślę, że w czwartek mogłoby się udać.
- Okej. Namów Harry'ego, ale jak nie będzie chciał przyjść to pamiętaj, że ja go do niczego nie zmuszam. Po prostu byłoby mi milo jakby się pojawił, chciałabym go lepiej poznać, może by się do mnie przekonał...
- Magda tu nie chodzi o ciebie, ty w niczym nie zawiniłaś, że Harry tak się zachowuje... ale postaram się go namówić...
Louis wyszedł z samochodu i przeszedł na druga stronę, otworzył mi drzwi i podał rękę, żeby łatwiej było mi wyjść. Kiedy stałam już na ziemi, podniosłam głowę, żeby spojrzeć na Lou. Jego oczy... Były takie zniewalające, tak bardzo przyciągały mnie do siebie. Jeszcze ten uśmiech... ahh! Dopiero teraz zauważyłam, że nasze twarze są bardzo blisko siebie, no tak pewnie nie mogłam mu się oprzeć i automatycznie się przysunęłam... Wiedziałam, że muszę się cofnąć, ale nie potrafiłam, jego oczy byly zbyt cudowne. W ostatniej chwili krok do tylu zrobił Louis. Powinnam się cieszyć, bo zrobił to, czego ja nie potrafiłam, ale tak naprawde bylo mi troche smutno. Zaczęłam iść w stronę domu, ale po chwili odwróciłam się i wyszeptałam ciche "pa" w stronę chłopaka. On uśmiechnął się do mnie przepraszająco i pomachał na pożegnanie. Byłam trochę zawiedziona, ale wiedziałam, że za nic nie mogłam winić Louis'a. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się o ścianę i odetchnęłam z ulgą, że nie skompromitowałam się jeszcze bardziej.
_______________________________________
Witajcie Miśki <3 mam nadzieje, że mimo ogromnej przerwy ktoś jedak przeczyta ten rozdział :) Byłoby mi bardzo miło.
Jeśli ktoś byłby ciekawy, a jeszcze nie czytał mojego imagina to zapraszam, wystarczy troszke niżej zjechać myszką ;*
Jeśli przeczytałaś ten rozdział to dziękuję, że dalej ze mną jesteś ♥
Miłego weekendu Misie ♥
- Hej Magda!
- Cześć Zayn.
- Miałaś zadzwonić. Coś się stało?
- Nie, nic... nieważne... wszystko okej.
- Na pewno? To czemu nie dzwoniłaś? Może doszłaś do wniosku, ze jednak nie chcesz się z nami zadawać...?
- Zayn przecież wiesz, ze nie... Przepraszam, ze nie zadzwoniłam...
- Nie martw się mala! Głowa do góry! Powiedz mi teraz co się stało, słyszę w twoim glosie, ze nie jest dobrze...
- Jestem po prostu trochę zmęczona...
- Mnie nie oszukasz!
- Eh....
- Jak nie chcesz to nie musisz mówić...
- To nic takiego, po prostu zobaczyłam zdjęcie Sebka z jakąś wytapetowana dziewczyną, całowali się... Trochę zabolało...
- Meg nie martw się wszystko będzie okej. Ten dupek nie jest Ciebie wart. Nie myśl już o nim.
- Staram się. W sumie to przy was nawet mi to wychodzi. Umiecie mnie skutecznie rozweselić.
- To w takim razie koniecznie musimy się jutro spotkać. Jak tylko będziemy mogli, będziemy wypełniać ci każdą wolną chwile.
- Nie musicie.
- Ale chcemy.
- Mów za siebie Zayn.
- Reszta tez na pewno chce! Wszyscy bardzo cie polubiliśmy, jesteś świetną dziewczyną.
- Chyba nie, a Harry?
- Harry nie wie co traci, ale się przekona.
- Zobaczymy... No dobra to umawiamy się na jutro? O której macie czas?
- Jutro całe popołudnie mamy wolne, możemy się spotkać kiedy chcesz.
- Okej to może kolo szóstej albo siódmej?
- To szósta trzydzieści w moim domu. Powiem chłopakom. Któryś z nich przyjedzie po ciebie kolo szóstej, może być?
- Jasne, ale nie chce wam sprawiać kłopotu.
- Nie martw się, któryś na pewno chętnie przyjedzie.
- Okej tylko przypadkiem nikogo nie zmuszaj, jak coś to daj znać, podaj mi adres i sama jakoś dojadę. Musze brać się za naukę, dobranoc.
- No paa, pozdrów Emily.
-Pozdrowie.
* * *
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przekraczając próg pokoju, jeszcze raz spojrzałam w duże lustro. Szybko poprawiłam włosy, upewniając się, że są na właściwym miejscu i zbiegłam po schodach. Otworzyłam drzwi i powitałam uśmiechniętego gościa:
- Hej Lou!
- Cześć, gotowa?
- Tak... Czekaj jeszcze chwilkę - wychyliłam głowę z przedsionka - Mamo ja idę!
- Okej tylko wróć przed północą.
- Dobra, to pa - pomachałam jej ręką. Szybko wsunęłam buty na stopy i ubrałam płaszczyk, w czym pomógł mi trochę Louis.
- Magda gdzie masz czapkę?
- Nie przepadam za noszeniem czapki...
- Jest zimno, musisz coś włożyć na głowę.
- No dobrze... Lou masz na sobie skarpetki?
- Ymmm no nie mam...
- Okej to poczekaj - poszłam po moja czapkę i poprosiłam tatę o parę skarpetek dla Louis'a. Zadowolona wróciłam, rzucając mu je.
- Ymm... dzięki... - zadowolonemu dotąd chłopakowi mina nieco zrzedła - muszę? - wyszeptał.
- Lou nie marudź, wkładaj skarpetki, ale to już!
Chłopak posłusznie wykonał moje polecenie i wreszcie mogliśmy wyjść. Otworzył mi drzwi swojego czarnego samochodu i pomógł mi wejść. Zaciągnęłam się zapachem skóry, którą obite było wnętrze auta, mieszającej się z zapachem Louis'a. Obserwowałam jak chłopak przechodził na druga stronę auta. Jego ruchy były bardzo płynne. Od razu było widać, ze nie odczuwa takiego dyskomfortu jak ja, ze się potknie i ktoś go wyśmieje... Przegadaliśmy właściwie całą drogę. Louis co jakiś czas wplatał w rozmowę żarty, a ja zwykle wybuchałam śmiechem, karcąc się w myślach, ze nie umiem ładnie się śmiać. Wreszcie troszeczkę spóźnieni dotarliśmy do wielkiego domu Zayn'a.
* * *
- Magda na pewno nie pijesz? - spytał Louis.
- Nie, nie jestem jeszcze pełnoletnia, poza tym nie mam za bardzo ochoty...
- No i bardzo dobrze. Tommo do czego ty ją namawiasz?! - poparł mnie Liam.
- Okej, przecież jej nie zmuszam, tylko się spytałem... To co robimy? Zayn i Niall już się nieźle upili i chyba śpią w kuchni.
- Lou może przenieśmy ich na łóżka, bo inaczej rano wszystko będzie ich bolało - chłopcy zanieśli Zayn'a do jego pokoju, a Niall'a położyli na sofie w salonie.
- Jejku jak on słodko śpi. Od razu widać, że tu mu lepiej niż na twardej podłodze w kuchni - powiedziałam patrząc na blondyna. - Hmmm jest już jedenasta, chyba powoli muszę zbierać się do domu.
- Okej odwiozę Cię.
- Dzięki Lou. Oni sobie tu sami poradzą? Liam zostajesz tu czy jedziesz do domu?
- Nie martw się, poradzą sobie. Możemy najwyżej zrobić Niall'owi coś do jedzenia, żeby nie umarł z głodu jak się obudzi. Chociaż... w sumie to chyba zostanę, bo później nie będzie miał kto Niall'a podrzucić do domu.
- A umiesz robić kanapki?
- Magda daj spokój, przecież tyle to ja potrafię.
- Okej to dobrze. W takim razie my już chyba spadamy - spojrzałam na Louis'a, a on przytaknął mi potwierdzająco głowa. - To pa Liam - uśmiechnęłam się do chłopaka, a on mnie mocno przytulił.
- Dobranoc.
- Do jutra - Lou również pożegnał się z Liam'em.
* * *
- To co, kiedy następnym razem się spotykamy?
- Jutro raczej nie mogę - skrzywiłam się.
- My tez raczej nie, myślę, że w czwartek mogłoby się udać.
- Okej. Namów Harry'ego, ale jak nie będzie chciał przyjść to pamiętaj, że ja go do niczego nie zmuszam. Po prostu byłoby mi milo jakby się pojawił, chciałabym go lepiej poznać, może by się do mnie przekonał...
- Magda tu nie chodzi o ciebie, ty w niczym nie zawiniłaś, że Harry tak się zachowuje... ale postaram się go namówić...
Louis wyszedł z samochodu i przeszedł na druga stronę, otworzył mi drzwi i podał rękę, żeby łatwiej było mi wyjść. Kiedy stałam już na ziemi, podniosłam głowę, żeby spojrzeć na Lou. Jego oczy... Były takie zniewalające, tak bardzo przyciągały mnie do siebie. Jeszcze ten uśmiech... ahh! Dopiero teraz zauważyłam, że nasze twarze są bardzo blisko siebie, no tak pewnie nie mogłam mu się oprzeć i automatycznie się przysunęłam... Wiedziałam, że muszę się cofnąć, ale nie potrafiłam, jego oczy byly zbyt cudowne. W ostatniej chwili krok do tylu zrobił Louis. Powinnam się cieszyć, bo zrobił to, czego ja nie potrafiłam, ale tak naprawde bylo mi troche smutno. Zaczęłam iść w stronę domu, ale po chwili odwróciłam się i wyszeptałam ciche "pa" w stronę chłopaka. On uśmiechnął się do mnie przepraszająco i pomachał na pożegnanie. Byłam trochę zawiedziona, ale wiedziałam, że za nic nie mogłam winić Louis'a. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się o ścianę i odetchnęłam z ulgą, że nie skompromitowałam się jeszcze bardziej.
_______________________________________
Witajcie Miśki <3 mam nadzieje, że mimo ogromnej przerwy ktoś jedak przeczyta ten rozdział :) Byłoby mi bardzo miło.
Jeśli ktoś byłby ciekawy, a jeszcze nie czytał mojego imagina to zapraszam, wystarczy troszke niżej zjechać myszką ;*
Jeśli przeczytałaś ten rozdział to dziękuję, że dalej ze mną jesteś ♥
Miłego weekendu Misie ♥
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Imagin ♥
Zayna poznałaś ponad dwa lata temu, w niekomfortowej dla ciebie sytuacji. Wracałaś wtedy do domu z imprezy. Był środek nocy, a ty szłaś sama. Biegli za tobą twoi dwaj pijani "koledzy", a ty zaczęłaś przed nimi uciekać. Dogonili cię i złapali. Wyrywałaś się im i krzyczałaś. Bezskutecznie. Oni zaczęli ciągnąć cię w stronę drzew, zdzierając z ciebie ubrania. Kilku ludzi szybkim krokiem przeszło nie zwracając uwago na twój krzyk. Omijali was szerokim łukiem. "Koledzy" dobierali się już do twojej sukienki. Zrozpaczona krzyczałaś jeszcze głośniej. Zobaczyłaś postać biegnącą w waszym kierunku. Chłopaki pozbawili cię już sukienki, a kilka sekund później dobiegł do was nieco starszy mężczyzna. Odepchnął ich od ciebie i dał ci swoją kurtkę. Kazał siąść pod drzewem, zakrywając oczy. Obu licealistom zadał cios w twarz, a z ich nosów lała się krew. Próbowali się bronić, ale zrozumieli, że to nie ma sensu i uciekli. Twój wybawca nie gonił ich, bo chciał zaopiekować się tobą. Zawiózł cię do swojego domu, bo ty nie byłaś w stanie podać mu adresu. Przedstawił się jako Zayn. Dał ci swoje ubrania i położył w łóżku. Siedział przy tobie całą noc i następny dzień. Poczułaś się lepiej i mogłaś już z nim rozmawiać. Zawiózł cię do twojego domu, ale i tak składał wizyty trzy razy dziennie. Byłaś mu ogromnie wdzięczna, tyle dla ciebie zrobił. Nawet twoja rodzina nie troszczyła się o ciebie aż tak bardzo. Zostaliście przyjaciółmi, a trzy miesiące później parą.
