Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi:
- Proszę.
Z drugiej strony usłyszałam jakieś szmery, ale w końcu drzwi się otworzyły. Nie zobaczyłam jednak rodziców, lecz pięciu roześmianych chłopców. Ich uroda była powalająca, dwóch z nich było trochę do siebie podobnych. O mało nie zemdlałam na ich widok, ale przypomniałam sobie, że jesteśmy w moim pokoju i w ogóle nie wiem, co oni tu robią, i przez nich się obudziłam - zaczęłam się złościć. O nie! Tych pięciu bogów zobaczyło mnie w piżamie!
- Liam - odezwał się pierwszy z nich po angielsku. Na szczęście najprostsze zdanie byłam jeszcze w stanie zrozumieć.
- Zayn - powiedział czarnuszek z nienagannie ułożona fryzurą.
- Harry - loczek uśmiechnął się powalająco.
- Louis - o nie, nie dość, że z wyglądu podobny do Liama to jeszcze imię niewiele się różni. Pewnie zaraz ich ze sobą pomylę, różnią się tylko kolorem oczu no i Louis jest chyba bardziej pociągający.
- Niall - uroczy, niebieskooki blondyn z pewnością był lepszy od Sebastiana.
Co ja robię?! Jeszcze przed chwilą byłam załamana zerwaniem Sebka, a teraz zapominam o nim i zachwycam się urodą pięciu innych chłopców, twierdząc, że są od niego lepsi.
- Magda - podałam każdemu po kolei dłoń, za każdym razem czując przyjemne dreszcze na całym ciele - Co robicie u mnie w pokoju i to tak wcześnie?
- Jest już dwadzieścia po pierwszej, myśleliśmy, że nie będziesz spała, przepraszamy - powiedział łagodnie Liam.
- Dlaczego do mnie przyszliście?
- Twój tata nas zaprosił - odezwał się Harry.
- Co?! Mój tata was zna?
- No, tak się składa, że z nami pracuje - odpowiedział Zayn i teraz dopiero sobie przypomniałam, że tata podpisywał umowę z One Direction. No tak, przecież już widziałam te buźki w gazetach i w telewizji, gdy mi się nudziło i oglądałam wszystkie teledyski, jakie leciały, ale na żywo wyglądają milion razy lepiej! no jasne, na ich widok wyparował mi cały mózg, jeśli w ogóle kiedyś go miałam.
- Rzeczywiście. Jesteście One Direction, prawda?
- Tak, nie znałaś nas wcześniej? - zapytał bardzo zdziwiony i nieco urażony Zayn.
- Nie no kojarzę was, nawet dwa razy widziałam wasz teledysk. Pójdę się ubrać, chyba, że się spieszycie i musicie już iść?
- Nie, pewnie idź się przebrać, poczekamy tutaj - powiedział szybko Louis.
Poszłam do łazienki i ubrałam jedne z ładniejszych ubrań, jakie miałam w szafie. Włosy nie chciały mi się ułożyć, więc szybko je wyprostowałam. Zrobiłam sobie jeszcze makijaż dokładniejszy niż zwykle i wyszłam z łazienki. Od tygodnia nie przejmowałam się tak bardzo swoim wyglądem i nawet się nie malowałam, bo wiedziałam, że prędzej czy później i tak się rozmażę.
- Ładnie wyglądasz - powiedział Harry.
- Dzięki - uśmiechnęłam się nieśmiało - więc po co tu przyszliście?
- Słyszeliśmy od twojego taty, że raczej nie masz na dzisiaj żadnych planów i pomyśleliśmy, że może miałabyś ochotę wybrać się na nasz koncert, wstęp oczywiście masz za darmo? - wyjaśnił Liam.
- A powiedział wam może czemu nie mam planów i dlaczego przydałoby się mnie wyciągnąć z domu?
- Nie, nic o tym nie słyszałem - powiedział Zayn. - A można wiedzieć?
- To dobrze, hmm wolałabym nie mówić.
- Proszę - zrobił takie słodkie oczka.
- No dobrze, chłopak mnie rzucił.
- Co ciebie, taką ładną dziewczynę?! Czemu?
- On mieszka w Polsce i twierdzi, że tak będzie lepiej, bo cały czas tęskni, a tak to po jakimś czasie przestanie - no fajnie, dopiero ich poznałam, a już się zwierzam.
- Nie martw się, my ci go zastąpimy, jesteśmy lepsi od niego.
- Jaka skromność!
- Magda, to możemy liczyć na twoja obecność podczas koncertu? - spytał Louis, ze słodkim akcentem wymawiając moje imię.
- Jasne, tylko gdzie i kiedy?
- O siódmej, daliśmy twojemu tacie adres i powiedział, że jak będziesz chciała to Cię podwiezie. Jeśli twoja siostra ma ochotę to też możecie ją wziąć - powiedział Liam. Zauważyłam, że we wszystkim to on jest najbardziej zorientowany.
- Dzięki, na pewno przyjdę.
- My się chyba już musimy zbierać.
- Okej, to pa.
- Mam nadzieję, że Ci się spodoba - wreszcie odezwał się Niall.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to jutro możemy wpaść i opowiesz nam jak ci się podobało - dodał Louis.
- Dobra, pa, powodzenia!
- Pa.
Chłopcy wyszli, a ja poszłam do pokoju Emilki:
- Hej mała, słyszałaś już coś o koncercie One Direction?
- No tata mi mówił, że jakbym chciała i ty pójdziesz to ja też mogę.
- To co, chcesz iść ze mną?
- No pewnie.
- Masz w co się ubrać, czy idziesz ze mną na zakupy?
- Mam tę sukienkę, co mama mi jeszcze w Polsce kupiła, ale mogę z tobą iść.
- Dobra to za pięć minut wychodzimy.
Na zakupach kupiłam sobie krótką, kremowa sukienkę bez ramiączek i pasujące do niej szpilki. Mała nie narzekała, bo widocznie cieszyła się, że wreszcie spędziłam z nią trochę czasu, poza tym kupiłam jej spódniczkę, która bardzo jej się podobała. Gdy wróciłyśmy do domu miałyśmy już tylko godzinę do wyjścia. Szybko połknęłyśmy obiad i poszłyśmy się przygotować. Wzięłam krótki prysznic, ubrałam sukienkę, przeciągnęłam kilka razy prostownicą po włosach, zrobiłam sobie makijaż pasujący do stroju, wpięłam kwiatek we włosy. Jeszcze tylko szpilki, płaszczyk, kopertówka i będę gotowa.
_______________
Rozdział specjalnie dla mojej kochanej Anity (@KeepCalm165916) która wczoraj obchodziła swoje 16 urodzinki <3 jeśli ktoś jej jeszcze nie złożył życzeń to szybko do dzieła! Miałam wczoraj dodać ten rozdział, ale niestety mi się nie udało, przepraszam xx Wszystkiego najlepszego Miśku <333
poniedziałek, 14 stycznia 2013
niedziela, 6 stycznia 2013
Rozdział 3
Jestem w samolocie. Mój lot do Krakowa trwa już pół godziny, czyli zostały mi jeszcze jakieś dwie. Strasznie tu nudno. Muszę wymyślić sobie jakieś zajęcie, żeby zabić czas, bo już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę Sebastiana. Wiem, że lot samolotem jest o wiele krótszy niż jazda autem, ale i tak mi się dłuży. Może jeśli pomyślę trochę o tym, jak moglibyśmy z Sebastianem spędzić dzisiaj czas, to zasnę. Mam nadzieję, że nie jest już zły z powodu naszej ostatniej kłótni. przez ten tydzień w ogóle się ze mną nie kontaktował, tylko wczoraj napisał SMS-a żeby spytać się, o której będę w Krakowie i czy nie zmieniłam planów na dzisiaj. Sebek nie potrafi długo się gniewać, więc pewnie wszystko będzie już w porządku.
Obudził mnie głos stewardessy informujący, ze zbliżamy się do lądowania i należy zapiąć pasy. Po chwili odbierałam już swój bagaż. Odzyskawszy walizkę zobaczyłam w dali zbliżającego się do mnie Sebka, więc przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej się z nim spotkać. Byliśmy już naprzeciwko siebie, ale zauważyłam, że mój chłopak ma smutną minę:
- Haj Miśku, co jest?- chciałam go pocałować, lecz odwrócił głowę i tylko cmoknęłam jego policzek.
- Musimy pogadać. Jesteś głodna? Gdzie chciałabyś iść?
- Nie, nie jestem. Może przejdziemy się po parku?- naszym ulubionym parkiem był Park Jordana, więc nie musiałam mówić konkretnej nazwy, a Sebastian i tak wiedział, o który mi chodzi.
Podjechaliśmy tam jego autem, dlatego nie zajęło nam to zbyt dużo czasu. Przez całą podróż nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero teraz, gdy dotarliśmy Sebek się odezwał:
- Jak tam rodzina i Londyn?- pewnie powiedział to tylko po to, żeby przerwać ciszę.