Jesteście małżeństwem już prawie rok, jest cudownie. W ogóle się nie kłócicie, a Zayn nadal jest taki opiekuńczy. Łączy was naprawdę mocne uczucie, którego nic nie jest w stanie zniszczyć. Jesteś już w dziewiątym miesiącu ciąży. Nie wiecie czy urodzi wam się dziewczynka, czy chłopczyk, bo chcecie mieć większą niespodziankę. Pokój dla dziecka jest już gotowy. Nie możecie się doczekać, kiedy w kołysce pojawi się mały szkrab. Zayn zaproponował ci spacer, upewniając się, że na pewno masz na niego wystarczająco dużo sił. Na wszelki wypadek szliście bardzo powoli, nie oddalając się zbytnio od domu. Szliście przytuleni w milczeniu, co ani trochę was nie krępowało. Rozumieliście się bez słów. Nagle poczułaś ogromny ból brzucha, od którego prawie zemdlałaś. Zayn o nic nie pytając wziął cię na ręce i bardzo szybko szedł do auta, by pojechać do szpitala. Cały czas powtarzał tylko: "Kochanie wszystko będzie dobrze. Za moment będziemy w szpitalu". Podczas porodu trzymał cię za rękę nie puszczając ani na kilka sekund. Powtarzał jak bardzo cię kocha. Urodziła wam się dziewczynka. W oczach Zayna widziałaś wielką radość. Mógł biegać po całym szpitalu, by ogłosić wszystkim, że ma córkę. Lekarze go uspokajali i powiedzieli, że w szpitalu nie może tak się zachowywać, więc w chłopaku skakał z radości tylko jego duch. Jego uśmiech był tak wielki, że nawet najsmutniejsza osoba widząc go, również by się uśmiechnęła. Mówił: "Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Mam taką wspaniałą rodzinę - ciebie i córeczkę, a na dodatek wiem, że to nie sen, bo czuję każdy twój dotyk, smak twoich ust i twój piękny zapach. To jest po prostu niesamowite". Odpowiedziałaś Zaynowi tylko uśmiechem, bo na więcej nie miałaś sił.
Po jakimś czasie zaczęło brakować ci tlenu. Byłaś bardzo wyczerpana po porodzie, a kaszel osłabiał cię jeszcze bardziej. Zayn strasznie się tym przejął i zaczął krzyczeć. Lekarze próbowali podłączyć cię do specjalnego urządzenia wspomagającego oddech, ale ty już nic nie widziałaś. Wiedziałaś, że to ostatnia okazja, by przypomnieć Zaynowi, jak bardzo go kochasz. Zebrałaś w sobie wszystkie siły, aby powiedzieć te trzy zdania: "Zayn, ty i nasza córeczka jesteście dla mnie całym światem, nic lepszego, niż poznanie ciebie nie mogło mi się przytrafić w życiu. Ogromnie mocno was kocham. Jesteście dla mnie największym i najwspanialszym darem od Boga". Mówiłaś to bardzo powoli, robiąc ciągłe przerwy, by złapać oddech. Jednak nieskutecznie. Zdobyłaś się jeszcze na szczery uśmiech, bo chciałaś, by właśnie taką cię zapamiętał. Na nic już nie miałaś sił, nic już nie słyszałaś, ani nie czułaś. To był koniec, umarłaś.
Zayn upadł na kolana, a głowę schował między ramionami. Na przemian łapał się za głowę i bił pięściami o ziemię. Smutek i rozpacz rozdzierały go od środka. Płakał jak małe dziecko, a może nawet bardziej. Leżał tak na podłodze przez dość długi czas, ciągle płacząc. Sam już z wielką trudnością łapał oddech. Nigdy czegoś takiego nie przeżył, to było dla niego zbyt trudne. Kochał swoją żonę całym sercem, każdą cząstkę ciebie, byłaś dla niego całym światem. A teraz tak nagle to miało się skończyć? Cały sens jego życia miał zniknąć? Zayn nie mógł się z tym pogodzić. Myślał nawet o odebraniu sobie życia, ale wiedział, że ty byś tego nie chciała. Zastanawiał się, w jakim celu Bóg zaplanował twoją śmierć. Nie wiedział tego, ale postanowił Mu zaufać. Pomyślał o waszym dziecku i delikatnie się uśmiechnął. Później usłyszał jego cichy płacz. Bolały go wszystkie mięśnie, całą twarz miał opuchniętą od płaczu. Mimo ogromnej trudności wstał i postanowił wychować wasze dziecko. Podszedł do małego łóżeczka i wziął dziewczynkę na ręce. Kołysał ją, śpiewając spokojne piosenki, dopóki nie zasnęła.
Waszą córeczkę Zayn nazwał twoim imieniem. Na ziemi kochał tylko ją, bo tylko ona miała w sobie cząstkę ciebie. Była piękna, słodka, inteligentna i mądra, tak jak ty. Po tacie miała niesamowity głos. Zayn nauczył ją wiary w Boga, tak jak ty nauczyłaś kiedyś jego. Każdy dzień poświęcał córce, bawił się z nią i śmiał. Bardzo troskliwie się nią opiekował, pilnował żeby nie chorowała. Ciągle opowiadał jej, jaką miała wspaniałą mamę. Powiedział jej też, że patrzysz na nią z góry i widząc, jak się rozwija, nie przestajesz się uśmiechać. Wieczorami rozmyślał o tobie. Nie smucił się już tak bardzo, bo wiedział, że jesteś w niebie. Każdej niedzieli razem z córką składali prześliczne kwiaty na twoim grobie i opowiadali ci, co zdarzyło się w danym tygodniu. Obiecał sobie, że zrobi wszystko, by po śmierci pójść do nieba i dołączyć do ciebie.
Jesteście małżeństwem już prawie rok, jest cudownie. W ogóle się nie kłócicie, a Zayn nadal jest taki opiekuńczy. Łączy was naprawdę mocne uczucie, którego nic nie jest w stanie zniszczyć. Jesteś już w dziewiątym miesiącu ciąży. Nie wiecie czy urodzi wam się dziewczynka, czy chłopczyk, bo chcecie mieć większą niespodziankę. Pokój dla dziecka jest już gotowy. Nie możecie się doczekać, kiedy w kołysce pojawi się mały szkrab. Zayn zaproponował ci spacer, upewniając się, że na pewno masz na niego wystarczająco dużo sił. Na wszelki wypadek szliście bardzo powoli, nie oddalając się zbytnio od domu. Szliście przytuleni w milczeniu, co ani trochę was nie krępowało. Rozumieliście się bez słów. Nagle poczułaś ogromny ból brzucha, od którego prawie zemdlałaś. Zayn o nic nie pytając wziął cię na ręce i bardzo szybko szedł do auta, by pojechać do szpitala. Cały czas powtarzał tylko: "Kochanie wszystko będzie dobrze. Za moment będziemy w szpitalu". Podczas porodu trzymał cię za rękę nie puszczając ani na kilka sekund. Powtarzał jak bardzo cię kocha. Urodziła wam się dziewczynka. W oczach Zayna widziałaś wielką radość. Mógł biegać po całym szpitalu, by ogłosić wszystkim, że ma córkę. Lekarze go uspokajali i powiedzieli, że w szpitalu nie może tak się zachowywać, więc w chłopaku skakał z radości tylko jego duch. Jego uśmiech był tak wielki, że nawet najsmutniejsza osoba widząc go, również by się uśmiechnęła. Mówił: "Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Mam taką wspaniałą rodzinę - ciebie i córeczkę, a na dodatek wiem, że to nie sen, bo czuję każdy twój dotyk, smak twoich ust i twój piękny zapach. To jest po prostu niesamowite". Odpowiedziałaś Zaynowi tylko uśmiechem, bo na więcej nie miałaś sił.
Po jakimś czasie zaczęło brakować ci tlenu. Byłaś bardzo wyczerpana po porodzie, a kaszel osłabiał cię jeszcze bardziej. Zayn strasznie się tym przejął i zaczął krzyczeć. Lekarze próbowali podłączyć cię do specjalnego urządzenia wspomagającego oddech, ale ty już nic nie widziałaś. Wiedziałaś, że to ostatnia okazja, by przypomnieć Zaynowi, jak bardzo go kochasz. Zebrałaś w sobie wszystkie siły, aby powiedzieć te trzy zdania: "Zayn, ty i nasza córeczka jesteście dla mnie całym światem, nic lepszego, niż poznanie ciebie nie mogło mi się przytrafić w życiu. Ogromnie mocno was kocham. Jesteście dla mnie największym i najwspanialszym darem od Boga". Mówiłaś to bardzo powoli, robiąc ciągłe przerwy, by złapać oddech. Jednak nieskutecznie. Zdobyłaś się jeszcze na szczery uśmiech, bo chciałaś, by właśnie taką cię zapamiętał. Na nic już nie miałaś sił, nic już nie słyszałaś, ani nie czułaś. To był koniec, umarłaś.
Zayn upadł na kolana, a głowę schował między ramionami. Na przemian łapał się za głowę i bił pięściami o ziemię. Smutek i rozpacz rozdzierały go od środka. Płakał jak małe dziecko, a może nawet bardziej. Leżał tak na podłodze przez dość długi czas, ciągle płacząc. Sam już z wielką trudnością łapał oddech. Nigdy czegoś takiego nie przeżył, to było dla niego zbyt trudne. Kochał swoją żonę całym sercem, każdą cząstkę ciebie, byłaś dla niego całym światem. A teraz tak nagle to miało się skończyć? Cały sens jego życia miał zniknąć? Zayn nie mógł się z tym pogodzić. Myślał nawet o odebraniu sobie życia, ale wiedział, że ty byś tego nie chciała. Zastanawiał się, w jakim celu Bóg zaplanował twoją śmierć. Nie wiedział tego, ale postanowił Mu zaufać. Pomyślał o waszym dziecku i delikatnie się uśmiechnął. Później usłyszał jego cichy płacz. Bolały go wszystkie mięśnie, całą twarz miał opuchniętą od płaczu. Mimo ogromnej trudności wstał i postanowił wychować wasze dziecko. Podszedł do małego łóżeczka i wziął dziewczynkę na ręce. Kołysał ją, śpiewając spokojne piosenki, dopóki nie zasnęła.
Waszą córeczkę Zayn nazwał twoim imieniem. Na ziemi kochał tylko ją, bo tylko ona miała w sobie cząstkę ciebie. Była piękna, słodka, inteligentna i mądra, tak jak ty. Po tacie miała niesamowity głos. Zayn nauczył ją wiary w Boga, tak jak ty nauczyłaś kiedyś jego. Każdy dzień poświęcał córce, bawił się z nią i śmiał. Bardzo troskliwie się nią opiekował, pilnował żeby nie chorowała. Ciągle opowiadał jej, jaką miała wspaniałą mamę. Powiedział jej też, że patrzysz na nią z góry i widząc, jak się rozwija, nie przestajesz się uśmiechać. Wieczorami rozmyślał o tobie. Nie smucił się już tak bardzo, bo wiedział, że jesteś w niebie. Każdej niedzieli razem z córką składali prześliczne kwiaty na twoim grobie i opowiadali ci, co zdarzyło się w danym tygodniu. Obiecał sobie, że zrobi wszystko, by po śmierci pójść do nieba i dołączyć do ciebie.
_______________________ Z braku weny dawno nie wstawiłam żadnego nowego rozdziału,
za co bardzo Was przepraszam. Napisałam za to jakiś czas temu
imagina na konkurs, ale nie udało mi się wygrać :c
Mam nadzieję, że Wam się spodoba i jeśli ktoś tu zagląda
zadowoli się na razie nim, zamiast nowym rozdziałem.
Postaram się jak najszybciej wstawić rozdział.
PS: Imagin napisany z wykorzystaniem rad od Anity (@anitazarzycka)
Bardzo Ci dziękuję za pomoc ♥
Jeszcze raz przepraszam za brak nowego rozdziału :c ♥
Jeśli dotrwałeś aż tutaj to bardzo proszę zostaw tu komentarz,
bo to mój jedyny imagin i bardzo mi zależy na twojej opinii ♥
niedziela, 10 marca 2013
Rozdział 6
Obudziłam się o dziewiątej, czyli mam jeszcze godzinę do spotkania z chłopakami. Moja kochana siostrzyczka oczywiście nie mogła się powstrzymać przed powiedzeniem rodzicom o tym, że zemdlałam, więc po powrocie od razu musiałam iść spać. W sumie to może dobrze, bo przynajmniej czuję się wypoczęta. Na śniadanie do kuchni zeszłam w piżamie, gdyż jak na razie nie mam pomysłu w co się ubrać. Zjadłam chrupki z mlekiem, zresztą jak zwykle, rano nigdy nie mam czasu na nic innego. Mam jeszcze czterdzieści pięć minut, więc powinnam zdążyć. Po pięciu minutach spędzonych przed szafą wybrałam kremowe rurki, czarną koszulę bez rękawów, na to jeśli będzie mi zimno włożę jakiś sweterek, pewnie ten w kwiatki, chyba że się rozmyślę. Z wybranym zestawem ruszyłam do łazienki. Wzięłam jak na mnie szybki - dwudziestominutowy prysznic. Ubrałam się, zrobiłam makijaż, włosy pozostawiłam naturalnie kręcone, włożyłam jeszcze kolczyki. Gdy spojrzałam na zegarek byłam z siebie dumna, gdyż zostało mi jeszcze pięć minut - spokojnie się wyrobiłam, a nie zdarza mi się to zbyt często. Gotowa zeszłam na dół, poczekam tutaj na chłopców. Czekam już piętnaście minut, a ich dalej nie ma. am nadzieję, że przyjdą. Nie wiadomo ile jeszcze będę musiała czekać, więc może poczytam. Nie zdążyłam nawet otworzyć książki, a już usłyszałam dzwonek. Szybko rzuciłam się w stronę drzwi, bo strasznie się cieszyłam, że przyszli i nie potwierdziły się moje obawy:
- Hej chłopcy! Wyspaliście się po wczorajszym dniu?