- Nawet zaczęłam trochę więcej wychodzić do ludzi, tata wypchnął mnie z domu, żebym zaczęła przyzwyczajać się do tego, że muszę będę musiała po angielsku, bo w poniedziałek zaczynam szkołę. Rodzina cały czas podekscytowana Londynem. Tata teraz codziennie uczy Emilkę angielskiego, bo poziom trzecioklasistki jest marny, ale od przyszłego tygodnia jakaś pani będzie do niej przychodzić. A jak twoja rodzina? Coś z nią nie tak? Dlatego jesteś taki smutny?
- Nie, z moją rodziną wszystko w porządku, nic ciekawego, po staremu. Musimy pogadać, wolałbym, żebyśmy usiedli na ławce.
- Przecież rozmawiamy. No dobra, o co chodzi?
- Dużo myślałem o naszym związku. To trochę trudne, gdy Ty jesteś w Londynie, a ja w Polsce i przez cały tydzień za Tobą tęsknię, jestem w złym nastroju.
- Jak będzie tylko jakieś dłuższe wolne to na pewno przyjadę do Polski i spędzimy ze sobą trochę więcej czasu, a trudności są przecież po to, żeby je pokonywać.
- No tak, ale jak zacznie Ci się szkoła, to pewnie nie będziesz mogła przyjeżdżać w każdy weekend i może być nawet tak, ze nie będziemy się widzieć przez miesiąc.
- Myślę, że tak nie będzie, poza tym przecież jeślibyś chciał to moglibyśmy codziennie gadać przez telefon. W zeszłym tygodniu dzwoniłeś, ale okej, do czego zmierzasz?- odburknęłam, bo miałam już sporą gulę w gardle.
- Po każdym moim telefonie, jak już skończyliśmy rozmawiać, tęskniłem jeszcze bardziej, dlatego teraz nie dzwoniłem. Uważam, ze lepiej byłoby dla nas, jakbyśmy przestali się spotykać...
- Aha , czyli zrywasz ze mną?- łzy napłynęły mi do oczu.
- No tak jakby na to wychodzi, ale to dla naszego dobra.
- Już mnie nie kochasz? Możesz mi to powiedzieć, a nie wymyślać historyjki o tym, że jest Ci beze mnie źle i tak będzie lepiej.
- Magda to nie jest tak, że Cię nie kocham, tylko chcę dla nas bobrze. Teraz trochę pocierpimy i po chwili przejdzie.
- Myślisz, że pogodzenie się ze stratą Ciebie przyjdzie mi łatwo?!
- Nie, mi tez nie, ale później będzie nam już o wiele łatwiej.
- Wątpię... To z powodu jakiejś innej dziewczyny?
- Przecież mówię Ci, że nie... Oczywiście ten weekend możemy jeszcze spędzić razem, możesz u mnie spać, nie mogę Cie zostawić na pastwę losu.
-Nie musisz się nade mną litować, poradzę sobie. Pójdę na lotnisko, może uda mi się złapać jeszcze dzisiaj jakiś samolot do Londynu.
- Magda naprawdę możesz zostać u mnie do jutra.- złapał moją rękę.
- Puść mnie! Nie chcę twojej pomocy, chcę jak najszybciej być w domu.
- Jesteś pewna?
- Niczego teraz bardziej nie pragnę niż położyć się w swoim łóżku i zasnąć.
- Dobra, ale pozwól się chociaż odwieźć na lotnisko.
- Poradzę sobie, pojadę autobusem.
- Nie puszczę Cię, jeśli nie pozwolisz mi się odwieźć.
- Okej, ale później od razu schodzisz z moich oczu. Zgadzam się tylko dlatego, że nie chcę dłużej Cię dotykać.
Wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę gapiłam się przez okno, udawając, że są tam bardzo ciekawe widoki, bo nie chciałam, żeby Sebek widział moje łzy. Akurat, gdy dojeżdżaliśmy udało mi się trochę opanować i przestałam płakać. Podeszłam do kasy, udało mi się wykupić jeden z ostatnich biletów. Samolot miałam za dwie godziny, Sebastian chciał ze mną poczekać, ale zdecydowanie wolałam zostać sama, niż być w jego towarzystwie i jakoś udało mi się go przekonać, żeby pojechał do domu. Obiecałam mu tylko wysłać SMS-a jak będę już w domu. Teraz czekając na samolot, usuwałam wszystkie zdjęcia z Sebastianem, jakie miałam w telefonie.
Weszłam do domu głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Rodzice trochę się przestraszyli, bo na pewno nie spodziewali się, że to mogę być ja:
- Magda co się stało? Czemu tak wcześni wróciłaś? Miałaś być dopiero jutro.- spytała dalej trochę przestraszona mama.
- Nic.
- Musiało się coś stać, skoro jesteś już w domu.
- Sebek ze mną zerwał. Wystarczy?
- To już nigdy się z nim nie pobawię?- spytała cicho Emilka.
- Na to wygląda, że nie.- i mała zaczęła płakać.
Poszłam do swojego pokoju, wysłałam krótkiego SMS-a do Sebka, że już jestem, po czym usunęłam jego numer i rzuciłam się na łóżko. Przez jakiś czas płakałam. Wzięłam prysznic, trochę się przy tym uspokajając i poszłam spać.
_____________
Ten rozdział jest trochę dłuższy. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam się spodoba. Jeśli tak to bardzo ucieszyłby mnie nawet bardzo krótki komentarz, bo piszę to dla Was i chciałabym wiedzieć, czy warto i co o tym myślicie xx
Obudził mnie głos stewardessy informujący, ze zbliżamy się do lądowania i należy zapiąć pasy. Po chwili odbierałam już swój bagaż. Odzyskawszy walizkę zobaczyłam w dali zbliżającego się do mnie Sebka, więc przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej się z nim spotkać. Byliśmy już naprzeciwko siebie, ale zauważyłam, że mój chłopak ma smutną minę:
- Haj Miśku, co jest?- chciałam go pocałować, lecz odwrócił głowę i tylko cmoknęłam jego policzek.
- Musimy pogadać. Jesteś głodna? Gdzie chciałabyś iść?
- Nie, nie jestem. Może przejdziemy się po parku?- naszym ulubionym parkiem był Park Jordana, więc nie musiałam mówić konkretnej nazwy, a Sebastian i tak wiedział, o który mi chodzi.
Podjechaliśmy tam jego autem, dlatego nie zajęło nam to zbyt dużo czasu. Przez całą podróż nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero teraz, gdy dotarliśmy Sebek się odezwał:
- Jak tam rodzina i Londyn?- pewnie powiedział to tylko po to, żeby przerwać ciszę.
- Nawet zaczęłam trochę więcej wychodzić do ludzi, tata wypchnął mnie z domu, żebym zaczęła przyzwyczajać się do tego, że muszę będę musiała po angielsku, bo w poniedziałek zaczynam szkołę. Rodzina cały czas podekscytowana Londynem. Tata teraz codziennie uczy Emilkę angielskiego, bo poziom trzecioklasistki jest marny, ale od przyszłego tygodnia jakaś pani będzie do niej przychodzić. A jak twoja rodzina? Coś z nią nie tak? Dlatego jesteś taki smutny?
- Nie, z moją rodziną wszystko w porządku, nic ciekawego, po staremu. Musimy pogadać, wolałbym, żebyśmy usiedli na ławce.
- Przecież rozmawiamy. No dobra, o co chodzi?
- Dużo myślałem o naszym związku. To trochę trudne, gdy Ty jesteś w Londynie, a ja w Polsce i przez cały tydzień za Tobą tęsknię, jestem w złym nastroju.
- Jak będzie tylko jakieś dłuższe wolne to na pewno przyjadę do Polski i spędzimy ze sobą trochę więcej czasu, a trudności są przecież po to, żeby je pokonywać.
- No tak, ale jak zacznie Ci się szkoła, to pewnie nie będziesz mogła przyjeżdżać w każdy weekend i może być nawet tak, ze nie będziemy się widzieć przez miesiąc.
- Myślę, że tak nie będzie, poza tym przecież jeślibyś chciał to moglibyśmy codziennie gadać przez telefon. W zeszłym tygodniu dzwoniłeś, ale okej, do czego zmierzasz?- odburknęłam, bo miałam już sporą gulę w gardle.
- Po każdym moim telefonie, jak już skończyliśmy rozmawiać, tęskniłem jeszcze bardziej, dlatego teraz nie dzwoniłem. Uważam, ze lepiej byłoby dla nas, jakbyśmy przestali się spotykać...
- Aha , czyli zrywasz ze mną?- łzy napłynęły mi do oczu.
- No tak jakby na to wychodzi, ale to dla naszego dobra.