- Tak, jest okej - uśmiechnął się blondyn.
- No niezbyt - w tym samym czasie powiedział Zayn.
- Magda strasznie Cię przepraszamy, że się spóźniliśmy, musieliśmy czekać na Zayna, bo strasznie długo siedział przed lustrem.
- Nie ma sprawy, to tylko dziesięć minut, wchodźcie. Wy wszyscy mieszkacie w jednym domu?
- Nie, mieszkamy osobno, tylko wczoraj chłopaki spali u mnie, bo po koncertach zwykle tak robimy, że śpimy u któregoś wszyscy razem - wyjaśnił Liam.
- Magda to dla ciebie, za to, że wczoraj zemdlałaś - mówiąc to Lou wręczył mi piękny bukiet kwiatów.
- O, dziękuję Lou, jest śliczny! Ale nie musiałeś mi go dawać, to przecież nie twoja wina.
- No właśnie Zayn mówi, że moja, a ja wolę choć trochę odciążyć sumienie nawet jeśli to nie przeze mnie. A te kwiaty i tak nie były warte tyle co twój uśmiech.
- Lou spokojnie, nawet jeśli to przez ciebie zemdlałam, to to już nie musisz mi tak słodzić, wystarczająco mi to wynagrodziłeś kwiatami, są naprawdę cudowne. No i poza tym to ty mnie uratowałeś od tłumu skaczących dziewczyn jak leżałam na ziemi, więc wszystko jest w porządku, pewnie teraz to nawet ja powinnam ci się jakoś odwdzięczyć... A gdzie Harry?
- Wiesz Harry trochę się wykręcał jakimiś głupimi rzeczami i wrócił już do swojego domu. Bardzo cię za niego przepraszam - Liam zrobił smutną minę.
- Szkoda, no ale sama pewnie sobie na to zasłużyłam.
- Czemu tak myślisz? - spytał zaniepokojony Niall.
- Pewnie nie jestem pierwszą dziewczyną, która na waszym koncercie zemdlała. To musi być trochę wkurzające jak fanki na wasz widok czy pod wpływem waszych głosów albo zachowania mdleją.Widocznie zrobiłam na Harrym złe wrażenie, więc wolałby się ze mną nie zadawać.
- Ja akurat nawet to lubię albo to jak przyłapuję jakąś dziewczynę na tym, że się na mnie gapi, to jest świetne! Chociaż rzeczywiście Harrego to chyba irytuje. Nie martw się, jeszcze się do ciebie przekona - powiedział Zayn.
- Dobra to mamy na dziś jakieś plany?
- Może Hyde Park, Tamiza? Zgaduję, że Big Ben, Buckingham Palace już widziałaś? - kiwnęłam potwierdzająco głową - Na London Eye też już byłaś? - pierwszą propozycję podał Niall.
- Może być. Tak, właśnie w tych trzech miejscach byłam już z Sebastianem - mówiąc to trochę się skrzywiłam.
- A Sebastian to ten twój chłopak z Polski? Nie wiem jak można być tak głupim, żeby zrywać z taką cudowną dziewczyną jak ty. On nie był ciebie warty. Nie wiem co bym mu zrobił, gdybym go spotkał.
- Louis on wcale nie był taki zły. Poza tym już się tak strasznie tym nie przejmuję, bo poznałam was.
- W takim razie postaramy się zrobić tak, żebyś niedługo całkiem o nim zapomniała albo po prostu żebyś nie żałowała tego rozstania - odparł zadowolony Niall - A możemy jeszcze coś zjeść? Trochę już zgłodniałem.
- Jasne. Wszyscy chcecie jeść?
- Nie, raczej tylko Niall jest wiecznie głodny - powiedział Liam.
- Okej, to na co w takim razie masz ochotę?
- Zjem wszystko. A co macie?
- Hmm... mogę ci zrobić jajecznicę i do tego jakąś bułkę albo dwie? Możesz sobie zrobić z czym chcesz.
- Wolałbym dwie bułki, mogę?
- Pewnie, lodówka jest do twojej dyspozycji!
- Magda uważaj co mówisz, bo później nie będziecie mieć czego jeść - ostrzegł Zayn.
- Niall to jakbyś mógł to nie zjedz wszystkiego.
- Obiecuję, że coś dla was zostawię.
- Dobra Magda, opowiadaj jak wrażenia po wczorajszym koncercie.
- No nie był najgorszy - chłopcom od razu zrzedły miny, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu - nie no żartuję, byliście cudowni! To najlepszy koncert na jakim kiedykolwiek byłam! W ogóle nie spodziewałam się, że jesteście tak dobrzy w tym co robicie. Choeografię też mieliście fajną, nawet to opanowaliście, brawo! Jesteście lepsi od wszystkich polskich zespołów, jakie znam. Nawet Emilka wczoraj chodziła cały czas po domu, śpiewając refren "One thing".
- Bardzo się cieszę, że wam się podobało. Jak chcesz częściej możesz wpadać na nasze koncerty - powiedział Liam.
- Dzięki, na pewno skorzystam z zaproszenia. Niall kończysz?
- No już prawie.
- To ja idę na górę po płaszczyk i torebkę, poczekajcie chwilkę.
Po pięciu minutach wyszliśmy z domu. Zdecydowaliśmy się na przejażdżkę metrem, dopiero trzeci raz miałam okazję nim jechać. W Krakowie zawsze jak sama jeździłam tramwajem do szkoły strasznie chciało mi się spać, za to tutaj niemal przez całą drogę śmiałam się z chłopakami. Przejażdżka zatem minęła nam bardzo szybko. Wysiedliśmy z metra i po chwili zobaczyłam przed sobą Tower Bridge. Nie czekając na chłopców pobiegłam w jego stronę i zatrzymałam się dopiero na środku mostu. Z powodu zachwytu nawet nie odczuwałam zmęczenia biegiem. Ten most był taki olbrzymi i cudowny. Najbardziej podobały mi się te dwie wieże. Cała budowla była koloru niebieskiego, białego i czerwonego:
- Co? Podoba się? - spytał Louis, nawet nie zauważyłam jak chłopcy przyszli.
- Piękny jest. Macie czym się tu chwalić.
- No mamy, ale pewnie u ciebie, w Krakowie też jest kilka ładnych miejsc.
- Magda a wiesz w ogóle skąd wzięły się te wieże? - spytał blondyn.
- Nie, a skąd?
- Otóż gdy parlament rozpatrzał projekt dotyczący budowy drugiego mostu nad Tamizą, zarząd zamku Tower of London zgłaszał jakieś zastrzeżenia. Dlatego postawiono warunek, że styl mostu miał harmonizować się ze stylem zamku. Warunek oczywiście spełniono no i nazwa "Tower Bridge" również wzięła się od Tower of London.
- Niall, jaki ty jesteś mądry!
- Dzięki, ale wiem to tylko dlatego, że Tower Bridge to mój ulubiony obiekt w Londynie.
- A po tamtych kładkach u góry można chodzić?
- Pewnie można, ale z tobą to wolałbym nie ryzykować, bo jeszcze z zachwytu nad czymś zemdlejesz i spadniesz - zażartował Zayn.
- Hahaha bardzo śmieszne, ale może rzeczywiście lepiej nie, bo mam lęk wysokości.
- Cały czas patrzysz na most czy zdążyłaś się już zorientować, że za tobą jest jeszcze rzeka?
- Nie można się nacieszyć widokiem takiej ładnej budowli? W Krakowie wszystkie mosty są do siebie podobne i takie zwykłe - dopiero teraz odwróciłam się, by spojrzeć na Tamizę. Była bardzo ładna, ale nie robiła na mnie takiego wrażenia jak most. Tamiza i Wisła jak dla mnie nie różniły się jakoś bardzo od siebie.
Po jakimś czasie opuściliśmy Tower Bridge, chłopcy obiecali mi wybrać się tam jeszcze kiedyś wieczorem. Podobno wtedy most jest oświetlony i widać z niego London Eye oraz inne budynki w różnych kształtach, na przykład cygara. Do Hyde Parku pojechaliśmy taksówką. Taksówkarz nie był zbytnio zadowolony ze swoich klientów, bo robiliśmy spory hałas. Raz upomniał się nawet o ciszę, ale niezbyt to poskutkowało. Chłopcy jednak wynagrodzili mu to dodatkową zapłatą, więc miło nas pożegnał. Wysiedliśmy z taksówki i usłyszałam pisk nastolatek biegnących w naszą stronę. Na początku trochę przestraszyłam się, że coś się stało, lecz po chwili uświadomiłam sobie z kim tu przyjechałam. No tak, One Direction - chłopcy, o których marzą miliony dziewczyn. Na szczęście było ich tylko kilkanaście, więc czekałam około dziesięciu minut. Chłopcy zrobili sobie z każdą zdjęcie, autograf i gotowe. Niall upomniał się jeszcze o obiad, bo był już strasznie głodny. W sumie to każdemu chciało się jeść. W pobliżu nie było żadnego Nando's, więc poszliśmy do pizzerii. Nasz głodomór całą pizzę zjadł sam, a my mieliśmy po jednej na dwie osoby. Ja zjadłam dwa i pół kawałka, czuję się strasznie napchana. Niall gdzie ty to wszystko mieścisz? Po parku pochodziliśmy ze dwie godziny. Chłopcy zadawali miliony pytań związanych z Polską. Na większość z nich na szczęście byłam w stanie odpowiedzieć. Chłopcy opowiedzieli mi też trochę o sobie i swoich rodzinach, ale tylko troszkę, bo bardziej zainteresowali byli moją historią. Niestety później musiałam się już zbierać, bo czekał na mnie jeszcze kościół. Umówiłam się z chłopakami, że wieczorem zadzwonię i jakoś się umówimy.
_______________
Hej Misiaczki ;* Nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału, ale mam nadzieję, że choć troszkę wam się spodoba ;) Jak macie do niego jakieś uwagi to piszcie, chętnie przyjmę. Dziękuję za wszystkich nowych obserwatorów, nawet nie wiecie jak się cieszę! <33
PS: Jeśli ktoś nie ma żadnego konta to teraz już może komentować jako anonim xx
Miłego końca weekendu i powodzenia jutro w szkole <3
- Hej chłopcy! Wyspaliście się po wczorajszym dniu?
- Tak, jest okej - uśmiechnął się blondyn.
- No niezbyt - w tym samym czasie powiedział Zayn.
- Magda strasznie Cię przepraszamy, że się spóźniliśmy, musieliśmy czekać na Zayna, bo strasznie długo siedział przed lustrem.
- Nie ma sprawy, to tylko dziesięć minut, wchodźcie. Wy wszyscy mieszkacie w jednym domu?
- Nie, mieszkamy osobno, tylko wczoraj chłopaki spali u mnie, bo po koncertach zwykle tak robimy, że śpimy u któregoś wszyscy razem - wyjaśnił Liam.
- Magda to dla ciebie, za to, że wczoraj zemdlałaś - mówiąc to Lou wręczył mi piękny bukiet kwiatów.
- O, dziękuję Lou, jest śliczny! Ale nie musiałeś mi go dawać, to przecież nie twoja wina.
- No właśnie Zayn mówi, że moja, a ja wolę choć trochę odciążyć sumienie nawet jeśli to nie przeze mnie. A te kwiaty i tak nie były warte tyle co twój uśmiech.
- Lou spokojnie, nawet jeśli to przez ciebie zemdlałam, to to już nie musisz mi tak słodzić, wystarczająco mi to wynagrodziłeś kwiatami, są naprawdę cudowne. No i poza tym to ty mnie uratowałeś od tłumu skaczących dziewczyn jak leżałam na ziemi, więc wszystko jest w porządku, pewnie teraz to nawet ja powinnam ci się jakoś odwdzięczyć... A gdzie Harry?
- Wiesz Harry trochę się wykręcał jakimiś głupimi rzeczami i wrócił już do swojego domu. Bardzo cię za niego przepraszam - Liam zrobił smutną minę.
- Szkoda, no ale sama pewnie sobie na to zasłużyłam.
- Czemu tak myślisz? - spytał zaniepokojony Niall.
- Pewnie nie jestem pierwszą dziewczyną, która na waszym koncercie zemdlała. To musi być trochę wkurzające jak fanki na wasz widok czy pod wpływem waszych głosów albo zachowania mdleją.Widocznie zrobiłam na Harrym złe wrażenie, więc wolałby się ze mną nie zadawać.
- Ja akurat nawet to lubię albo to jak przyłapuję jakąś dziewczynę na tym, że się na mnie gapi, to jest świetne! Chociaż rzeczywiście Harrego to chyba irytuje. Nie martw się, jeszcze się do ciebie przekona - powiedział Zayn.
- Dobra to mamy na dziś jakieś plany?
- Może Hyde Park, Tamiza? Zgaduję, że Big Ben, Buckingham Palace już widziałaś? - kiwnęłam potwierdzająco głową - Na London Eye też już byłaś? - pierwszą propozycję podał Niall.
- Może być. Tak, właśnie w tych trzech miejscach byłam już z Sebastianem - mówiąc to trochę się skrzywiłam.
- A Sebastian to ten twój chłopak z Polski? Nie wiem jak można być tak głupim, żeby zrywać z taką cudowną dziewczyną jak ty. On nie był ciebie warty. Nie wiem co bym mu zrobił, gdybym go spotkał.
- Louis on wcale nie był taki zły. Poza tym już się tak strasznie tym nie przejmuję, bo poznałam was.
- W takim razie postaramy się zrobić tak, żebyś niedługo całkiem o nim zapomniała albo po prostu żebyś nie żałowała tego rozstania - odparł zadowolony Niall - A możemy jeszcze coś zjeść? Trochę już zgłodniałem.
- Jasne. Wszyscy chcecie jeść?
- Nie, raczej tylko Niall jest wiecznie głodny - powiedział Liam.
- Okej, to na co w takim razie masz ochotę?
- Zjem wszystko. A co macie?
- Hmm... mogę ci zrobić jajecznicę i do tego jakąś bułkę albo dwie? Możesz sobie zrobić z czym chcesz.
- Wolałbym dwie bułki, mogę?
- Pewnie, lodówka jest do twojej dyspozycji!
- Magda uważaj co mówisz, bo później nie będziecie mieć czego jeść - ostrzegł Zayn.
- Niall to jakbyś mógł to nie zjedz wszystkiego.
- Obiecuję, że coś dla was zostawię.
- Dobra Magda, opowiadaj jak wrażenia po wczorajszym koncercie.
- No nie był najgorszy - chłopcom od razu zrzedły miny, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu - nie no żartuję, byliście cudowni! To najlepszy koncert na jakim kiedykolwiek byłam! W ogóle nie spodziewałam się, że jesteście tak dobrzy w tym co robicie. Choeografię też mieliście fajną, nawet to opanowaliście, brawo! Jesteście lepsi od wszystkich polskich zespołów, jakie znam. Nawet Emilka wczoraj chodziła cały czas po domu, śpiewając refren "One thing".
- Bardzo się cieszę, że wam się podobało. Jak chcesz częściej możesz wpadać na nasze koncerty - powiedział Liam.
- Dzięki, na pewno skorzystam z zaproszenia. Niall kończysz?
- No już prawie.
- To ja idę na górę po płaszczyk i torebkę, poczekajcie chwilkę.
Po pięciu minutach wyszliśmy z domu. Zdecydowaliśmy się na przejażdżkę metrem, dopiero trzeci raz miałam okazję nim jechać. W Krakowie zawsze jak sama jeździłam tramwajem do szkoły strasznie chciało mi się spać, za to tutaj niemal przez całą drogę śmiałam się z chłopakami. Przejażdżka zatem minęła nam bardzo szybko. Wysiedliśmy z metra i po chwili zobaczyłam przed sobą Tower Bridge. Nie czekając na chłopców pobiegłam w jego stronę i zatrzymałam się dopiero na środku mostu. Z powodu zachwytu nawet nie odczuwałam zmęczenia biegiem. Ten most był taki olbrzymi i cudowny. Najbardziej podobały mi się te dwie wieże. Cała budowla była koloru niebieskiego, białego i czerwonego:
- Co? Podoba się? - spytał Louis, nawet nie zauważyłam jak chłopcy przyszli.
- Piękny jest. Macie czym się tu chwalić.
- No mamy, ale pewnie u ciebie, w Krakowie też jest kilka ładnych miejsc.
- Magda a wiesz w ogóle skąd wzięły się te wieże? - spytał blondyn.
- Nie, a skąd?
- Otóż gdy parlament rozpatrzał projekt dotyczący budowy drugiego mostu nad Tamizą, zarząd zamku Tower of London zgłaszał jakieś zastrzeżenia. Dlatego postawiono warunek, że styl mostu miał harmonizować się ze stylem zamku. Warunek oczywiście spełniono no i nazwa "Tower Bridge" również wzięła się od Tower of London.
- Niall, jaki ty jesteś mądry!
- Dzięki, ale wiem to tylko dlatego, że Tower Bridge to mój ulubiony obiekt w Londynie.
- A po tamtych kładkach u góry można chodzić?
- Pewnie można, ale z tobą to wolałbym nie ryzykować, bo jeszcze z zachwytu nad czymś zemdlejesz i spadniesz - zażartował Zayn.
- Hahaha bardzo śmieszne, ale może rzeczywiście lepiej nie, bo mam lęk wysokości.
- Cały czas patrzysz na most czy zdążyłaś się już zorientować, że za tobą jest jeszcze rzeka?
- Nie można się nacieszyć widokiem takiej ładnej budowli? W Krakowie wszystkie mosty są do siebie podobne i takie zwykłe - dopiero teraz odwróciłam się, by spojrzeć na Tamizę. Była bardzo ładna, ale nie robiła na mnie takiego wrażenia jak most. Tamiza i Wisła jak dla mnie nie różniły się jakoś bardzo od siebie.
Po jakimś czasie opuściliśmy Tower Bridge, chłopcy obiecali mi wybrać się tam jeszcze kiedyś wieczorem. Podobno wtedy most jest oświetlony i widać z niego London Eye oraz inne budynki w różnych kształtach, na przykład cygara. Do Hyde Parku pojechaliśmy taksówką. Taksówkarz nie był zbytnio zadowolony ze swoich klientów, bo robiliśmy spory hałas. Raz upomniał się nawet o ciszę, ale niezbyt to poskutkowało. Chłopcy jednak wynagrodzili mu to dodatkową zapłatą, więc miło nas pożegnał. Wysiedliśmy z taksówki i usłyszałam pisk nastolatek biegnących w naszą stronę. Na początku trochę przestraszyłam się, że coś się stało, lecz po chwili uświadomiłam sobie z kim tu przyjechałam. No tak, One Direction - chłopcy, o których marzą miliony dziewczyn. Na szczęście było ich tylko kilkanaście, więc czekałam około dziesięciu minut. Chłopcy zrobili sobie z każdą zdjęcie, autograf i gotowe. Niall upomniał się jeszcze o obiad, bo był już strasznie głodny. W sumie to każdemu chciało się jeść. W pobliżu nie było żadnego Nando's, więc poszliśmy do pizzerii. Nasz głodomór całą pizzę zjadł sam, a my mieliśmy po jednej na dwie osoby. Ja zjadłam dwa i pół kawałka, czuję się strasznie napchana. Niall gdzie ty to wszystko mieścisz? Po parku pochodziliśmy ze dwie godziny. Chłopcy zadawali miliony pytań związanych z Polską. Na większość z nich na szczęście byłam w stanie odpowiedzieć. Chłopcy opowiedzieli mi też trochę o sobie i swoich rodzinach, ale tylko troszkę, bo bardziej zainteresowali byli moją historią. Niestety później musiałam się już zbierać, bo czekał na mnie jeszcze kościół. Umówiłam się z chłopakami, że wieczorem zadzwonię i jakoś się umówimy.
_______________
Hej Misiaczki ;* Nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału, ale mam nadzieję, że choć troszkę wam się spodoba ;) Jak macie do niego jakieś uwagi to piszcie, chętnie przyjmę. Dziękuję za wszystkich nowych obserwatorów, nawet nie wiecie jak się cieszę! <33
PS: Jeśli ktoś nie ma żadnego konta to teraz już może komentować jako anonim xx
Miłego końca weekendu i powodzenia jutro w szkole <3
niedziela, 17 lutego 2013
Rozdział 5
Wysiadłyśmy z auta i pożegnałyśmy tatę, a miły ochroniarz powiedział nam jak dojść na nasze miejsce. Już za chwilę powinno się zacząć. Po chwili światła zgasły, a ludzie ucichli czekaliśmy jeszcze moment i w końcu usłyszeliśmy pierwsze nuty "What makes you beautiful", gdy Liam zaczął śpiewać mnóstwo nastolatek zaczęło piszczeć. Prawie w ogóle nie słyszałam tekstu, bo dziewczyny robiły wielki hałas. Widziałam tylko, że chłopcy wyglądali jeszcze lepiej niż rano i ponownie odebrało mi mowę. Nie wiem jak te wszystkie dziewczyny są w stanie wydobyć z siebie taki pisk. Na szczęście przy następnej piosence trochę ucichły i wreszcie mogłam przysłuchać się głosom chłopaków, śpiewali cudownie, każdy z nich ma trochę inny głos, najbardziej różni się chyba Louisa, ale za to on był według mnie najlepszy. Słysząc ich śpiew myślałam, że zaraz zemdleję, za to mała po każdej piosence razem z dziewczynami piszczała i nagradzała chłopaków głośnymi brawami. Po jakimś czasie trochę się przyzwyczaiłam do ich głosów i już tak bardzo mnie nie paraliżowały. Świetnie się bawiłam i śpiewałam albo raczej "wyłam" refreny piosenek, które bardziej wpadały w ucho. Następną piosenką okazało się być "Moments". Jak w większości utworów zaczął Liam. Chłopcy naprawdę świetnie śpiewali, zwłaszcza w tej piosence, prawie doprowadzili mnie do płaczu, jak jakąś dumna mamę ze swoich dzieci, tak bardzo mi się podobała. Podczas drugiej zwrotki Harry chyba mnie zauważył, bo podszedł do Louisa i pokazał w moją stronę . W tym momencie Lou zaczął śpiewać swoją część. Jego głos sprawił, że moje serce zaczęło bić szybciej, ale gdy usłyszałam słowo "harder" całkiem zatrzymała się jego praca i poczułam, że spadam, widziałam już tylko ciemność. Słyszałam jeszcze krzyk Emilki, na ułamek sekundy zobaczyłam jeszcze oczy Louisa, później już nic do mnie nie docierało.
Obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Znowu usłyszałam krzyk Emilki, był inny, chyba radosny, ale nic poza moim imieniem nie zrozumiałam. Zaczęłam słyszeć muzykę i jakiś śpiew, no tak, przecież dalej trwa koncert chłopców. Po kilku minutach byłam w stanie usiąść, a gdy tylko to zrobiłam siostra rzuciła mi się w objęcia. W oddali rozpoznałam głos Nialla, wydawał mi się trochę spięty, może zdenerwowany, tak jakby się czymś bardzo przejmował. Po chwili wyswobodziłam się z uścisku małej, a ona zaczęła zadawać pytania:
- Nic ci nie jest? Boli cię coś? Nie chcę żebyś była chora, chcę żebyś mogła się ze mną bawić.
- Spokojnie, wszystko jest okej, tylko głowa troszkę mnie boli, pewnie się o coś uderzyłam, ale zaraz mi przejdzie - w tym momencie skończyła się piosenka. Chłopcy krótko podziękowali jeszcze swoim fanom. Nie minęło pół minuty, a już biegli w naszą stronę.
- Magda nic ci nie jest? - z daleka krzyknął Zayn.
- Jak się czujesz? - niemal równocześnie spytał Niall i Liam.
- Dorze, chyba już jest wszystko w porządku.
- Chyba? Magda na pewno dobrze się czujesz? - Lou tak jak inni bardzo się tym przejął, tylko mina Harrego wskazywała na to, że jest nieco zażenowany całą sytuacją.
- Przecież tylko zemdlałam, na pewno nic mi nie jest.
- Nic cię nie boli? Jesteś pewna? - chłopak nie dawał za wygraną.
- Zapewniam cie, że wszystko jest w najlepszym porządku.
- Magda przecież mówiłaś, że głowa cię boli. - mała widocznie rozumiała większość z naszej rozmowy.
- Co ona powiedziała? - spytał Zayn, no tak nie zauważyłam, że Emilka powiedziała to po polsku, więc chłopcy na szczęście nie zrozumieli. Lepiej ich już nie zamartwiać.
- Boli ją głowa - powiedziała siostra tym razem już po angielsku. Bardzo boli? Może powinniśmy pojechać do szpitala? - tym razem Liam skierował na mnie swój pytający, zaniepokojony wzrok.
- Pewnie uderzyłam się w głowę jak zemdlałam, ale już prawie nie boli.
- No dobrze to poczekajcie tu spokojnie, a ja zamówię wam taksówkę - mówiąc to Daddy wyszedł z pomieszczenia.
- Okej, a teraz możecie mi powiedzieć jak się tu znalazłam?