- Już mnie nie kochasz? Możesz mi to powiedzieć, a nie wymyślać historyjki o tym, że jest Ci beze mnie źle i tak będzie lepiej.
- Magda to nie jest tak, że Cię nie kocham, tylko chcę dla nas bobrze. Teraz trochę pocierpimy i po chwili przejdzie.
- Myślisz, że pogodzenie się ze stratą Ciebie przyjdzie mi łatwo?!
- Nie, mi tez nie, ale później będzie nam już o wiele łatwiej.
- Wątpię... To z powodu jakiejś innej dziewczyny?
- Przecież mówię Ci, że nie... Oczywiście ten weekend możemy jeszcze spędzić razem, możesz u mnie spać, nie mogę Cie zostawić na pastwę losu.
-Nie musisz się nade mną litować, poradzę sobie. Pójdę na lotnisko, może uda mi się złapać jeszcze dzisiaj jakiś samolot do Londynu.
- Magda naprawdę możesz zostać u mnie do jutra.- złapał moją rękę.
- Puść mnie! Nie chcę twojej pomocy, chcę jak najszybciej być w domu.
- Jesteś pewna?
- Niczego teraz bardziej nie pragnę niż położyć się w swoim łóżku i zasnąć.
- Dobra, ale pozwól się chociaż odwieźć na lotnisko.
- Poradzę sobie, pojadę autobusem.
- Nie puszczę Cię, jeśli nie pozwolisz mi się odwieźć.
- Okej, ale później od razu schodzisz z moich oczu. Zgadzam się tylko dlatego, że nie chcę dłużej Cię dotykać.
Wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę gapiłam się przez okno, udawając, że są tam bardzo ciekawe widoki, bo nie chciałam, żeby Sebek widział moje łzy. Akurat, gdy dojeżdżaliśmy udało mi się trochę opanować i przestałam płakać. Podeszłam do kasy, udało mi się wykupić jeden z ostatnich biletów. Samolot miałam za dwie godziny, Sebastian chciał ze mną poczekać, ale zdecydowanie wolałam zostać sama, niż być w jego towarzystwie i jakoś udało mi się go przekonać, żeby pojechał do domu. Obiecałam mu tylko wysłać SMS-a jak będę już w domu. Teraz czekając na samolot, usuwałam wszystkie zdjęcia z Sebastianem, jakie miałam w telefonie.
Weszłam do domu głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Rodzice trochę się przestraszyli, bo na pewno nie spodziewali się, że to mogę być ja:
- Magda co się stało? Czemu tak wcześni wróciłaś? Miałaś być dopiero jutro.- spytała dalej trochę przestraszona mama.
- Nic.
- Musiało się coś stać, skoro jesteś już w domu.
- Sebek ze mną zerwał. Wystarczy?
- To już nigdy się z nim nie pobawię?- spytała cicho Emilka.
- Na to wygląda, że nie.- i mała zaczęła płakać.
Poszłam do swojego pokoju, wysłałam krótkiego SMS-a do Sebka, że już jestem, po czym usunęłam jego numer i rzuciłam się na łóżko. Przez jakiś czas płakałam. Wzięłam prysznic, trochę się przy tym uspokajając i poszłam spać.
_____________
Ten rozdział jest trochę dłuższy. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam się spodoba. Jeśli tak to bardzo ucieszyłby mnie nawet bardzo krótki komentarz, bo piszę to dla Was i chciałabym wiedzieć, czy warto i co o tym myślicie xx
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Rozdział 2
Już prawie tydzień jesteśmy w Londynie. Muszę przyznać, że to ładne
miasto, ale z pewnością wolałabym zostać w Polsce, gdzie są moi znajomi i
mój chłopak. Dziś Sebastian ma do mnie przylecieć i razem trochę zwiedzimy
Londyn, później to raczej ja będę przyjeżdżać do Polski, bo mi ma kto
zafundować bilet.
Moja siostra- Emilka cały czas skacze z radości, że jesteśmy w obcym kraju. Jej humor zaczął mi się trochę udzielać i chyba tylko dzięki niej nie siedzę cały czas zalana łzami. Ostatnio, gdy widziałam się z Sebkiem miałam całe zapuchnięte oczy. Dziś zrobiłam sobie makijaż i nie zamierzam znowu rozmazywać go łzami. Pewnie jakbym kolejny raz wyglądała jak potwór, to Sebastian w końcu by się wystraszył i by ode mnie uciekł. Za dwadzieścia minut przylatuje jego samolot, więc jadę już z tatą na lotnisko.