- No więc jak zemdlałaś Louis od razu rzucił się w twoją stronę, nie kończąc nawet swojej solówki, musiał zrobić to za niego Liam, w każdym razie zdążył dobiec do ciebie przed wszystkimi ratownikami czy ochroniarzami, nie wiem kto się zajmuje takimi jak ty - mówiąc to mrugnął do mnie, a moje policzki aż płonęły, no tak stąd wzięły się oczy Louisa zanim całkiem straciłam świadomość tego co się wokół mnie działo. Jaki on jest kochany, żeby tak się dla mnie poświęcać, zwłaszcza, że prawie w ogóle mnie nie zna...?
- No tak, ale jak doszedłem do Paula, naszego ochroniarza, powiedziałem mu, żeby cię tu zaniósł, a ja musiałem wracać na scenę - Lou zrobił przepraszającą minę.
- Dzięki, ale nie musiałeś, poleżałabym tam sobie chwilkę i bym się ocknęła.
- Tylko pół godziny, a ludzi by cie staranowali, na pewno należało cię tam zostawić - zażartował czarnuszek.
- O nie pół godziny?! Czyli przegapiłam połowę waszego koncertu? Przepraszam was bardzo...
- Nie ma sprawy i tak możesz nam zdać relację z pierwszej połowy.
- No tak, ale strasznie tego żałuję.
- Trzeba było nie mdleć.
- Zayn to nie jest jej wina - bronił mnie Lou.
- No właśnie, to nie moja wina, że macie takie cudowne głosy!
- Albo raczej, że jeden z nas ma taki cudowny głos? - Zayn znacząco spojrzał w stronę Lou na co ja odpowiedziałam jeszcze większymi rumieńcami - dobra może lepiej już nic nie będę mówić, bo zaraz znowu zemdlejesz - po tych słowach Harry kolejny raz przewrócił oczami.
- Muszę cię zmartwić, ale nie zamierzam już mdleć.
- No mam nadzieję, bo trochę głupio by było jakbyś za każdym razem widząc Louisa mdlała - spuściłam wzrok, ale i tak zobaczyłam, że Lou dał chłopakowi kuksańca w bok, co jeszcze bardziej mnie zawstydziło.
- Dziewczyny taksówka już na was czeka - z niezręcznej sytuacji uratował mnie Liam.
- Dobra Em idziemy. Pa chłopaki, to o której chcecie jutro przyjść?
- Może będziemy koło 10? - Liam popatrzył pytająco na resztę zespołu, a wszyscy kiwnęli głowami na znak, że się zgadzają.
- Okej może być, to do zobaczenia.
Wsiadłyśmy do taksówki i wreszcie moja twarz przybrała naturalny kolor. Całkiem fajny był ten koncert. Całkiem? - nie, przecież on był niesamowity, najwspanialszy na świecie, chłopcy naprawdę maja wielki talent. Pomyliłam się co do nich, myślałam, że są rozpieszczonymi gwiazdami, a okazało się, że bardzo przejmują się innymi, martwią się o mnie, to bardzo miłe z ich strony. Myśląc o tym uśmiechnęłam się sama do siebie. Tylko Harry, wygląda na to, że go irytuję. W sumie to pewnie ma rację, mdlejąc zachowałam się jak jakaś zarzucająca się fanka, nie to nie było narzucanie się, bo to nie moja wina, że taka już jestem. No ale loczek mógł to inaczej odebrać... Chociaż nigdy wcześniej nie mdlałam, no tak przecież nigdy wcześniej nie słyszałam tak cudownego głosu, no i jeszcze te oczy - zniewalające, a ten uśmiech doprowadza mnie do szału...
__________________
Bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Postaram się nie robić już takich przerw. Jeśli mi się nie uda mam nadzieję, że wybaczycie. Jeśli kogoś nie informuję o nowym rozdziale, a chciałby żebym to robiła to niech napisze w komentarzu swój tt. Oczywiście liczę na wasze komentarze xx
Miłej niedzieli, buziaki ;*
Obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Znowu usłyszałam krzyk Emilki, był inny, chyba radosny, ale nic poza moim imieniem nie zrozumiałam. Zaczęłam słyszeć muzykę i jakiś śpiew, no tak, przecież dalej trwa koncert chłopców. Po kilku minutach byłam w stanie usiąść, a gdy tylko to zrobiłam siostra rzuciła mi się w objęcia. W oddali rozpoznałam głos Nialla, wydawał mi się trochę spięty, może zdenerwowany, tak jakby się czymś bardzo przejmował. Po chwili wyswobodziłam się z uścisku małej, a ona zaczęła zadawać pytania:
- Nic ci nie jest? Boli cię coś? Nie chcę żebyś była chora, chcę żebyś mogła się ze mną bawić.
- Spokojnie, wszystko jest okej, tylko głowa troszkę mnie boli, pewnie się o coś uderzyłam, ale zaraz mi przejdzie - w tym momencie skończyła się piosenka. Chłopcy krótko podziękowali jeszcze swoim fanom. Nie minęło pół minuty, a już biegli w naszą stronę.
- Magda nic ci nie jest? - z daleka krzyknął Zayn.
- Jak się czujesz? - niemal równocześnie spytał Niall i Liam.
- Dorze, chyba już jest wszystko w porządku.
- Chyba? Magda na pewno dobrze się czujesz? - Lou tak jak inni bardzo się tym przejął, tylko mina Harrego wskazywała na to, że jest nieco zażenowany całą sytuacją.
- Przecież tylko zemdlałam, na pewno nic mi nie jest.
- Nic cię nie boli? Jesteś pewna? - chłopak nie dawał za wygraną.
- Zapewniam cie, że wszystko jest w najlepszym porządku.
- Magda przecież mówiłaś, że głowa cię boli. - mała widocznie rozumiała większość z naszej rozmowy.
- Co ona powiedziała? - spytał Zayn, no tak nie zauważyłam, że Emilka powiedziała to po polsku, więc chłopcy na szczęście nie zrozumieli. Lepiej ich już nie zamartwiać.
- Boli ją głowa - powiedziała siostra tym razem już po angielsku. Bardzo boli? Może powinniśmy pojechać do szpitala? - tym razem Liam skierował na mnie swój pytający, zaniepokojony wzrok.
- Pewnie uderzyłam się w głowę jak zemdlałam, ale już prawie nie boli.
- No dobrze to poczekajcie tu spokojnie, a ja zamówię wam taksówkę - mówiąc to Daddy wyszedł z pomieszczenia.
- Okej, a teraz możecie mi powiedzieć jak się tu znalazłam?
- No więc jak zemdlałaś Louis od razu rzucił się w twoją stronę, nie kończąc nawet swojej solówki, musiał zrobić to za niego Liam, w każdym razie zdążył dobiec do ciebie przed wszystkimi ratownikami czy ochroniarzami, nie wiem kto się zajmuje takimi jak ty - mówiąc to mrugnął do mnie, a moje policzki aż płonęły, no tak stąd wzięły się oczy Louisa zanim całkiem straciłam świadomość tego co się wokół mnie działo. Jaki on jest kochany, żeby tak się dla mnie poświęcać, zwłaszcza, że prawie w ogóle mnie nie zna...?
- No tak, ale jak doszedłem do Paula, naszego ochroniarza, powiedziałem mu, żeby cię tu zaniósł, a ja musiałem wracać na scenę - Lou zrobił przepraszającą minę.
- Dzięki, ale nie musiałeś, poleżałabym tam sobie chwilkę i bym się ocknęła.
- Tylko pół godziny, a ludzi by cie staranowali, na pewno należało cię tam zostawić - zażartował czarnuszek.
- O nie pół godziny?! Czyli przegapiłam połowę waszego koncertu? Przepraszam was bardzo...
- Nie ma sprawy i tak możesz nam zdać relację z pierwszej połowy.
- No tak, ale strasznie tego żałuję.
- Trzeba było nie mdleć.
- Zayn to nie jest jej wina - bronił mnie Lou.
- No właśnie, to nie moja wina, że macie takie cudowne głosy!
- Albo raczej, że jeden z nas ma taki cudowny głos? - Zayn znacząco spojrzał w stronę Lou na co ja odpowiedziałam jeszcze większymi rumieńcami - dobra może lepiej już nic nie będę mówić, bo zaraz znowu zemdlejesz - po tych słowach Harry kolejny raz przewrócił oczami.
- Muszę cię zmartwić, ale nie zamierzam już mdleć.
- No mam nadzieję, bo trochę głupio by było jakbyś za każdym razem widząc Louisa mdlała - spuściłam wzrok, ale i tak zobaczyłam, że Lou dał chłopakowi kuksańca w bok, co jeszcze bardziej mnie zawstydziło.
- Dziewczyny taksówka już na was czeka - z niezręcznej sytuacji uratował mnie Liam.
- Dobra Em idziemy. Pa chłopaki, to o której chcecie jutro przyjść?
- Może będziemy koło 10? - Liam popatrzył pytająco na resztę zespołu, a wszyscy kiwnęli głowami na znak, że się zgadzają.
- Okej może być, to do zobaczenia.
Wsiadłyśmy do taksówki i wreszcie moja twarz przybrała naturalny kolor. Całkiem fajny był ten koncert. Całkiem? - nie, przecież on był niesamowity, najwspanialszy na świecie, chłopcy naprawdę maja wielki talent. Pomyliłam się co do nich, myślałam, że są rozpieszczonymi gwiazdami, a okazało się, że bardzo przejmują się innymi, martwią się o mnie, to bardzo miłe z ich strony. Myśląc o tym uśmiechnęłam się sama do siebie. Tylko Harry, wygląda na to, że go irytuję. W sumie to pewnie ma rację, mdlejąc zachowałam się jak jakaś zarzucająca się fanka, nie to nie było narzucanie się, bo to nie moja wina, że taka już jestem. No ale loczek mógł to inaczej odebrać... Chociaż nigdy wcześniej nie mdlałam, no tak przecież nigdy wcześniej nie słyszałam tak cudownego głosu, no i jeszcze te oczy - zniewalające, a ten uśmiech doprowadza mnie do szału...
__________________
Bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Postaram się nie robić już takich przerw. Jeśli mi się nie uda mam nadzieję, że wybaczycie. Jeśli kogoś nie informuję o nowym rozdziale, a chciałby żebym to robiła to niech napisze w komentarzu swój tt. Oczywiście liczę na wasze komentarze xx
Miłej niedzieli, buziaki ;*
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Rozdział 4
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi:
- Proszę.
Z drugiej strony usłyszałam jakieś szmery, ale w końcu drzwi się otworzyły. Nie zobaczyłam jednak rodziców, lecz pięciu roześmianych chłopców. Ich uroda była powalająca, dwóch z nich było trochę do siebie podobnych. O mało nie zemdlałam na ich widok, ale przypomniałam sobie, że jesteśmy w moim pokoju i w ogóle nie wiem, co oni tu robią, i przez nich się obudziłam - zaczęłam się złościć. O nie! Tych pięciu bogów zobaczyło mnie w piżamie!
- Liam - odezwał się pierwszy z nich po angielsku. Na szczęście najprostsze zdanie byłam jeszcze w stanie zrozumieć.
- Zayn - powiedział czarnuszek z nienagannie ułożona fryzurą.
- Harry - loczek uśmiechnął się powalająco.
- Louis - o nie, nie dość, że z wyglądu podobny do Liama to jeszcze imię niewiele się różni. Pewnie zaraz ich ze sobą pomylę, różnią się tylko kolorem oczu no i Louis jest chyba bardziej pociągający.
- Niall - uroczy, niebieskooki blondyn z pewnością był lepszy od Sebastiana.
Co ja robię?! Jeszcze przed chwilą byłam załamana zerwaniem Sebka, a teraz zapominam o nim i zachwycam się urodą pięciu innych chłopców, twierdząc, że są od niego lepsi.
- Magda - podałam każdemu po kolei dłoń, za każdym razem czując przyjemne dreszcze na całym ciele - Co robicie u mnie w pokoju i to tak wcześnie?
- Jest już dwadzieścia po pierwszej, myśleliśmy, że nie będziesz spała, przepraszamy - powiedział łagodnie Liam.
- Dlaczego do mnie przyszliście?
- Twój tata nas zaprosił - odezwał się Harry.
- Co?! Mój tata was zna?
- No, tak się składa, że z nami pracuje - odpowiedział Zayn i teraz dopiero sobie przypomniałam, że tata podpisywał umowę z One Direction. No tak, przecież już widziałam te buźki w gazetach i w telewizji, gdy mi się nudziło i oglądałam wszystkie teledyski, jakie leciały, ale na żywo wyglądają milion razy lepiej! no jasne, na ich widok wyparował mi cały mózg, jeśli w ogóle kiedyś go miałam.
- Rzeczywiście. Jesteście One Direction, prawda?
- Tak, nie znałaś nas wcześniej? - zapytał bardzo zdziwiony i nieco urażony Zayn.
- Nie no kojarzę was, nawet dwa razy widziałam wasz teledysk. Pójdę się ubrać, chyba, że się spieszycie i musicie już iść?
- Nie, pewnie idź się przebrać, poczekamy tutaj - powiedział szybko Louis.
Poszłam do łazienki i ubrałam jedne z ładniejszych ubrań, jakie miałam w szafie. Włosy nie chciały mi się ułożyć, więc szybko je wyprostowałam. Zrobiłam sobie jeszcze makijaż dokładniejszy niż zwykle i wyszłam z łazienki. Od tygodnia nie przejmowałam się tak bardzo swoim wyglądem i nawet się nie malowałam, bo wiedziałam, że prędzej czy później i tak się rozmażę.
- Ładnie wyglądasz - powiedział Harry.
- Dzięki - uśmiechnęłam się nieśmiało - więc po co tu przyszliście?
- Słyszeliśmy od twojego taty, że raczej nie masz na dzisiaj żadnych planów i pomyśleliśmy, że może miałabyś ochotę wybrać się na nasz koncert, wstęp oczywiście masz za darmo? - wyjaśnił Liam.
- A powiedział wam może czemu nie mam planów i dlaczego przydałoby się mnie wyciągnąć z domu?
- Nie, nic o tym nie słyszałem - powiedział Zayn. - A można wiedzieć?
- To dobrze, hmm wolałabym nie mówić.
- Proszę - zrobił takie słodkie oczka.
- No dobrze, chłopak mnie rzucił.
- Co ciebie, taką ładną dziewczynę?! Czemu?
- On mieszka w Polsce i twierdzi, że tak będzie lepiej, bo cały czas tęskni, a tak to po jakimś czasie przestanie - no fajnie, dopiero ich poznałam, a już się zwierzam.
- Nie martw się, my ci go zastąpimy, jesteśmy lepsi od niego.
- Jaka skromność!
- Magda, to możemy liczyć na twoja obecność podczas koncertu? - spytał Louis, ze słodkim akcentem wymawiając moje imię.
- Jasne, tylko gdzie i kiedy?
- O siódmej, daliśmy twojemu tacie adres i powiedział, że jak będziesz chciała to Cię podwiezie. Jeśli twoja siostra ma ochotę to też możecie ją wziąć - powiedział Liam. Zauważyłam, że we wszystkim to on jest najbardziej zorientowany.
- Dzięki, na pewno przyjdę.
- My się chyba już musimy zbierać.
- Okej, to pa.
- Mam nadzieję, że Ci się spodoba - wreszcie odezwał się Niall.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to jutro możemy wpaść i opowiesz nam jak ci się podobało - dodał Louis.
- Dobra, pa, powodzenia!
- Pa.
Chłopcy wyszli, a ja poszłam do pokoju Emilki:
- Hej mała, słyszałaś już coś o koncercie One Direction?
- No tata mi mówił, że jakbym chciała i ty pójdziesz to ja też mogę.
- To co, chcesz iść ze mną?
- No pewnie.
- Masz w co się ubrać, czy idziesz ze mną na zakupy?
- Mam tę sukienkę, co mama mi jeszcze w Polsce kupiła, ale mogę z tobą iść.
- Dobra to za pięć minut wychodzimy.
Na zakupach kupiłam sobie krótką, kremowa sukienkę bez ramiączek i pasujące do niej szpilki. Mała nie narzekała, bo widocznie cieszyła się, że wreszcie spędziłam z nią trochę czasu, poza tym kupiłam jej spódniczkę, która bardzo jej się podobała. Gdy wróciłyśmy do domu miałyśmy już tylko godzinę do wyjścia. Szybko połknęłyśmy obiad i poszłyśmy się przygotować. Wzięłam krótki prysznic, ubrałam sukienkę, przeciągnęłam kilka razy prostownicą po włosach, zrobiłam sobie makijaż pasujący do stroju, wpięłam kwiatek we włosy. Jeszcze tylko szpilki, płaszczyk, kopertówka i będę gotowa.
_______________
Rozdział specjalnie dla mojej kochanej Anity (@KeepCalm165916) która wczoraj obchodziła swoje 16 urodzinki <3 jeśli ktoś jej jeszcze nie złożył życzeń to szybko do dzieła! Miałam wczoraj dodać ten rozdział, ale niestety mi się nie udało, przepraszam xx Wszystkiego najlepszego Miśku <333
- Proszę.
Z drugiej strony usłyszałam jakieś szmery, ale w końcu drzwi się otworzyły. Nie zobaczyłam jednak rodziców, lecz pięciu roześmianych chłopców. Ich uroda była powalająca, dwóch z nich było trochę do siebie podobnych. O mało nie zemdlałam na ich widok, ale przypomniałam sobie, że jesteśmy w moim pokoju i w ogóle nie wiem, co oni tu robią, i przez nich się obudziłam - zaczęłam się złościć. O nie! Tych pięciu bogów zobaczyło mnie w piżamie!
- Liam - odezwał się pierwszy z nich po angielsku. Na szczęście najprostsze zdanie byłam jeszcze w stanie zrozumieć.
- Zayn - powiedział czarnuszek z nienagannie ułożona fryzurą.
- Harry - loczek uśmiechnął się powalająco.
- Louis - o nie, nie dość, że z wyglądu podobny do Liama to jeszcze imię niewiele się różni. Pewnie zaraz ich ze sobą pomylę, różnią się tylko kolorem oczu no i Louis jest chyba bardziej pociągający.
- Niall - uroczy, niebieskooki blondyn z pewnością był lepszy od Sebastiana.
Co ja robię?! Jeszcze przed chwilą byłam załamana zerwaniem Sebka, a teraz zapominam o nim i zachwycam się urodą pięciu innych chłopców, twierdząc, że są od niego lepsi.
- Magda - podałam każdemu po kolei dłoń, za każdym razem czując przyjemne dreszcze na całym ciele - Co robicie u mnie w pokoju i to tak wcześnie?
- Jest już dwadzieścia po pierwszej, myśleliśmy, że nie będziesz spała, przepraszamy - powiedział łagodnie Liam.
- Dlaczego do mnie przyszliście?
- Twój tata nas zaprosił - odezwał się Harry.
- Co?! Mój tata was zna?
- No, tak się składa, że z nami pracuje - odpowiedział Zayn i teraz dopiero sobie przypomniałam, że tata podpisywał umowę z One Direction. No tak, przecież już widziałam te buźki w gazetach i w telewizji, gdy mi się nudziło i oglądałam wszystkie teledyski, jakie leciały, ale na żywo wyglądają milion razy lepiej! no jasne, na ich widok wyparował mi cały mózg, jeśli w ogóle kiedyś go miałam.
- Rzeczywiście. Jesteście One Direction, prawda?
- Tak, nie znałaś nas wcześniej? - zapytał bardzo zdziwiony i nieco urażony Zayn.
- Nie no kojarzę was, nawet dwa razy widziałam wasz teledysk. Pójdę się ubrać, chyba, że się spieszycie i musicie już iść?
- Nie, pewnie idź się przebrać, poczekamy tutaj - powiedział szybko Louis.
Poszłam do łazienki i ubrałam jedne z ładniejszych ubrań, jakie miałam w szafie. Włosy nie chciały mi się ułożyć, więc szybko je wyprostowałam. Zrobiłam sobie jeszcze makijaż dokładniejszy niż zwykle i wyszłam z łazienki. Od tygodnia nie przejmowałam się tak bardzo swoim wyglądem i nawet się nie malowałam, bo wiedziałam, że prędzej czy później i tak się rozmażę.
- Ładnie wyglądasz - powiedział Harry.
- Dzięki - uśmiechnęłam się nieśmiało - więc po co tu przyszliście?
- Słyszeliśmy od twojego taty, że raczej nie masz na dzisiaj żadnych planów i pomyśleliśmy, że może miałabyś ochotę wybrać się na nasz koncert, wstęp oczywiście masz za darmo? - wyjaśnił Liam.
- A powiedział wam może czemu nie mam planów i dlaczego przydałoby się mnie wyciągnąć z domu?
- Nie, nic o tym nie słyszałem - powiedział Zayn. - A można wiedzieć?
- To dobrze, hmm wolałabym nie mówić.
- Proszę - zrobił takie słodkie oczka.
- No dobrze, chłopak mnie rzucił.
- Co ciebie, taką ładną dziewczynę?! Czemu?
- On mieszka w Polsce i twierdzi, że tak będzie lepiej, bo cały czas tęskni, a tak to po jakimś czasie przestanie - no fajnie, dopiero ich poznałam, a już się zwierzam.
- Nie martw się, my ci go zastąpimy, jesteśmy lepsi od niego.
- Jaka skromność!
- Magda, to możemy liczyć na twoja obecność podczas koncertu? - spytał Louis, ze słodkim akcentem wymawiając moje imię.
- Jasne, tylko gdzie i kiedy?
- O siódmej, daliśmy twojemu tacie adres i powiedział, że jak będziesz chciała to Cię podwiezie. Jeśli twoja siostra ma ochotę to też możecie ją wziąć - powiedział Liam. Zauważyłam, że we wszystkim to on jest najbardziej zorientowany.
- Dzięki, na pewno przyjdę.
- My się chyba już musimy zbierać.
- Okej, to pa.
- Mam nadzieję, że Ci się spodoba - wreszcie odezwał się Niall.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to jutro możemy wpaść i opowiesz nam jak ci się podobało - dodał Louis.
- Dobra, pa, powodzenia!
- Pa.
Chłopcy wyszli, a ja poszłam do pokoju Emilki:
- Hej mała, słyszałaś już coś o koncercie One Direction?
- No tata mi mówił, że jakbym chciała i ty pójdziesz to ja też mogę.
- To co, chcesz iść ze mną?
- No pewnie.
- Masz w co się ubrać, czy idziesz ze mną na zakupy?
- Mam tę sukienkę, co mama mi jeszcze w Polsce kupiła, ale mogę z tobą iść.
- Dobra to za pięć minut wychodzimy.
Na zakupach kupiłam sobie krótką, kremowa sukienkę bez ramiączek i pasujące do niej szpilki. Mała nie narzekała, bo widocznie cieszyła się, że wreszcie spędziłam z nią trochę czasu, poza tym kupiłam jej spódniczkę, która bardzo jej się podobała. Gdy wróciłyśmy do domu miałyśmy już tylko godzinę do wyjścia. Szybko połknęłyśmy obiad i poszłyśmy się przygotować. Wzięłam krótki prysznic, ubrałam sukienkę, przeciągnęłam kilka razy prostownicą po włosach, zrobiłam sobie makijaż pasujący do stroju, wpięłam kwiatek we włosy. Jeszcze tylko szpilki, płaszczyk, kopertówka i będę gotowa.
_______________
Rozdział specjalnie dla mojej kochanej Anity (@KeepCalm165916) która wczoraj obchodziła swoje 16 urodzinki <3 jeśli ktoś jej jeszcze nie złożył życzeń to szybko do dzieła! Miałam wczoraj dodać ten rozdział, ale niestety mi się nie udało, przepraszam xx Wszystkiego najlepszego Miśku <333
niedziela, 6 stycznia 2013
Rozdział 3
Jestem w samolocie. Mój lot do Krakowa trwa już pół godziny, czyli zostały mi jeszcze jakieś dwie. Strasznie tu nudno. Muszę wymyślić sobie jakieś zajęcie, żeby zabić czas, bo już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę Sebastiana. Wiem, że lot samolotem jest o wiele krótszy niż jazda autem, ale i tak mi się dłuży. Może jeśli pomyślę trochę o tym, jak moglibyśmy z Sebastianem spędzić dzisiaj czas, to zasnę. Mam nadzieję, że nie jest już zły z powodu naszej ostatniej kłótni. przez ten tydzień w ogóle się ze mną nie kontaktował, tylko wczoraj napisał SMS-a żeby spytać się, o której będę w Krakowie i czy nie zmieniłam planów na dzisiaj. Sebek nie potrafi długo się gniewać, więc pewnie wszystko będzie już w porządku.
Obudził mnie głos stewardessy informujący, ze zbliżamy się do lądowania i należy zapiąć pasy. Po chwili odbierałam już swój bagaż. Odzyskawszy walizkę zobaczyłam w dali zbliżającego się do mnie Sebka, więc przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej się z nim spotkać. Byliśmy już naprzeciwko siebie, ale zauważyłam, że mój chłopak ma smutną minę:
- Haj Miśku, co jest?- chciałam go pocałować, lecz odwrócił głowę i tylko cmoknęłam jego policzek.
- Musimy pogadać. Jesteś głodna? Gdzie chciałabyś iść?
- Nie, nie jestem. Może przejdziemy się po parku?- naszym ulubionym parkiem był Park Jordana, więc nie musiałam mówić konkretnej nazwy, a Sebastian i tak wiedział, o który mi chodzi.
Podjechaliśmy tam jego autem, dlatego nie zajęło nam to zbyt dużo czasu. Przez całą podróż nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero teraz, gdy dotarliśmy Sebek się odezwał:
- Jak tam rodzina i Londyn?- pewnie powiedział to tylko po to, żeby przerwać ciszę.