Wreszcie jesteśmy sami, wcześniej Emilka w ogóle nie chciała nas zostawić, bo bardzo lubi Sebka. Zwiedzanie zaczęliśmy od London Eye. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale nie mogłam odmówić temu słodziakowi:
- Ostrzegam, że mam lęk wysokości i pewnie jak to się zacznie kręcić to będę piszczeć.
- Okej, spoko, lubię jak piszczysz, tak zabawnie wtedy wyglądasz.
- Ciekawe, czy będzie Cię to tak bawić, jak zacznę na Ciebie rzygać.
- Gwarantuję Ci, że nie zaczniesz, nigdy po takich rzeczach nic Ci się nie dzieje, poza tym to koło kręci się bardzo wolno.
Zobaczyliśmy jeszcze Buckingham Palace i Big Ben, później poszliśmy na kolację do restauracji i wróciliśmy do domu. Przez długi czas nie mogłam wygonić Sebka ode mnie z pokoju, ale w końcu się udało i poszliśmy spać.
Obudziłam się i zobaczyłam stojącego nade mną Sebastiana, trzymał w rękach talerz i kubek.
- O dziękuję, zrobiłeś mi śniadanie?
- Nie, to Twoja mama, ja tylko przyniosłem. Nie jestem taki zdolny, a wolałbym, żeby Ci smakowało.
- Następnym razem chcę spróbować czegoś, co Ty zrobisz. Mamy na dzisiaj jakieś plany?
- Na razie nie. Co chciałabyś robić?
- Hmmm... jeszcze nie wiem. A Ty nie masz żadnego pomysłu?
- Może zostaniemy w domu, bo wczoraj trochę się nachodziliśmy? Emilka już się pytała, czy będziemy się z nią bawić.
- To może chwile się z nią pobawimy, a na później jeszcze coś wymyślimy?
Zajęliśmy się trochę Emilką, a później upiekliśmy razem ciasteczka i zajadaliśmy je leżąc na łóżku i rozmawiając. Nieźle się przy tym uśmialiśmy. Zjedliśmy jeszcze obiad, a teraz jesteśmy na lotnisku i musimy się żegnać.
- Wziąłeś wszystko?
- Tak.- odparł troszkę zażenowanym głosem.
- Na pewno? Telefon, portfel, dokumenty? Resztę, jak coś, to Ci przywiozę...
- Okej, mam wszystko, zachowujesz się jak moja mama.
- Po prostu się o Ciebie martwię.
- Wolę jak się nie martwisz, bo takim zachowaniem, jak teraz, mnie wkurzasz.
- Ty też mnie czasem wkurzasz, ale jakoś na Ciebie nie wrzeszczę!
- No właśnie pokazałaś, jak nie wrzeszczysz.
Wzięłam głęboki oddech i policzyłam w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić:
- Sebastian, nie kłóćmy się, proszę...
- I nagle taka miła się zrobiłaś?!
- Sebek, proszę Cię, mój tata może to wszystko słyszeć.
- No i co z tego? Poza tym nie chcesz się ze mną kłócić tylko dlatego, że twój tata nas słyszy?!
- Przecież wiesz, że nie...
- To dlaczego?
- Bo Cię kocham.
- No dobra...
- Chyba musisz już iść, bo się spóźnisz.
- Czyli za tydzień Ty do mnie przylecisz?
- Tak. Będę tęsknić.
- Ja też. Pa...- cmoknął mnie w policzek i poszedł.
Wsiadłam do samochodu taty i pojechaliśmy. Przez połowę drogi nie rozmawialiśmy, dopiero tera spytałam:
- Słyszałeś, jak się kłóciliśmy?
- Yhm...
- No wiesz, wszyscy czasem się kłócą. Sebastian trochę mnie wkurzył, ale już jest wszystko w porządku.
- Okej, Magda, rozumiem, przecież nie musisz mi się tłumaczyć.
- Dzięki tato.
I przez resztę drogi jechaliśmy już w milczeniu.
Moja siostra- Emilka cały czas skacze z radości, że jesteśmy w obcym kraju. Jej humor zaczął mi się trochę udzielać i chyba tylko dzięki niej nie siedzę cały czas zalana łzami. Ostatnio, gdy widziałam się z Sebkiem miałam całe zapuchnięte oczy. Dziś zrobiłam sobie makijaż i nie zamierzam znowu rozmazywać go łzami. Pewnie jakbym kolejny raz wyglądała jak potwór, to Sebastian w końcu by się wystraszył i by ode mnie uciekł. Za dwadzieścia minut przylatuje jego samolot, więc jadę już z tatą na lotnisko.