- Nawet zaczęłam trochę więcej wychodzić do ludzi, tata wypchnął mnie z domu, żebym zaczęła przyzwyczajać się do tego, że muszę będę musiała po angielsku, bo w poniedziałek zaczynam szkołę. Rodzina cały czas podekscytowana Londynem. Tata teraz codziennie uczy Emilkę angielskiego, bo poziom trzecioklasistki jest marny, ale od przyszłego tygodnia jakaś pani będzie do niej przychodzić. A jak twoja rodzina? Coś z nią nie tak? Dlatego jesteś taki smutny?
- Nie, z moją rodziną wszystko w porządku, nic ciekawego, po staremu. Musimy pogadać, wolałbym, żebyśmy usiedli na ławce.
- Przecież rozmawiamy. No dobra, o co chodzi?
- Dużo myślałem o naszym związku. To trochę trudne, gdy Ty jesteś w Londynie, a ja w Polsce i przez cały tydzień za Tobą tęsknię, jestem w złym nastroju.
- Jak będzie tylko jakieś dłuższe wolne to na pewno przyjadę do Polski i spędzimy ze sobą trochę więcej czasu, a trudności są przecież po to, żeby je pokonywać.
- No tak, ale jak zacznie Ci się szkoła, to pewnie nie będziesz mogła przyjeżdżać w każdy weekend i może być nawet tak, ze nie będziemy się widzieć przez miesiąc.
- Myślę, że tak nie będzie, poza tym przecież jeślibyś chciał to moglibyśmy codziennie gadać przez telefon. W zeszłym tygodniu dzwoniłeś, ale okej, do czego zmierzasz?- odburknęłam, bo miałam już sporą gulę w gardle.
- Po każdym moim telefonie, jak już skończyliśmy rozmawiać, tęskniłem jeszcze bardziej, dlatego teraz nie dzwoniłem. Uważam, ze lepiej byłoby dla nas, jakbyśmy przestali się spotykać...
- Aha , czyli zrywasz ze mną?- łzy napłynęły mi do oczu.
- No tak jakby na to wychodzi, ale to dla naszego dobra.
- Już mnie nie kochasz? Możesz mi to powiedzieć, a nie wymyślać historyjki o tym, że jest Ci beze mnie źle i tak będzie lepiej.
- Magda to nie jest tak, że Cię nie kocham, tylko chcę dla nas bobrze. Teraz trochę pocierpimy i po chwili przejdzie.
- Myślisz, że pogodzenie się ze stratą Ciebie przyjdzie mi łatwo?!
- Nie, mi tez nie, ale później będzie nam już o wiele łatwiej.
- Wątpię... To z powodu jakiejś innej dziewczyny?
- Przecież mówię Ci, że nie... Oczywiście ten weekend możemy jeszcze spędzić razem, możesz u mnie spać, nie mogę Cie zostawić na pastwę losu.
-Nie musisz się nade mną litować, poradzę sobie. Pójdę na lotnisko, może uda mi się złapać jeszcze dzisiaj jakiś samolot do Londynu.
- Magda naprawdę możesz zostać u mnie do jutra.- złapał moją rękę.
- Puść mnie! Nie chcę twojej pomocy, chcę jak najszybciej być w domu.
- Jesteś pewna?
- Niczego teraz bardziej nie pragnę niż położyć się w swoim łóżku i zasnąć.
- Dobra, ale pozwól się chociaż odwieźć na lotnisko.
- Poradzę sobie, pojadę autobusem.
- Nie puszczę Cię, jeśli nie pozwolisz mi się odwieźć.
- Okej, ale później od razu schodzisz z moich oczu. Zgadzam się tylko dlatego, że nie chcę dłużej Cię dotykać.
Wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę gapiłam się przez okno, udawając, że są tam bardzo ciekawe widoki, bo nie chciałam, żeby Sebek widział moje łzy. Akurat, gdy dojeżdżaliśmy udało mi się trochę opanować i przestałam płakać. Podeszłam do kasy, udało mi się wykupić jeden z ostatnich biletów. Samolot miałam za dwie godziny, Sebastian chciał ze mną poczekać, ale zdecydowanie wolałam zostać sama, niż być w jego towarzystwie i jakoś udało mi się go przekonać, żeby pojechał do domu. Obiecałam mu tylko wysłać SMS-a jak będę już w domu. Teraz czekając na samolot, usuwałam wszystkie zdjęcia z Sebastianem, jakie miałam w telefonie.
Weszłam do domu głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Rodzice trochę się przestraszyli, bo na pewno nie spodziewali się, że to mogę być ja:
- Magda co się stało? Czemu tak wcześni wróciłaś? Miałaś być dopiero jutro.- spytała dalej trochę przestraszona mama.
- Nic.
- Musiało się coś stać, skoro jesteś już w domu.
- Sebek ze mną zerwał. Wystarczy?
- To już nigdy się z nim nie pobawię?- spytała cicho Emilka.
- Na to wygląda, że nie.- i mała zaczęła płakać.
Poszłam do swojego pokoju, wysłałam krótkiego SMS-a do Sebka, że już jestem, po czym usunęłam jego numer i rzuciłam się na łóżko. Przez jakiś czas płakałam. Wzięłam prysznic, trochę się przy tym uspokajając i poszłam spać.
_____________
Ten rozdział jest trochę dłuższy. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam się spodoba. Jeśli tak to bardzo ucieszyłby mnie nawet bardzo krótki komentarz, bo piszę to dla Was i chciałabym wiedzieć, czy warto i co o tym myślicie xx
Obudził mnie głos stewardessy informujący, ze zbliżamy się do lądowania i należy zapiąć pasy. Po chwili odbierałam już swój bagaż. Odzyskawszy walizkę zobaczyłam w dali zbliżającego się do mnie Sebka, więc przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej się z nim spotkać. Byliśmy już naprzeciwko siebie, ale zauważyłam, że mój chłopak ma smutną minę:
- Haj Miśku, co jest?- chciałam go pocałować, lecz odwrócił głowę i tylko cmoknęłam jego policzek.
- Musimy pogadać. Jesteś głodna? Gdzie chciałabyś iść?
- Nie, nie jestem. Może przejdziemy się po parku?- naszym ulubionym parkiem był Park Jordana, więc nie musiałam mówić konkretnej nazwy, a Sebastian i tak wiedział, o który mi chodzi.
Podjechaliśmy tam jego autem, dlatego nie zajęło nam to zbyt dużo czasu. Przez całą podróż nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero teraz, gdy dotarliśmy Sebek się odezwał:
- Jak tam rodzina i Londyn?- pewnie powiedział to tylko po to, żeby przerwać ciszę.
- Nawet zaczęłam trochę więcej wychodzić do ludzi, tata wypchnął mnie z domu, żebym zaczęła przyzwyczajać się do tego, że muszę będę musiała po angielsku, bo w poniedziałek zaczynam szkołę. Rodzina cały czas podekscytowana Londynem. Tata teraz codziennie uczy Emilkę angielskiego, bo poziom trzecioklasistki jest marny, ale od przyszłego tygodnia jakaś pani będzie do niej przychodzić. A jak twoja rodzina? Coś z nią nie tak? Dlatego jesteś taki smutny?
- Nie, z moją rodziną wszystko w porządku, nic ciekawego, po staremu. Musimy pogadać, wolałbym, żebyśmy usiedli na ławce.
- Przecież rozmawiamy. No dobra, o co chodzi?
- Dużo myślałem o naszym związku. To trochę trudne, gdy Ty jesteś w Londynie, a ja w Polsce i przez cały tydzień za Tobą tęsknię, jestem w złym nastroju.
- Jak będzie tylko jakieś dłuższe wolne to na pewno przyjadę do Polski i spędzimy ze sobą trochę więcej czasu, a trudności są przecież po to, żeby je pokonywać.
- No tak, ale jak zacznie Ci się szkoła, to pewnie nie będziesz mogła przyjeżdżać w każdy weekend i może być nawet tak, ze nie będziemy się widzieć przez miesiąc.
- Myślę, że tak nie będzie, poza tym przecież jeślibyś chciał to moglibyśmy codziennie gadać przez telefon. W zeszłym tygodniu dzwoniłeś, ale okej, do czego zmierzasz?- odburknęłam, bo miałam już sporą gulę w gardle.
- Po każdym moim telefonie, jak już skończyliśmy rozmawiać, tęskniłem jeszcze bardziej, dlatego teraz nie dzwoniłem. Uważam, ze lepiej byłoby dla nas, jakbyśmy przestali się spotykać...
- Aha , czyli zrywasz ze mną?- łzy napłynęły mi do oczu.
- No tak jakby na to wychodzi, ale to dla naszego dobra.
- Już mnie nie kochasz? Możesz mi to powiedzieć, a nie wymyślać historyjki o tym, że jest Ci beze mnie źle i tak będzie lepiej.
- Magda to nie jest tak, że Cię nie kocham, tylko chcę dla nas bobrze. Teraz trochę pocierpimy i po chwili przejdzie.
- Myślisz, że pogodzenie się ze stratą Ciebie przyjdzie mi łatwo?!
- Nie, mi tez nie, ale później będzie nam już o wiele łatwiej.
- Wątpię... To z powodu jakiejś innej dziewczyny?
- Przecież mówię Ci, że nie... Oczywiście ten weekend możemy jeszcze spędzić razem, możesz u mnie spać, nie mogę Cie zostawić na pastwę losu.
-Nie musisz się nade mną litować, poradzę sobie. Pójdę na lotnisko, może uda mi się złapać jeszcze dzisiaj jakiś samolot do Londynu.
- Magda naprawdę możesz zostać u mnie do jutra.- złapał moją rękę.
- Puść mnie! Nie chcę twojej pomocy, chcę jak najszybciej być w domu.
- Jesteś pewna?
- Niczego teraz bardziej nie pragnę niż położyć się w swoim łóżku i zasnąć.
- Dobra, ale pozwól się chociaż odwieźć na lotnisko.
- Poradzę sobie, pojadę autobusem.
- Nie puszczę Cię, jeśli nie pozwolisz mi się odwieźć.
- Okej, ale później od razu schodzisz z moich oczu. Zgadzam się tylko dlatego, że nie chcę dłużej Cię dotykać.
Wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę gapiłam się przez okno, udawając, że są tam bardzo ciekawe widoki, bo nie chciałam, żeby Sebek widział moje łzy. Akurat, gdy dojeżdżaliśmy udało mi się trochę opanować i przestałam płakać. Podeszłam do kasy, udało mi się wykupić jeden z ostatnich biletów. Samolot miałam za dwie godziny, Sebastian chciał ze mną poczekać, ale zdecydowanie wolałam zostać sama, niż być w jego towarzystwie i jakoś udało mi się go przekonać, żeby pojechał do domu. Obiecałam mu tylko wysłać SMS-a jak będę już w domu. Teraz czekając na samolot, usuwałam wszystkie zdjęcia z Sebastianem, jakie miałam w telefonie.
Weszłam do domu głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Rodzice trochę się przestraszyli, bo na pewno nie spodziewali się, że to mogę być ja:
- Magda co się stało? Czemu tak wcześni wróciłaś? Miałaś być dopiero jutro.- spytała dalej trochę przestraszona mama.
- Nic.
- Musiało się coś stać, skoro jesteś już w domu.
- Sebek ze mną zerwał. Wystarczy?
- To już nigdy się z nim nie pobawię?- spytała cicho Emilka.
- Na to wygląda, że nie.- i mała zaczęła płakać.
Poszłam do swojego pokoju, wysłałam krótkiego SMS-a do Sebka, że już jestem, po czym usunęłam jego numer i rzuciłam się na łóżko. Przez jakiś czas płakałam. Wzięłam prysznic, trochę się przy tym uspokajając i poszłam spać.
_____________
Ten rozdział jest trochę dłuższy. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam się spodoba. Jeśli tak to bardzo ucieszyłby mnie nawet bardzo krótki komentarz, bo piszę to dla Was i chciałabym wiedzieć, czy warto i co o tym myślicie xx
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Rozdział 2
Już prawie tydzień jesteśmy w Londynie. Muszę przyznać, że to ładne
miasto, ale z pewnością wolałabym zostać w Polsce, gdzie są moi znajomi i
mój chłopak. Dziś Sebastian ma do mnie przylecieć i razem trochę zwiedzimy
Londyn, później to raczej ja będę przyjeżdżać do Polski, bo mi ma kto
zafundować bilet.
Moja siostra- Emilka cały czas skacze z radości, że jesteśmy w obcym kraju. Jej humor zaczął mi się trochę udzielać i chyba tylko dzięki niej nie siedzę cały czas zalana łzami. Ostatnio, gdy widziałam się z Sebkiem miałam całe zapuchnięte oczy. Dziś zrobiłam sobie makijaż i nie zamierzam znowu rozmazywać go łzami. Pewnie jakbym kolejny raz wyglądała jak potwór, to Sebastian w końcu by się wystraszył i by ode mnie uciekł. Za dwadzieścia minut przylatuje jego samolot, więc jadę już z tatą na lotnisko.