Wreszcie jesteśmy sami, wcześniej Emilka w ogóle nie chciała nas zostawić, bo bardzo lubi Sebka. Zwiedzanie zaczęliśmy od London Eye. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale nie mogłam odmówić temu słodziakowi:
- Ostrzegam, że mam lęk wysokości i pewnie jak to się zacznie kręcić to będę piszczeć.
- Okej, spoko, lubię jak piszczysz, tak zabawnie wtedy wyglądasz.
- Ciekawe, czy będzie Cię to tak bawić, jak zacznę na Ciebie rzygać.
- Gwarantuję Ci, że nie zaczniesz, nigdy po takich rzeczach nic Ci się nie dzieje, poza tym to koło kręci się bardzo wolno.
Zobaczyliśmy jeszcze Buckingham Palace i Big Ben, później poszliśmy na kolację do restauracji i wróciliśmy do domu. Przez długi czas nie mogłam wygonić Sebka ode mnie z pokoju, ale w końcu się udało i poszliśmy spać.
Obudziłam się i zobaczyłam stojącego nade mną Sebastiana, trzymał w rękach talerz i kubek.
- O dziękuję, zrobiłeś mi śniadanie?
- Nie, to Twoja mama, ja tylko przyniosłem. Nie jestem taki zdolny, a wolałbym, żeby Ci smakowało.
- Następnym razem chcę spróbować czegoś, co Ty zrobisz. Mamy na dzisiaj jakieś plany?
- Na razie nie. Co chciałabyś robić?
- Hmmm... jeszcze nie wiem. A Ty nie masz żadnego pomysłu?
- Może zostaniemy w domu, bo wczoraj trochę się nachodziliśmy? Emilka już się pytała, czy będziemy się z nią bawić.
- To może chwile się z nią pobawimy, a na później jeszcze coś wymyślimy?
Zajęliśmy się trochę Emilką, a później upiekliśmy razem ciasteczka i zajadaliśmy je leżąc na łóżku i rozmawiając. Nieźle się przy tym uśmialiśmy. Zjedliśmy jeszcze obiad, a teraz jesteśmy na lotnisku i musimy się żegnać.
- Wziąłeś wszystko?
- Tak.- odparł troszkę zażenowanym głosem.
- Na pewno? Telefon, portfel, dokumenty? Resztę, jak coś, to Ci przywiozę...
- Okej, mam wszystko, zachowujesz się jak moja mama.
- Po prostu się o Ciebie martwię.
- Wolę jak się nie martwisz, bo takim zachowaniem, jak teraz, mnie wkurzasz.
- Ty też mnie czasem wkurzasz, ale jakoś na Ciebie nie wrzeszczę!
- No właśnie pokazałaś, jak nie wrzeszczysz.
Wzięłam głęboki oddech i policzyłam w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić:
- Sebastian, nie kłóćmy się, proszę...
- I nagle taka miła się zrobiłaś?!
- Sebek, proszę Cię, mój tata może to wszystko słyszeć.
- No i co z tego? Poza tym nie chcesz się ze mną kłócić tylko dlatego, że twój tata nas słyszy?!
- Przecież wiesz, że nie...
- To dlaczego?
- Bo Cię kocham.
- No dobra...
- Chyba musisz już iść, bo się spóźnisz.
- Czyli za tydzień Ty do mnie przylecisz?
- Tak. Będę tęsknić.
- Ja też. Pa...- cmoknął mnie w policzek i poszedł.
Wsiadłam do samochodu taty i pojechaliśmy. Przez połowę drogi nie rozmawialiśmy, dopiero tera spytałam:
- Słyszałeś, jak się kłóciliśmy?
- Yhm...
- No wiesz, wszyscy czasem się kłócą. Sebastian trochę mnie wkurzył, ale już jest wszystko w porządku.
- Okej, Magda, rozumiem, przecież nie musisz mi się tłumaczyć.
- Dzięki tato.
I przez resztę drogi jechaliśmy już w milczeniu.
niedziela, 2 grudnia 2012
Rozdział 1
Mam na imię Magda i mieszkam w Krakowie. Mam 170cm wzrostu, ale mogłabym być trochę chudsza, chociaż nie narzekam. Mam w miarę długie, dość kręcone, brązowe włosy i niebieskie oczy. Chodzę do drugiej liceum, II LO. Autobusem mam tam jakieś 20 minut, więc nie jest źle. Właśnie zaczynają się ferie zimowe, więc wracam do domu, a później spotykam się z moim chłopakiem.
Weszłam do domu i od razu powitała mnie mama i chyba bardzo ucieszyła się, że wróciłam.
- Cześć córeczko, jak dobrze, że wróciłaś. Zostaw u siebie w pokoju rzeczy i jak najszybciej przyjdź do nas.
- Dobrze już idę.- zostawiłam rzeczy w pokoju i zeszłam na dół- No dobra, to o co chodzi?
- Podpisałem kontrakt z pewnym zespołem- mój tata miał studio nagrań i współpracował z dość sławnymi polskimi zespołami- Tylko tym razem jest to brytyjski i będę musiał wyjechać do Londynu.
- Tato przecież możesz im odmówić.
- To dla mnie wielka szansa. To bardzo sławny zespół, One Direction, znasz prawda?
- No słyszałam kilka ich piosenek, są nawet spoko.
- Teraz będą nagrywać nową płytę i chcą to zrobić w moim studiu.
- I jak długo Cię nie będzie w domu?
- Ustaliliśmy z mamą, że wszyscy przeprowadzimy się do Londynu, przynajmniej na rok, a później zobaczymy, jak sprawy się potoczą.
- Co?! Na pewno nie możesz zrezygnować?
- Kochanie, wiesz, że mama teraz straciła pracę, a na naszym utrzymaniu są jeszcze dziadkowie. Potrzebujemy więcej pieniędzy.
- I ty się na to zgodziłaś?!- teraz zwróciłam się do mamy, a ona tylko przytaknęła głową- Córeczko proszę zacznij się już pakować, bo w poniedziałek wyjeżdżamy.- Dzięki, że zapytaliście mnie o zdanie!- krzyknęłam i zapłakana pobiegłam do swojego pokoju.
Na 18:00 jestem umówiona z Sebastianem. Już jest 17:30, a ja wyglądam okropnie. W takim stanie nie mogę wyjść na ulicę. Wysłałam mu sms-a, że bardzo przepraszam, ale nie mogę wyjść z domu i żeby przyszedł do mnie. Pół godziny później Sebek wszedł do mojego pokoju. Mój chłopak jest wysokim, niebieskookim blondynem, dobrze się ubiera i jest ode mnie rok starszy. Jest bardzo towarzyski, ale lubi też pobyć sobie czasem ze mną sam na sam.
- Hej, Magda co jest?
- W poniedziałek wyjeżdżamy do Londynu.
- Nie cieszysz się?
- I będziemy tam co najmniej cały rok, bo mój tata podpisał kontrakt z jakimś sławnym zespołem.
- Ojoj, to rzeczywiście kiepsko...
- Co będzie z nami?
- Może uda nam się spotykać w każdy weekend?
- Może... ale wiesz ile kasy idzie na bilet na samolot?
- Sporo. A ci goście, co zatrudnili twojego tatę nie będą płacić za wasze bilety? Nie wiem. Spytam później tatę. Ale w ferie rodzice mówią, że będziemy urządzać dom i żebym nic nie planowała. Chociaż w weekendy może dadzą trochę luzu...
- Nie martw się, jakoś to przeżyjemy, a na wakacje wybierzemy się gdzieś razem.- Od jakiegoś czasu mnie obejmował, ale teraz przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Kocham Cię- szepnął mi do ucha
- Ja Ciebie też i nie wyobrażam sobie pięciu dni w każdym tygodniu bez Ciebie.
- Jakoś damy radę.- uśmiechnął się smutno i pocałował mnie w czoło.
Położyliśmy się na łóżku. On położył głowę na moim brzuchu, a ja wplotłam palce w jego włosy. Długo tak leżeliśmy, w milczeniu. Zrobiło się późno i Sebastian musiał już iść.
- Pa Kochanie i spytaj tatę o te bilety na samolot.
- Okej spytam.- pocałował mnie delikatnie w usta, a ja odwzajemniłam jego pocałunek.
Później jeszcze raz mocno mnie przytulił i powiedział, że jutro przyjdzie i pomorze mi się pakować, a w niedzielę wyskoczymy gdzieś razem. I poszedł...
_______________________
Wiem, że trochę krótki i mało ciekawy. Później powinno dziać się więcej. Mam nadzieję, że następne rozdziały wyjdą mi lepiej. Jeśli chociaż 10 osób skomentuje ten rozdział to będę bardzo szczęśliwa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)