Wreszcie jesteśmy sami, wcześniej Emilka w ogóle nie chciała nas zostawić, bo bardzo lubi Sebka. Zwiedzanie zaczęliśmy od London Eye. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale nie mogłam odmówić temu słodziakowi:
- Ostrzegam, że mam lęk wysokości i pewnie jak to się zacznie kręcić to będę piszczeć.
- Okej, spoko, lubię jak piszczysz, tak zabawnie wtedy wyglądasz.
- Ciekawe, czy będzie Cię to tak bawić, jak zacznę na Ciebie rzygać.
- Gwarantuję Ci, że nie zaczniesz, nigdy po takich rzeczach nic Ci się nie dzieje, poza tym to koło kręci się bardzo wolno.
Zobaczyliśmy jeszcze Buckingham Palace i Big Ben, później poszliśmy na kolację do restauracji i wróciliśmy do domu. Przez długi czas nie mogłam wygonić Sebka ode mnie z pokoju, ale w końcu się udało i poszliśmy spać.
Obudziłam się i zobaczyłam stojącego nade mną Sebastiana, trzymał w rękach talerz i kubek.
- O dziękuję, zrobiłeś mi śniadanie?
- Nie, to Twoja mama, ja tylko przyniosłem. Nie jestem taki zdolny, a wolałbym, żeby Ci smakowało.
- Następnym razem chcę spróbować czegoś, co Ty zrobisz. Mamy na dzisiaj jakieś plany?
- Na razie nie. Co chciałabyś robić?
- Hmmm... jeszcze nie wiem. A Ty nie masz żadnego pomysłu?
- Może zostaniemy w domu, bo wczoraj trochę się nachodziliśmy? Emilka już się pytała, czy będziemy się z nią bawić.
- To może chwile się z nią pobawimy, a na później jeszcze coś wymyślimy?
Zajęliśmy się trochę Emilką, a później upiekliśmy razem ciasteczka i zajadaliśmy je leżąc na łóżku i rozmawiając. Nieźle się przy tym uśmialiśmy. Zjedliśmy jeszcze obiad, a teraz jesteśmy na lotnisku i musimy się żegnać.
- Wziąłeś wszystko?
- Tak.- odparł troszkę zażenowanym głosem.
- Na pewno? Telefon, portfel, dokumenty? Resztę, jak coś, to Ci przywiozę...
- Okej, mam wszystko, zachowujesz się jak moja mama.
- Po prostu się o Ciebie martwię.
- Wolę jak się nie martwisz, bo takim zachowaniem, jak teraz, mnie wkurzasz.
- Ty też mnie czasem wkurzasz, ale jakoś na Ciebie nie wrzeszczę!
- No właśnie pokazałaś, jak nie wrzeszczysz.
Wzięłam głęboki oddech i policzyłam w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić:
- Sebastian, nie kłóćmy się, proszę...
- I nagle taka miła się zrobiłaś?!
- Sebek, proszę Cię, mój tata może to wszystko słyszeć.
- No i co z tego? Poza tym nie chcesz się ze mną kłócić tylko dlatego, że twój tata nas słyszy?!
- Przecież wiesz, że nie...
- To dlaczego?
- Bo Cię kocham.
- No dobra...
- Chyba musisz już iść, bo się spóźnisz.
- Czyli za tydzień Ty do mnie przylecisz?
- Tak. Będę tęsknić.
- Ja też. Pa...- cmoknął mnie w policzek i poszedł.
Wsiadłam do samochodu taty i pojechaliśmy. Przez połowę drogi nie rozmawialiśmy, dopiero tera spytałam:
- Słyszałeś, jak się kłóciliśmy?
- Yhm...
- No wiesz, wszyscy czasem się kłócą. Sebastian trochę mnie wkurzył, ale już jest wszystko w porządku.
- Okej, Magda, rozumiem, przecież nie musisz mi się tłumaczyć.
- Dzięki tato.
I przez resztę drogi jechaliśmy już w milczeniu.
Moja siostra- Emilka cały czas skacze z radości, że jesteśmy w obcym kraju. Jej humor zaczął mi się trochę udzielać i chyba tylko dzięki niej nie siedzę cały czas zalana łzami. Ostatnio, gdy widziałam się z Sebkiem miałam całe zapuchnięte oczy. Dziś zrobiłam sobie makijaż i nie zamierzam znowu rozmazywać go łzami. Pewnie jakbym kolejny raz wyglądała jak potwór, to Sebastian w końcu by się wystraszył i by ode mnie uciekł. Za dwadzieścia minut przylatuje jego samolot, więc jadę już z tatą na lotnisko.
Wreszcie jesteśmy sami, wcześniej Emilka w ogóle nie chciała nas zostawić, bo bardzo lubi Sebka. Zwiedzanie zaczęliśmy od London Eye. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale nie mogłam odmówić temu słodziakowi:
- Ostrzegam, że mam lęk wysokości i pewnie jak to się zacznie kręcić to będę piszczeć.
- Okej, spoko, lubię jak piszczysz, tak zabawnie wtedy wyglądasz.
- Ciekawe, czy będzie Cię to tak bawić, jak zacznę na Ciebie rzygać.
- Gwarantuję Ci, że nie zaczniesz, nigdy po takich rzeczach nic Ci się nie dzieje, poza tym to koło kręci się bardzo wolno.
Zobaczyliśmy jeszcze Buckingham Palace i Big Ben, później poszliśmy na kolację do restauracji i wróciliśmy do domu. Przez długi czas nie mogłam wygonić Sebka ode mnie z pokoju, ale w końcu się udało i poszliśmy spać.
Obudziłam się i zobaczyłam stojącego nade mną Sebastiana, trzymał w rękach talerz i kubek.
- O dziękuję, zrobiłeś mi śniadanie?
- Nie, to Twoja mama, ja tylko przyniosłem. Nie jestem taki zdolny, a wolałbym, żeby Ci smakowało.
- Następnym razem chcę spróbować czegoś, co Ty zrobisz. Mamy na dzisiaj jakieś plany?
- Na razie nie. Co chciałabyś robić?
- Hmmm... jeszcze nie wiem. A Ty nie masz żadnego pomysłu?
- Może zostaniemy w domu, bo wczoraj trochę się nachodziliśmy? Emilka już się pytała, czy będziemy się z nią bawić.
- To może chwile się z nią pobawimy, a na później jeszcze coś wymyślimy?
Zajęliśmy się trochę Emilką, a później upiekliśmy razem ciasteczka i zajadaliśmy je leżąc na łóżku i rozmawiając. Nieźle się przy tym uśmialiśmy. Zjedliśmy jeszcze obiad, a teraz jesteśmy na lotnisku i musimy się żegnać.
- Wziąłeś wszystko?
- Tak.- odparł troszkę zażenowanym głosem.
- Na pewno? Telefon, portfel, dokumenty? Resztę, jak coś, to Ci przywiozę...
- Okej, mam wszystko, zachowujesz się jak moja mama.
- Po prostu się o Ciebie martwię.
- Wolę jak się nie martwisz, bo takim zachowaniem, jak teraz, mnie wkurzasz.
- Ty też mnie czasem wkurzasz, ale jakoś na Ciebie nie wrzeszczę!
- No właśnie pokazałaś, jak nie wrzeszczysz.
Wzięłam głęboki oddech i policzyłam w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić:
- Sebastian, nie kłóćmy się, proszę...
- I nagle taka miła się zrobiłaś?!
- Sebek, proszę Cię, mój tata może to wszystko słyszeć.
- No i co z tego? Poza tym nie chcesz się ze mną kłócić tylko dlatego, że twój tata nas słyszy?!
- Przecież wiesz, że nie...
- To dlaczego?
- Bo Cię kocham.
- No dobra...
- Chyba musisz już iść, bo się spóźnisz.
- Czyli za tydzień Ty do mnie przylecisz?
- Tak. Będę tęsknić.
- Ja też. Pa...- cmoknął mnie w policzek i poszedł.
Wsiadłam do samochodu taty i pojechaliśmy. Przez połowę drogi nie rozmawialiśmy, dopiero tera spytałam:
- Słyszałeś, jak się kłóciliśmy?
- Yhm...
- No wiesz, wszyscy czasem się kłócą. Sebastian trochę mnie wkurzył, ale już jest wszystko w porządku.
- Okej, Magda, rozumiem, przecież nie musisz mi się tłumaczyć.
- Dzięki tato.
I przez resztę drogi jechaliśmy już w milczeniu.
niedziela, 2 grudnia 2012
Rozdział 1
Mam na imię Magda i mieszkam w Krakowie. Mam 170cm wzrostu, ale mogłabym być trochę chudsza, chociaż nie narzekam. Mam w miarę długie, dość kręcone, brązowe włosy i niebieskie oczy. Chodzę do drugiej liceum, II LO. Autobusem mam tam jakieś 20 minut, więc nie jest źle. Właśnie zaczynają się ferie zimowe, więc wracam do domu, a później spotykam się z moim chłopakiem.
Weszłam do domu i od razu powitała mnie mama i chyba bardzo ucieszyła się, że wróciłam.
- Cześć córeczko, jak dobrze, że wróciłaś. Zostaw u siebie w pokoju rzeczy i jak najszybciej przyjdź do nas.
- Dobrze już idę.- zostawiłam rzeczy w pokoju i zeszłam na dół- No dobra, to o co chodzi?
- Podpisałem kontrakt z pewnym zespołem- mój tata miał studio nagrań i współpracował z dość sławnymi polskimi zespołami- Tylko tym razem jest to brytyjski i będę musiał wyjechać do Londynu.
- Tato przecież możesz im odmówić.
- To dla mnie wielka szansa. To bardzo sławny zespół, One Direction, znasz prawda?
- No słyszałam kilka ich piosenek, są nawet spoko.
- Teraz będą nagrywać nową płytę i chcą to zrobić w moim studiu.
- I jak długo Cię nie będzie w domu?
- Ustaliliśmy z mamą, że wszyscy przeprowadzimy się do Londynu, przynajmniej na rok, a później zobaczymy, jak sprawy się potoczą.
- Co?! Na pewno nie możesz zrezygnować?
- Kochanie, wiesz, że mama teraz straciła pracę, a na naszym utrzymaniu są jeszcze dziadkowie. Potrzebujemy więcej pieniędzy.
- I ty się na to zgodziłaś?!- teraz zwróciłam się do mamy, a ona tylko przytaknęła głową- Córeczko proszę zacznij się już pakować, bo w poniedziałek wyjeżdżamy.- Dzięki, że zapytaliście mnie o zdanie!- krzyknęłam i zapłakana pobiegłam do swojego pokoju.
Na 18:00 jestem umówiona z Sebastianem. Już jest 17:30, a ja wyglądam okropnie. W takim stanie nie mogę wyjść na ulicę. Wysłałam mu sms-a, że bardzo przepraszam, ale nie mogę wyjść z domu i żeby przyszedł do mnie. Pół godziny później Sebek wszedł do mojego pokoju. Mój chłopak jest wysokim, niebieskookim blondynem, dobrze się ubiera i jest ode mnie rok starszy. Jest bardzo towarzyski, ale lubi też pobyć sobie czasem ze mną sam na sam.
- Hej, Magda co jest?
- W poniedziałek wyjeżdżamy do Londynu.
- Nie cieszysz się?
- I będziemy tam co najmniej cały rok, bo mój tata podpisał kontrakt z jakimś sławnym zespołem.
- Ojoj, to rzeczywiście kiepsko...
- Co będzie z nami?
- Może uda nam się spotykać w każdy weekend?
- Może... ale wiesz ile kasy idzie na bilet na samolot?
- Sporo. A ci goście, co zatrudnili twojego tatę nie będą płacić za wasze bilety? Nie wiem. Spytam później tatę. Ale w ferie rodzice mówią, że będziemy urządzać dom i żebym nic nie planowała. Chociaż w weekendy może dadzą trochę luzu...
- Nie martw się, jakoś to przeżyjemy, a na wakacje wybierzemy się gdzieś razem.- Od jakiegoś czasu mnie obejmował, ale teraz przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Kocham Cię- szepnął mi do ucha
- Ja Ciebie też i nie wyobrażam sobie pięciu dni w każdym tygodniu bez Ciebie.
- Jakoś damy radę.- uśmiechnął się smutno i pocałował mnie w czoło.
Położyliśmy się na łóżku. On położył głowę na moim brzuchu, a ja wplotłam palce w jego włosy. Długo tak leżeliśmy, w milczeniu. Zrobiło się późno i Sebastian musiał już iść.
- Pa Kochanie i spytaj tatę o te bilety na samolot.
- Okej spytam.- pocałował mnie delikatnie w usta, a ja odwzajemniłam jego pocałunek.
Później jeszcze raz mocno mnie przytulił i powiedział, że jutro przyjdzie i pomorze mi się pakować, a w niedzielę wyskoczymy gdzieś razem. I poszedł...
_______________________
Wiem, że trochę krótki i mało ciekawy. Później powinno dziać się więcej. Mam nadzieję, że następne rozdziały wyjdą mi lepiej. Jeśli chociaż 10 osób skomentuje ten rozdział to będę bardzo szczęśliwa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)